Cierpienie i ból
Witam serdecznie moi kochani.
Świeciło słońce i było w miarę ciepło, jak na tę porę roku. Siedziałam na
balkonie i delektowałam się chwilą. Ten jesienny dzień, był z rodzaju tych, które
napełniają moje serce słodyczą życia zmieszaną z melancholią przemijania. Wystawiłam
twarz do promyków słońca, rozkoszowałam się ciepłem, oddając się wspomnieniom. Tak…, ale było czas wracać do rzeczywistości i
napisać kolejną zaległą recenzję.
Lubicie czytać kryminały? Te lżejsze, czy takie, które jeżą włos na głowie i
przyprawiają o dreszcze na plecach? Mnie się wydaje, że czytam każdy z tych
wymienionych, byleby fabuła nie rozłaziła się w szwach, bohaterowie nie byli
nijacy, protagonista krył się wśród postaci przewijających się w fabule i na
koniec, by wszystko logicznie się domknęło.
Przeczytałam w swoim życiu wiele kryminałów i nie są w stanie mnie od nich
odstraszyć sceny morderstw, opisy brutalnych zbrodni, ale Maciej Kaźmierczak
wytoczył najcięższe działa, bo ofiarami w jego kryminale są dzieci i psy.
Niektórych czytelników oburza mordowanie zwierząt w powieściach, a mnie chyba
bardziej oburzają zbrodnie popełniane na dzieciach. Moje nastawienie może sprawiać
wrażenie, że zwierzęta mało mnie obchodzą, ale tak nie jest. Bardzo kocham
zwierzęta i jestem daleka od tego, by pobłażać ich dręczycielom i zabójcom, ale
mordowanie dzieci nie znajdzie u mnie żadnego wytłumaczenia. Jakakolwiek
przeszłość, czy motywy działania, nie są w stanie ich w moich oczach usprawiedliwić.
Zwierzęta i dzieci to najbardziej bezbronne istoty na świecie, więc łatwo można
je dręczyć i zabijać. Pomimo mojego negatywnego nastawienia do motywu
wykorzystanego przez autora w książce, to nie to w końcowym efekcie miało wpływ
na moją ocenę.
„Porzuceni”, to książka, która ma wspaniały i intrygujący początek, ale
niestety do doskonałości wiele jej brakuje. Zdobyła uznanie czytelników i ma wysokie oceny,
bo faktycznie może się podobać, lecz mnie po początkowym zachwycie, zostało
niewiele i nie mogę powieści wysoko ocenić, chociaż bardzo bym chciała. Za
pierwszą połowę daję 8 punktów, za drugą niestety tylko 4, co daje średnią 6.
Nie mogłam inaczej, bo główną moją zasadą, jaką wyznaję, jest szczerość.
Z cyklu Halina przeczytała i przedstawia:
Maciej Kaźmierczak – Porzuceni – premiera 05 października 2022 r. –
Wydawnictwo Muza Shadows
*RECENZJA*
Cierpienie i ból
„Ja porzuciła matka […] porzucili
znajomi. Wszystkich ludzi porzucił Bóg, a oni każdego dnia porzucali nadzieję
na lepsze jutro”.
Początek książki zapowiadał bardzo dobry kryminał. Pies Tomasza przypadkiem znajduje
zakopane w parku truchła psów. Świadkiem tego makabrycznego odkrycia jest
Malwina Król, która też dość często tędy spaceruje ze swoim psem. Wezwana na
miejsce policja, a potem ekipa dochodzeniowa oprócz martwych psów, pod spodem
odnajduje ciało zaginionego przed tygodniem małego chłopca. Tego samego dnia
dziewięcioletni Marcin, wychowanek domu dziecka, gdzie pracuje Malwina, wybiega
za psem na ulicę i znika bez śladu. Motyw martwych psów zakopanych z ciałem
dziecka wydał mi się niezwykle interesujący i liczyłam na to, że autor sprowadzi
te zbrodnie do wspólnego mianownika, a tymczasem powód mordowania psów gdzieś się
rozmył i nie został wyjaśniony. Motywacje działania zabójcy jak dla mnie mocno naciągane
i nieprzekonujące.
Autor napisał mroczny, pełen napięcia kryminał, w którym każde z bohaterów
wydawało mi się na swój sposób podejrzane, bo każde z nich miało swoją ciemną
stronę w przeszłości, ale ten genialny pomysł, który bronił się do połowy
książki, nieoczekiwanie zmienił się w coś, co przestawało mi się podobać. Niestety
intrygująca fabuła zaczęła w pewnym momencie lekko zgrzytać. Mój zachwyt nad
książką, gdzieś uleciał i chciałam już tylko dotrwać do końca. Zastanawiam się
tylko, czy gdybym przeczytała ją jednym tchem, mój odbiór książki byłby inny. Czy
powodem tak diametralnej zmiany mojego nastawienia do niej było to, że ją
odłożyłam i dokończyłam następnego dnia? Raczej nie, bo interesowało mnie, kim
jest protagonista i chciałam odkryć motywy jego postępowania. Dość wcześnie
zaczęłam się domyślać, kim jest morderca, lecz nie wiedziałam, co nim
kierowało. Pomysł na fabułę był świetny, ale niestety w drugiej połowie pomimo
usilnych starań autora, zaczęła rozchodzić się w szwach. Oczekiwałam, że
policja dokona spektakularnego odkrycia, a tymczasem w pogoni za winowajcą
gubią się niczym dziecko we mgle, ignorując oczywiste fakty. Biegają po
kanałach, działkach, znajdują kolejne truchła psów, zamordowane dziecko, klatki,
a potem osobę, którą wzięli za mordercę i tym sposobem zakończyli śledztwo,
chociaż świadek w sprawie twierdził, że aresztowali niewłaściwą osobę.
Opis motywacji zabójcy i jego psychicznego zaburzenia wydawał mi się mało
wiarygodny, stworzony trochę jakby na siłę. Zupełnie, jak gdyby zabrakło
autorowi rozeznania na ten temat. Dodatkowo chciał poruszyć problem załamania
psychicznego, depresji poporodowej, ale i to się mu niezbyt udało, bo zostało
to zaledwie liźnięte i zgubiło się gdzieś w pędzącej akcji, która nie pozwalała
nawet na chwilę wytchnienia, przemyślenia, czy refleksje.
Książka nie zawiera zbędnych opisów przyrody, czy ulic. Akcja kryminału dzieje
się w Łodzi i musiałam to przyjąć za pewnik, skoro autor tak twierdził. Relacje
pomiędzy bohaterami zostały tutaj oparte bardziej na prymitywnych odruchach niż
uczuciach. Wątek romansowy, który się pojawił, wydał mi się mało istotny, a
wręcz zupełnie niepotrzebny.
Kim są w takim razie tytułowi „Porzuceni”? Analizując całość na spokojnie,
wydaje mi się, że każdy z bohaterów, który pojawia się w powieści, może
zasługiwać na to miano, bo w jakimś momencie życia zostali porzuceni. Nikt
natomiast z nich nie jest dobry, mają przeszłość, która ciągnie się za nimi
niczym cień, pojawiający się w powieści. Żadnej z postaci nie polubiłam i nie
poczułam z nią emocjonalnego związku, co spowodowało, że znajdowałam się obok
historii, zamiast w niej. Gdyby autor postarał się i bardziej rozbudował
portrety psychologiczne bohaterów, powieść zyskałaby na atrakcyjności, a
postacie nie wypadłyby tak płasko i papierowo.
„Porzuceni” mogą się jednak podobać. Szybka i pełna zwrotów akcja, ciekawy
pomysł na fabułę, duszna, mroczna atmosfera rodem z najlepszych thrillerów
powodują, że książkę czyta się z zapartym tchem i muszę przyznać, że niechętnie
ją odkładałam. Może w mojej ocenie nie jest to książka wybitna, ale na poziomie
dobrej rozrywki spełniła swoją funkcję, chociaż zakończenie zupełnie mnie nie
usatysfakcjonowało. Być może autor zostawił sobie furtkę na ciąg dalszy.
Wszystkie niedociągnięcia tłumaczę sobie młodym wiekiem autora i mam nadzieję,
że z każdą kolejną książką będzie coraz lepiej. Czy polecam „Porzuconych”? Oczywiście.
Zapewni wszystkim wielbicielom krwawych kryminałów, którzy lubią dreszczyk
emocji towarzyszący podczas czytania, sporo chwil dobrej rozrywki.
Makabryczna i trudna do zrozumienia zbrodnia to dopiero początek?
„Niedoinformowani obywatele, to
spokojni obywatele”

Mam już tę książkę na półce, ale póki co nie mam czasu by do niej zajrzeć.
OdpowiedzUsuńDla mnie czytanie tej książki, to była tylko rozrywka.
UsuńTym razem pas, jakoś cierpienie dzieci i zwierząt mnie mocno zniechęca. Może kiedyś zmienię zdanie, ale póki co wybiorę inne pozycje.
OdpowiedzUsuńMnie sposób tworzenia historii przez autora, zupełnie nie przekonuje. Fabuła musi się spinać, mieć logiczne połączenie. Tu tego zabrakło niestety. Pomysł był, ale z realizacją cos poszło nie tak.
Usuń