MORALNY DYLEMAT
𝘞𝘵𝘰𝘳𝘦𝘬 𝟤𝟦-𝟢𝟥-𝟤𝟢𝟤𝟨
*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸 *
________________
Dzień
dobry, witam Was ponownie bardzo serdecznie.
Sięgnęłam
po książkę Rachel Clarke 𝐻𝑖𝑠𝑡𝑜𝑟𝑖𝑎
𝑝𝑒𝑤𝑛𝑒𝑔𝑜 𝑠𝑒𝑟𝑐𝑎,
bo chciałam rozwiać swoje wątpliwości i dylematy moralne związane z przeszczepami.
Niestety lektura wstrząsnęła mną, choć nie z powodu samej historii bohaterów i
dramatów rodzin, które autorka przedstawiła bardzo szczegółowo. Mimo usilnych
starań nie była w stanie mnie przekonać, że transplantologia to objawienie
współczesnej medycyny; widzę w niej raczej możliwość dla kolejnych cwaniaków,
którzy mogliby zarabiać na tym procederze. Domniemana zgoda dawcy niesie ze
sobą ryzyko, że w sytuacji potrzeby cudzych narządów ktoś mógłby próbować
„pomóc” potencjalnemu dawcy przenieść się na tamten świat. Książka pozostawia
silne wrażenie, zmusza do refleksji, ale nie daje prostych odpowiedzi ani
poczucia bezpieczeństwa wobec etycznych i praktycznych konsekwencji
przeszczepów.
ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ᴘʀᴢᴇᴅꜱᴛᴀᴡɪᴀ:
𝗥𝗮𝗰𝗵𝗲𝗹
𝗖𝗹𝗮𝗿𝗸𝗲 – 𝗛𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗮
𝗽𝗲𝘄𝗻𝗲𝗴𝗼 𝘀𝗲𝗿𝗰𝗮
– 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮 𝟮𝟰
𝘀𝘁𝘆𝗰𝘇𝗻𝗶𝗮 𝟮𝟬𝟮𝟲
𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼
𝗠𝗮𝗻𝗱𝗼
ᴛʏᴛᴜᴌ
ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗠𝗼𝗿𝗮𝗹𝗻𝘆
𝗱𝘆𝗹𝗲𝗺𝗮𝘁
______________________________________
𝐼
𝑗𝑎𝑘 𝑟𝑜𝑑𝑧𝑖𝑐
𝑚𝑜ż𝑒 𝑝𝑜𝑐𝑧𝑢ć 𝑢𝑙𝑔ę,
ż𝑒 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑠𝑧𝑐𝑧𝑒𝑝
𝑢𝑟𝑎𝑡𝑢𝑗𝑒 𝑗𝑒𝑔𝑜
𝑑𝑧𝑖𝑒𝑐𝑘𝑜, 𝑧 𝑝𝑜𝑐𝑧𝑢𝑐𝑖𝑒𝑚
𝑤𝑖𝑛𝑦 𝑤𝑦𝑤𝑜ł𝑎𝑛𝑦𝑚
ś𝑤𝑖𝑎𝑑𝑜𝑚𝑜ś𝑐𝑖ą,
ż𝑒 𝑜𝑑𝑏𝑦𝑤𝑎 𝑠𝑖ę
𝑡𝑜 𝑘𝑜𝑠𝑧𝑡𝑒𝑚
ż𝑦𝑐𝑖𝑎 𝑖𝑛𝑛𝑒𝑔𝑜
𝑑𝑧𝑖𝑒𝑐𝑘𝑎?
Ciężko
czytało się o przerażeniu rodziców, którzy nagle stanęli w obliczu zupełnie
innej rzeczywistości. To, co uważali za normalne i oczywiste, zawisło na
włosku, a oni nie mieli nad tym kontroli. Dziecko w wieku dziewięciu lat nie
powinno stawać twarzą w twarz z własną śmiertelnością, a mały Max patrzył jej
prosto w oczy. Mogę sobie tylko wyobrazić, co czuje rodzic w takiej sytuacji.
Empatyczne zachowanie lekarzy ma dla nich ogromne znaczenie. Ta odrobina
życzliwości często pomaga utrzymać się na powierzchni i chroni przed
rozsypaniem się w drobne kawałki. Rodzice Maxa zastanawiają się, co zrobili
źle, że nie zauważyli, jak bardzo ich syn był chory. Chcieliby, aby ktoś
powiedział im, że wszystko będzie dobrze, choć wiedzą, że już nigdy nie będzie
takie samo.
Na
tle wypadku drogowego Loanny Ball i jej dzieci wyraźnie widać dramat sytuacji.
Niedoświadczony ratownik robi, co może, by utrzymać przy życiu Keirę, a później
na oddziale intensywnej terapii udaje się jedynie podtrzymać funkcje życiowe
dziewczynki. Jej los wydaje się już przesądzony.
Autorka
pokazuje życie personelu na oddziale intensywnej terapii, gdzie prywatne sprawy
zostawia się za drzwiami. Gdy wchodzi się do środka, działa się niemal na
autopilocie. To praca dla ludzi o mocnych nerwach. Pacjenci trafiają tu
najczęściej w tragicznym stanie, po wypadkach lub z poważnymi chorobami. To
miejsce, w którym codziennie podtrzymuje się życie.
Małą
Keirę przywieziono właśnie tutaj. Jej serce wcześniej się zatrzymało, a
obrażenia były na tyle poważne, że nie można było przetransportować jej
śmigłowcem do centrum urazowego. Dziecko było połamane i miało liczne urazy
wewnętrzne, trudno uwierzyć, że w ogóle żyje. Było lepiej, że pozostawała
nieprzytomna. Choć na zewnątrz prawie nie widać było ran, cały zespół wiedział,
że jest krytycznie ranna i że na sali operacyjnej trwa desperacka walka o jej
życie. W takich momentach tego rodzaju doświadczenia uświadamiają, jak wiele ma
się szczęścia w życiu.
Ta
opowieść łączy historie medyczne i odkrycia transplantologii z poruszającą,
prawdziwą historią dwójki dzieci. Autorka przypomina również, że kiedyś rodzice
nie mogli przebywać z dziećmi na oddziałach. Trudno sobie wyobrazić, jak
traumatyczne musiało to być dla najmłodszych, a rodzice, nie mając wyboru,
godzili się na to, bo w ich oczach lepiej było widzieć dziecko smutne niż
stracić je całkowicie.Ten problem dotyczył nie tylko Anglii, w Polsce
postępowano podobnie. Dzieci wracały do domu z objawami choroby sierocej. Takie
oderwanie od rodziców z pewnością odbijało się na ich psychice. Czy nie powodowało
to u nich syndrom dziecka porzuconego? Uważam, że to było nieludzkie, i dobrze,
że tamte czasy już minęły.
Rachel
Clarke stawia pytanie, jak można ułatwić dziecku normalne funkcjonowanie w
szpitalu, zwłaszcza gdy przebywa w nim tak długo jak mały Max. Jego serce było
wspomagane lekiem podawanym dożylnie i nie można było przerwać tego procesu,
więc nieustannie pozostawał pod opieką lekarzy. Kiedy pozwolono mu na krótką
wizytę w domu na Boże Narodzenie, przypłacił ją gwałtownym pogorszeniem
zdrowia, co przerażało jego rodziców. W takich chwilach człowiek chwyta się
każdej nadziei. Oboje rodzice cierpieli, a sytuacja odbijała się także na ich
starszym synu Harrym, dla którego brakowało im czasu.
Ta
historia opowiedziana przez autorkę bardzo mnie poruszyła. Pokazuje nie tylko
lęk i przerażenie rodziców, ale także dziewięcioletniego chłopca, który wie, że
bez nowego serca nie przeżyje, a tak bardzo chce być dzielny dla swoich
rodziców. Z drugiej strony ukazane jest przerażenie samotnego ojca Keiry,
Joego. Nikt nie powiedział mu, co ma robić. Żona leżała na intensywnej terapii,
syn był operowany, a najmłodsza córka walczyła o życie. Nie miał nikogo, kto
mógłby go wesprzeć. Dla niego wydarzenia tej nocy były jak ciąg rozmytych
obrazów. Tamtej nocy jedni rodzice odzyskali nadzieję, a inni bezpowrotnie ją
stracili.
Niestety
tomograf mózgu Keiry był jednoznaczny i oznaczał wyrok. Mózg dziewczynki był
martwy, a przy życiu utrzymywały ją jedynie maszyny. Autorka napisała, że nie
było żadnych wątpliwości. Ja zawsze bym je miała. Człowiek nie jest Bogiem, by
decydować o czyimś życiu i śmierci. W takich sytuacjach wydaje mi się, że
ludzie ingerują w Jego wolę, bo mimo wszystko lekarze decydują o czyimś losie.
Ktoś musi umrzeć, by ktoś inny mógł żyć. Niektórzy powiedzą, że Keira i tak by
umarła, a tak przynajmniej jedno życie zostało uratowane. Może to prawda, ale
decyzję podjął człowiek. I tak serce Keiry powędrowało do Maxa.
Kiedy
stwierdza się śmierć, czy wtedy gdy mózg przestaje funkcjonować, czy gdy z
żywego człowieka wyjmuje się organy i staje się martwą powłoką? To pytanie
chyba nigdy nie opuści mojej głowy, a moje wątpliwości nigdy się nie rozwieją.
Historia
pewnego serca to dramat dwóch rodzin. Jedna z nich to rodzice, którzy z powodu
choroby serca dziecka mogą stracić syna, druga to ojciec zmuszony podjąć
dramatyczną decyzję mającą wpływ na życie całej jego rodziny. Autorka za
wszelką cenę stara się pokazać, że przeszczepy narządów, w tym także serca,
mają sens, choć śmiertelność dzieci po takich operacjach jest dość wysoka. Leki
immunosupresyjne, które powstrzymują odrzut przeszczepionego organu, zwykle
trzeba przyjmować przez całe życie i niosą ze sobą wiele skutków ubocznych.
Zaraz
ktoś powie, że przy leczeniu raka jest podobnie, zwłaszcza przy stosowaniu
chemii. Zawsze przedłuża to o jakiś czas czyjeś życie, oddala śmierć. Każdy
chce żyć i to jest zrozumiałe. Rodzice chcą ratować swoje dziecko, to
naturalne. Chcą, by żyło jeszcze chwilę, może rok, pięć, dziesięć lat, a może
nawet dłużej. Ale od tej chwili będą już żyli w ciągłym strachu.
Odnosiłam
wrażenie, że autorka na siłę próbowała udowodnić tezę, że dawstwo to coś
szlachetnego. Tam umiera chłopiec z chorym sercem, tu dziewczynka, która dzięki
maszynom wciąż żyje, choć według najnowszych badań jej mózg jest martwy.
Siostry Keiry, niewiele od niej starsze, cieszą się, że młodsza siostrzyczka
będzie dawcą narządów. I te pielęgniarki, anioły w ludzkiej skórze, które
pomagają rodzinie pogrążonej w rozpaczy zaakceptować, że ich córka nie żyje, ale
uratuje życie innemu dziecku. Proszę wybaczyć, ale jak niewiarygodnie to brzmi.
Rozpacz i żal po stracie dziecka prawie odbierają człowiekowi rozum, a według
autorki wystarczy jedna przeszkolona pielęgniarka, by się z tym pogodzić? W
takiej sytuacji, będąc rodzicem, pokazałabym jej drzwi. Wiem, co mówię. Gdy
umarł nasz syn i gdyby nie pozostawiono nas w spokoju z naszym bólem, tylko
ktoś krążyłby nad nami niczym sęp i nawijał o przeszczepie, nie jestem pewna,
jak bym zareagowała.
Dużo
trudu zadała sobie Rachel Clarke, by udowodnić swoje przekonanie o słuszności
rozwoju transplantologii, opisując postępy w medycynie, kto, kiedy i dlaczego.
Dla mnie jednak nie było to zbyt interesujące. Wydawało mi się, że autorkę
bardziej interesowało wypełnienie objętości książki i pokazanie, jak postęp w
medycynie przyczynił się do ratowania życia ludzkiego. To niewiele wnosi do
historii Keiry i Maxa, a raczej sprawia wrażenie, że miało odwrócić uwagę od
głównego wątku i złagodzić jego wymowę. Tragedia jednych ratuje innych, a potem
całe życie na lekach jak na tykającej bombie, bo nigdy nie wiadomo, kiedy
organizm się zbuntuje i dojdzie do odrzutu. Te leki nie zawsze są w stanie
powstrzymać organizm przed odrzuceniem przeszczepionego narządu, który traktuje
go jak inwazję. Te medyczne ciekawostki wybijają z rytmu czytania i szczerze
mówiąc, nie specjalnie mnie ciekawiły, bo nie wchodzą w zakres moich
zainteresowań.
Autorka
prezentuje procedury i przebieg przeszczepu, pokazując przy tym, że to maszyna
wybiera biorcę. Algorytm decyduje o życiu i śmierci. Ktoś musi umrzeć, by ktoś
inny mógł żyć. Brzmi to jak makabryczna loteria, jak partia szachów, w której
stawką jest organ, a więc życie lub śmierć. Rachel Clarke podkreśla, jak wielką
traumą dla dziewięcioletniego Maxa było oczekiwanie na przeszczep. Z kolei
sposób, w jaki przedstawiono pogodzenie się rodziny z odejściem Kairy, wydał mi
się zbyt hollywoodzko ckliwy.
Zawsze
zastanawiał mnie fakt, jak czuje się zespół lekarzy, który pobiera narządy z
wciąż żywego człowieka, jakby z naczynia, a z sali operacyjnej wywożone jest
już ciało. Dodatkowo biorcy nikt nie gwarantuje życia, bo po drodze wszystko
może się wydarzyć. I to dość szokujące podsumowanie na końcu,
że jest tak mało dawców, a tylu oczekujących… Jak to strasznie brzmi i jak
bardzo mnie zbulwersowało. Miało to zapewne wzbudzić współczucie i refleksję, a
we mnie wzbudziło kolejne wątpliwości, bo pobrzmiewa w tym dla mnie myśl: za
mało osób ginie w wypadkach, by mogły stać się dawcami i umożliwić życie innym.
Zauważyłam też, że członkowie rodzin i lekarze, z którymi przeprowadzono
wywiady, nie wypowiadają się na tyle przekonująco, by uciszyć moje obawy.
Rachel
Clarke starała się skutecznie przybliżyć rzeczywistość, złożoność i etykę
transplantologii. Nie potrafiłam jednak w pełni zgodzić się z przedstawieniem
pracowników Narodowej Służby Zdrowia jako niemal bez skazy „aniołów”. Taki
obraz, choć poruszający i dodający otuchy osobom związanym z systemem, wydaje
się momentami zbyt idealistyczny i mało wiarygodny. Jestem przekonana,
że zarówno rodziny dawców, jak i biorców mają za sobą również trudne,
niejednoznaczne doświadczenia, o których warto byłoby opowiedzieć. Ich obecność
nadałaby tej historii większą siłę i autentyczność. Skupienie się na
historii dzieci dodatkowo wzmacnia ton sentymentalny, który nie zawsze działa
na korzyść opowieści. Doceniam jednak Rachel Clarke za zwrócenie uwagi na
problem dawstwa narządów, to właśnie ta kwestia odegrała istotną rolę w zmianie
prawa w Wielkiej Brytanii, gdzie obecnie obowiązuje zasada domniemanej zgody,
czyli konieczność rezygnacji z dawstwa, zamiast wcześniejszego zapisywania się
do rejestru.
Rachel Clarke starała się przedstawić rzetelnie problem przeszczepów,
pokazując fakty za i przeciw. Niestety chwilami całość narracji przypominała mi
amerykańskie filmy dokumentalne, w których poszczególne osoby wypowiadają się
na ten sam temat.
𝐻𝑖𝑠𝑡𝑜𝑟𝑖𝑎
𝑝𝑒𝑤𝑛𝑒𝑔𝑜 𝑠𝑒𝑟𝑐𝑎
Rachel Clarke to książka non-fiction. Lektura oparta na
faktach, prawdziwych historiach dzieci i rodzin, a także realiach medycyny i
transplantologii, choć opisana w sposób narracyjny i emocjonalny. Jej treść zapadła
mi w pamięć i pozostawiła mnie z pytaniami o granice człowieczeństwa, o dar,
który łączy życie i śmierć, oraz o siłę ludzkiej dobroci. Sięgałam po nią z
myślą, że autorka rozwieje moje wątpliwości związane z przeszczepami,
szczególnie serca, a tymczasem po lekturze mam ich jeszcze więcej. Wątpliwości
etyczne związane z transplantologią nie należą przecież wyłącznie do
przeszłości ani do czasów pionierów takich jak Christiaan Barnard. To wciąż
żywy i aktualny temat, który domaga się uczciwego, wielostronnego spojrzenia.
_________________________________
Dziś
już z Wami się żegnam, życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.
ʜᴀʟɪɴᴀ
__________________________________
Współpraca barterowa – Wydawnictwo Mando
Rachel Clarke
__________________________________
Autor: Rachel Clarke
Wydawnictwo: Mando
Ilość stron: 320
Gatunek: non-fiction
Data premiery: 24 stycznia 2026
Moja ocena: 06
/10

Komentarze
Prześlij komentarz