Zła mgła
Witam Was bardzo serdecznie.
Kochacie góry, czy wolicie morze? Ja kocham jedno i drugie, ale chyba
przeważają góry. Jeździmy w nie głównie, po to, by podziwiać niesamowite
widoki, poczuć klimat jedyny w swoim rodzaju, zachwycić się potęgą masywów
górskich i naładować swoje akumulatory pozytywną energią. Teraz, gdy moje
zdrowie nie pozwala mi już na wędrówki po górskich szlakach, to tym bardziej
doceniam ich majestat i piękno. Moje
oczy nie są tak sprawne i zdrowe, jak kiedyś, ale górskie piękno nadal potrafię
dostrzec i nim się zachwycić. Do Karkonoszy mamy w sumie nie tak daleko, bo
około 200 kilometrów, to niecałe trzy godziny jazdy samochodem i
niejednokrotnie zwiedzaliśmy już te rejony, ale o tym wszystkim, czego
dowiedziałam się z powieści „Schronisko, które przestało istnieć” nie miałam
pojęcia. Przed lekturą książki dopadły
mnie lekkie obawy, bo wiadomo debiut i do tego autor jest z zawodu
stomatologiem. Wydawało mi się, że taka profesja wyklucza możliwość napisania
książki i do tego kryminału.
Ten stereotyp sprawił, że podeszłam do lektury książki z ograniczonym
zaufaniem, chociaż lubię czytać debiuty, bo zazwyczaj jest to jakiś powiew
świeżości w literaturze. Bardzo często udaje mi się natrafić na prawdziwe
perełki, ale też niejednokrotnie okazywało się, że napisanie dobrej książki,
zwyczajnie autora przerosło. Po lekturze
„Schroniska…” mogę stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że Sławomir Gortych
napisał dość dobry kryminał, może niepozbawiony wad, ale jest to całkiem udany
debiut. Młody autor bardzo pozytywnie mnie zaskoczył swoją wiedzą i niesamowitą
miłością do Karkonoszy, którą przekazał w książce, co czuć w każdym słowie i w
każdym zdaniu.
Sławomir Gortych – Schronisko, które przestało istnieć – premiera 27
lipca 2022 r. – Wydawnictwo Dolnośląskie.
Zła mgła
Schronisko nad Śnieżnymi Kotłami od lat sześćdziesiątych jest nieczynne,
którego nowym właścicielem nieoczekiwanie dla miejscowych, zostaje człowiek
niezwiązany z górami Artur Rajczakowski.
Pragnie on, nie tylko przywrócić schronisko do dawnej świetności, ale
też poszukuje tu śladów swojej rodziny. Zanim uda mu się dotrzeć do konkretnych
informacji, ginie w wypadku. Jego bratanek, młody stomatolog jedzie w
Karkonosze, by odetchnąć od pracy i rodzinnych problemów. Chce odwiedzić
schronisko, do którego wujek tak żarliwie go zapraszał, a Maksymilian nigdy nie
miał na to czasu, by z niego skorzystać. Po przybyciu na miejsce chłopak
dowiaduje się, że jego wuj z nieznanych przyczyn interesował się innym
nieistniejącym schroniskiem, które w niewyjaśnionych okolicznościach spłonęło
tuż po II wojnie światowej. Chłopaka zaintrygowało to niezwykłe zainteresowanie
wujka i sam zaczyna zgłębiać tajemniczą historię schroniska im. Księcia Henryka,
mającą korzenie w przeszłości. Im bliżej jest rozwikłania tej niezwykłej
zagadki, tym ma coraz większe wrażenie, że grozi mu niebezpieczeństwo. To
przekonanie zostaje ugruntowane przez pogróżki, jakie zaczyna otrzymywać od
kogoś, kto podaje się za Ducha gór. Nie ustaje jednak w swoim prywatnym
śledztwie, chociaż jest coraz bardziej przekonany, że może faktycznie grozić mu
śmiertelne niebezpieczeństwo. Nabiera też podejrzeń, że jego wuj nie zginął w
wyniku nieszczęśliwego wypadku, ale dlatego, że ktoś mu w tym pomógł. Na jaw
powoli wychodzą tajemnice dotyczące nie tylko nieistniejącego schroniska, ale
także te, które ukrywała przed nim przez lata rodzina, jest to tym bardziej
intrygujące, że są ściśle ze sobą związane.
Autor płynnie przechodzi od przeszłości do teraźniejszości, a wspaniałe i
realistyczne opisy gór sprawiły, że zupełnie zapomniałam o otaczającym mnie
świecie i oczami wyobraźni przeniosłam się do Karpat, spowitych listopadową
mgłą, w której można dostrzec pana tych gór Karkonosza. Młody człowiek
zaimponował mi swoją niesamowitą wiedzą historyczną i tym z jak ogromną pasją
opowiada o swoich ukochanych górach piękną poprawną polszczyzną, której nie
powstydziłby się nie jeden student polonistyki. Jest to taki rodzaj kryminału,
który rzadko spotyka się na naszym rynku. Świetna książka, która przede
wszystkim zachwyci fanów gór, ale nie tylko, bo jest to powieść także dla
wszystkich tych, którzy uwielbiają zagadki kryminalne z historią w tle.
Całość dopełniona jest niesamowitą górską scenerią, mnóstwem nawiązań do
miejscowych legend, intrygującą historią ukrytego skarbu oraz zagadkowymi
śmierciami. Zarówno tymi z przeszłości, które nie znalazły wyjaśnienia i
współczesnymi morderstwami mającymi związek z przeszłością. Wszystko razem
tworzy niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju klimat. Na uwagę zasługuje też,
bardzo interesująco przedstawiona powojenna historia tych terenów, o których
mówi się mało, albo nie wiele. Może powodem tego jest fakt, że nie była ona
zbyt chlubna, więc skoro nie ma się, czym chwalić, to lepiej tej historii nie
wspominać. Dlatego ukłon w stronę autora, że poszerzył moją skromną wiedzę w
tym zakresie.
Fabuła kryminału jest świetnie skonstruowana, mnóstwo podejrzanych, wiele
motywów, chociaż udało mi się domyślić, komu najbardziej mogło zależeć na tym,
by powojenna prawda nie wyszła na jaw. Natomiast finał jest zaskakujący i
perfekcyjny, nie takiego się spodziewałam.
Na koniec trochę dziegciu, w tej beczce miodu. Chwilami miałam mały
przesyt z powodu wywodów historycznych jednego z bohaterów, które skutecznie
spowalniały akcję, chociaż miały one rację bytu i znaczenie dla fabuły. I na
koniec jeszcze jeden taki mały szczegół. Pomimo że autor przywiązuje wielką
wagę do słów i pięknie pisze, poprawną polszczyzną, nadużywa słowa „ponoć”,
które w niektórych momentach znajduje się nawet, w co drugim zdaniu, a istnieje
przecież tyle jego synonimów. Nie jestem wytrawną znawczynią języka polskiego,
więc wspominam o tym tylko, dlatego, że podczas czytania mnie to zwyczajnie
irytowało. I mały zarzut związany z charakterystyką bohaterów, pomimo że autor
bardzo starał się ich wiarygodnie przedstawić, niestety wypadli płasko i
papierowo. Nie potrafiłam się z nimi w żaden sposób utożsamić, ani ich polubić.
Tak ogólnie to bardzo dobry debiut i czuć ogromne predyspozycje Sławka
Gortycha do pisania. Chętnie sięgnę po
kontynuację, którą sugeruje nie tylko niedokończony wątek, ale także informacja
o drugim tomie, znajdująca się na okładce.
„Niby czasy się zmieniają, świat idzie do
przodu, lecz w górach dużo rzeczy wciąż pozostaje takich samych…”
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dolnośląskie

Dobrze, że to taki udany debiut. Będę miała tę książkę na uwadze.
OdpowiedzUsuńMłody utalentowany pisarz, dobrze się zapowiada.
UsuńBardzo lubię czytać debiuty literackie, dlatego z miłą chęcią zapoznam się z powyższym tytułem.
OdpowiedzUsuńTen debiut, pozytywnie mnie zaskoczył.
UsuńJestem bardzo ciekawa, czy i mnie ten debiut urzeknie. Dziękuję za przemiły komentarz na blogu :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam takie zdjęcia. Takie bratnie dusze z nas. Pozdrawiam Cię serdecznie.
Usuń