KORZENIE, KTÓRYCH NIE DA SIĘ ODCIĄĆ
𝘚𝘰𝘣𝘰t𝘢 𝟢𝟦-𝟢𝟩-𝟤𝟢𝟤𝟨
*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸*
________________
Lubię
historie, które nie próbują na siłę szokować, ale po prostu opowiadają o
ludziach i ich życiu. Takie, w których emocje płyną naturalnie, a bohaterowie
wydają się prawdziwi. Właśnie takie odczucia towarzyszyły mi podczas lektury 𝑆𝑧𝑘𝑙𝑎𝑛𝑒𝑗 𝑗𝑎𝑏ł𝑜𝑛𝑖. Moim zdaniem to bardzo udany
debiut, który pokazał mi, że Katarzyna Klein ma duży talent pisarski.
Oczywiście znalazłam w tej powieści kilka drobnych elementów, do których
mogłabym się przyczepić, ale w żaden sposób nie odebrały mi one przyjemności z
lektury. To mądra i poruszająca opowieść o rodzinnych tajemnicach, trudnych
relacjach i przeszłości, która potrafi odcisnąć piętno na kolejnych
pokoleniach. Ta powieść naprawdę mnie zachwyciła i utwierdziła w przekonaniu,
że warto śledzić dalszą twórczość autorki.
ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:
𝗞𝗮𝘁𝗮𝗿𝘇𝘆𝗻𝗮
𝗞𝗹𝗲𝗶𝗻 – 𝗦𝘇𝗸𝗹𝗮𝗻𝗮
𝗷𝗮𝗯ł𝗼ń –
𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮 𝟬𝟴
𝗸𝘄𝗶𝗲𝘁𝗻𝗶𝗮 𝟮𝟬𝟮𝟲
𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼
𝗔𝘅𝗶𝘀 𝗠𝘂𝗻𝗱𝗶
ᴛʏᴛᴜᴌ
ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗞𝗼𝗿𝘇𝗲𝗻𝗶𝗲,
𝗸𝘁ó𝗿𝘆𝗰𝗵 𝗻𝗶𝗲
𝗱𝗮 𝘀𝗶ę 𝗼d𝗰𝗶ąć
_____________________________________________________________
Jagoda,
studentka ASP, po śmierci babci dziedziczy jej mieszkanie. Szybko okazuje się
jednak, że nie otrzymała jedynie czterech ścian i starych mebli. Wśród pozostawionych
rzeczy znajduje pamiętnik oraz pamiątki, które skrywają rodzinne tajemnice.
Każda z nich prowadzi ją do kolejnych wspomnień i pozwala odkrywać losy kobiet
z jej rodziny. Z każdym dniem Jagoda coraz lepiej poznaje historię swojej
matki, babki i prababki.
Dziewczyna
dorastała pomiędzy dwiema babkami, Magdą i Nuszką, które różniły się od siebie
jak dzień i noc, jak lato i zima. Od Magdy nauczyła się marzyć i nie poddawać
ograniczeniom, od Nuszki zaś tego, jak twardo stąpać po ziemi. Nuszka mawiała,
że życie trzeba przetrwać, Magda natomiast, że trzeba się nim nacieszyć i
naprawdę je przeżyć. Obie były dla Jagody symbolem dzieciństwa, miłości i
poczucia bezpieczeństwa. Z czasem bohaterka staje się rodzinnym lustrem, w
którym odbija się już piąte pokolenie kobiet. Jest utkana z poszarpanych
historii i porwanych nitek, nitek poprzecieranych, zabarwionych krwią, pełnych
strachu, niezrozumienia, cierpienia i złości. To emocje, które przez lata
przechodziły z pokolenia na pokolenie.
Choć
obie babki już nie żyją, Jagoda stopniowo odkrywa ich przeszłość i jednocześnie
lepiej poznaje samą siebie. Jej matka, Regina, zdaje się znać prawdę, ale nie
kwapi się z jej ujawnieniem. Wręcz przeciwnie, gdy tylko córka próbuje sobie
coś przypomnieć lub zadaje niewygodne pytania, matka szybko kieruje rozmowę na
inne tory. Wydaje się, że klucz do zagadki trzyma Mirka, mieszkająca zaledwie
czterdzieści minut jazdy pociągiem dalej. To od niej Jagoda słyszy historię
dwóch sióstr, które nigdy za sobą nie przepadały, a których dawne wybory i
dramatyczne przesiedlenie nad Niemen na zawsze zmieniły bieg rodzinnej
historii.
Jagoda
była przekonana, że odkrycie tajemnicy Magdy przyniesie jej upragniony spokój.
Stało się jednak zupełnie inaczej. Każda poznana odpowiedź rodziła kolejne
pytania, a poczucie, że w tej historii wciąż czegoś brakuje, nie opuszczało jej
ani na chwilę. Wiedziała, że jeśli chce zrozumieć przeszłość swojej rodziny,
nie może się zatrzymać. Musiała szukać dalej, nawet jeśli prawda miała okazać
się bolesna.
Ta
historia była dla mnie ulotna i trochę nierzeczywista. Jak mgliste wspomnienia
Jagody, niedomówienia Renaty oraz tajemnice Magdy i Nuszki. Jagoda rozdrapywała
stare rany, ale chciała znać prawdę, podczas gdy Renacie zależało raczej na
tym, by o wszystkim zapomnieć. Wierzyła, że musi słuchać siebie, a nie niemych
nakazów i przekonań matki.
Jagoda
nie chciała poznawać tej prawdy, ale z każdą kolejną rozmową luki w rodzinnej
historii zaczynały się wypełniać, a znaki zapytania powoli znikały. Wszyscy
znali prawdę, a mimo to przez lata jej unikali. W Jagodzie narastała złość. Na
tajemnice Magdy. Na milczenie Renaty. Na wszystko, co nie pozwoliło jej ruszyć
do przodu i zrzucić niewidzialnego ciężaru, który od lat nosiła, choć nawet nie
zdawała sobie z tego sprawy.
𝐽𝑎𝑘ż𝑒
ł𝑎𝑡𝑤𝑜 𝑗𝑒𝑗 𝑏𝑦ł𝑜
𝑡𝑒𝑟𝑎𝑧 𝑜𝑐𝑒𝑛𝑖𝑎ć.
𝐽𝑒𝑗 𝑏𝑎𝑏𝑐𝑖𝑒,
𝑗𝑒ś𝑙𝑖 𝑤 𝑜𝑔ó𝑙𝑒
𝑐ℎ𝑐𝑖𝑎ł𝑦 𝑚𝑖𝑒ć 𝑑𝑧𝑖𝑒𝑐𝑖,
𝑏𝑜 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑐𝑖𝑒ż
𝑛𝑖𝑘𝑡 𝑖𝑐ℎ 𝑜 𝑡𝑜
𝑛𝑖𝑒 𝑝𝑦𝑡𝑎ł, 𝑚𝑎𝑟𝑧𝑦ł𝑦
𝑜 𝑚𝑎𝑐𝑖𝑒𝑟𝑧𝑦ń𝑠𝑡𝑤𝑖𝑒,
𝑤 𝑘𝑡ó𝑟𝑦𝑚 𝑚𝑜𝑔ł𝑦𝑏𝑦
𝑚𝑎𝑟𝑡𝑤𝑖ć 𝑠𝑖ę 𝑡𝑦𝑙𝑘𝑜
𝑜 𝑘𝑜𝑙𝑘𝑖 𝑖 𝑧ą𝑏𝑘𝑜𝑤𝑎𝑛𝑖𝑒,
𝑧𝑑𝑎𝑟𝑡𝑒 𝑘𝑜𝑙𝑎𝑛𝑎
𝑖 𝑔𝑜𝑟ą𝑐𝑧𝑘𝑖. 𝐴𝑙𝑒
𝑜𝑝𝑟ó𝑐𝑧 𝑡𝑒𝑔𝑜
𝑚𝑎𝑟𝑡𝑤𝑖ł𝑦 𝑠𝑖ę
𝑜 𝑡𝑜, 𝑐𝑧𝑦 𝑏ę𝑑ą 𝑚𝑖𝑎ł𝑦
𝑐𝑧𝑦𝑚 𝑤𝑦𝑘𝑎𝑟𝑚𝑖ć
𝑑𝑧𝑖𝑒𝑐𝑖 𝑖 𝑐𝑧𝑦
𝑛𝑖𝑒 𝑧𝑜𝑠𝑡𝑎𝑛ą
𝑟𝑜𝑧𝑠𝑡𝑟𝑧𝑒𝑙𝑎𝑛𝑒
𝑝𝑜𝑑 𝑏𝑦𝑙𝑒 𝑝𝑟𝑒𝑡𝑒𝑘𝑠𝑡𝑒𝑚.
𝑃𝑟𝑎𝑐𝑜𝑤𝑎ł𝑦 𝑓𝑖𝑧𝑦𝑐𝑧𝑛𝑖𝑒
𝑝𝑜𝑛𝑎𝑑 𝑠𝑖ł𝑦, 𝑛𝑖𝑒
𝑚𝑎𝑗ą𝑐 𝑒𝑚𝑜𝑐𝑗𝑜𝑛𝑎𝑙𝑛𝑒𝑗
𝑝𝑟𝑧𝑒𝑠𝑡𝑟𝑧𝑒𝑛𝑖
𝑛𝑎 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑝𝑟𝑎𝑐𝑜𝑤𝑎𝑛𝑖𝑒
ż𝑎ł𝑜𝑏𝑦 𝑝𝑜 𝑠𝑦𝑛𝑎𝑐ℎ
𝑖 𝑚ęż𝑎𝑐ℎ, 𝑘𝑡ó𝑟𝑧𝑦
𝑛𝑖𝑒 𝑤𝑟ó𝑐𝑖𝑙𝑖
𝑧 𝑓𝑟𝑜𝑛𝑡ó𝑤. 𝐷𝑙𝑎𝑡𝑒𝑔𝑜
𝑛𝑎𝑝𝑟𝑎𝑤𝑑ę 𝑤𝑖𝑒𝑟𝑧𝑦ł𝑦,
ż𝑒 𝑛𝑖𝑒 𝑚𝑜ż𝑛𝑎 𝑚𝑖𝑒ć
𝑤𝑠𝑧𝑦𝑠𝑡𝑘𝑖𝑒𝑔𝑜,
ż𝑒 𝑏𝑒𝑧 𝑒𝑚𝑜𝑐𝑗𝑖
𝑗𝑒𝑠𝑡 𝑝𝑟𝑜ś𝑐𝑖𝑒𝑗
Ta książka
ma zaledwie dwieście stron. Wydaje się, że to niewiele, ale w błędzie jest ten,
kto myśli, że można tę historię połknąć jednym haustem. Otóż nie można.
Katarzyna Klein zawarła na tych dwustu stronach historię życia pięciu kobiet.
Gdybym nie
wiedziała, że to debiut, nigdy sama bym tego nie odgadła. Ta powieść jest
zaskakująco dojrzała i mądrze napisana. To dzieło autorki, która marzyła o
pisaniu i swoje marzenie spełniła. Dawno nie czytałam debiutu napisanego z taką
dojrzałością i wyczuciem języka. W tej powieści proza brzmi niemal jak poezja,
chwilami jak muzyka. Czytałam i nie mogłam wyjść z podziwu, w jaki sposób
autorka snuła swoją opowieść. To właśnie język tej powieści zachwycił mnie
najbardziej, choć sama konstrukcja fabuły nie zawsze była równie dopracowana.
Mimo mojego
zachwytu nad tą powieścią, mam kilka drobnych zastrzeżeń. Nie do końca spełniła
moje oczekiwania. Miałam wrażenie, jakby tafla szkła została rozbita na wiele
kawałków, a autorka pokazywała je czytelnikowi po kolei. Całość wydawała mi się
popękana, jakby kilku fragmentów zabrakło i przez to obraz nie był w pełni
kompletny. Chwilami historia błyszczała intensywnie i zachwycała, a chwilami
stawała się matowa i zamglona. Nie potrafię nazwać tej książki sagą w takim
znaczeniu, jakie znam z innych powieści. Miałam wrażenie, że niektóre wątki
zostały urwane lub nie do końca rozwinięte, przez co chwilami trudniej było mi
w pełni zanurzyć się w tej historii.
To dość
oryginalna powieść, ale z pewnością nie należy do lekkich lektur. Wymaga
skupienia, bo łatwo przeoczyć ważne szczegóły i pogubić się w wątkach.
Najbardziej wciągnął mnie motyw rodzinnych sekretów, które autorka odsłania
bardzo stopniowo.
𝑆𝑧𝑘𝑙𝑎𝑛𝑎 𝑗𝑎𝑏ł𝑜ń to opowieść o kobietach, których
los nie oszczędzał, a decyzje podjęte wiele lat wcześniej wciąż rzucają cień na
teraźniejszość. Im głębiej Jagoda zagłębia się w przeszłość, tym lepiej
rozumie, że rodzinne sekrety potrafią wpływać na życie kolejnych pokoleń. I właśnie
na tym, jak sądzę, chciała skupić się autorka. Pokazała, że możemy nosić w
sobie lęki i doświadczenia naszych przodków, które często wpływają na nasze
decyzje, jeśli pozwolimy im kierować naszym życiem.
Niestety w
większości przypadków nasze babcie, a nawet mamy, nie dzieliły się tym, co
przeżyły. Często zastanawiam się, czy to dobrze, czy źle. Może czasami lepiej
nie wiedzieć, niż próbować zrozumieć rodową traumę. A może właśnie poznanie
prawdy pozwala uwolnić się od jej ciężaru? Rodzi się więc pytanie. Czy lepiej
zrozumieć, czy rozliczyć przeszłość?
Długo
zastanawiałam się nad znaczeniem tytułu książki . Moim zdaniem ma on w sobie
wiele znaczeń i dopiero podczas lektury można odkryć, jak trafnie oddaje jej
charakter. Szkło oddziela, choć pozwala dostrzec to, co znajduje się po drugiej
stronie. Tak samo bywa w rodzinach, gdzie uczucia, żal i niewypowiedziane słowa
są widoczne, lecz przez lata pozostają zamknięte w ciszy. Z kolei jabłoń
przywołuje skojarzenie z korzeniami, więzami łączącymi kolejne pokolenia i
prawdą, od której nie da się uciec. To właśnie poznawanie rodzinnej historii
staje się dla bohaterki drogą do odkrycia nie tylko losów bliskich kobiet, ale
również samej siebie.
Zastanawiałam
się również, dlaczego bohaterowie z taką troską dbali o starą jabłoń, skoro
jednocześnie czuli wstręt do jabłek. Być może właśnie w tym krył się symbol,
którego nie udało mi się do końca odczytać.
Bardzo
spodobało mi się, że autorka nie ocenia swoich bohaterek. Pozwala poznać ich
motywacje, lęki i wybory, dzięki czemu nawet wtedy, gdy popełniają błędy,
trudno odmówić im człowieczeństwa. Każda z nich nosi własne rany i każda na
swój sposób próbuje przetrwać. Dzięki temu bohaterowie wydają się prawdziwi, a
ich historie pozostają w pamięci jeszcze po zakończeniu lektury.
Ogromnym
atutem jest również klimat tej powieści. Tajemnice odkrywane są powoli, bez
pośpiechu, a napięcie budowane jest bardziej przez emocje niż spektakularne
wydarzenia. Autorka pięknie opisuje miejsca, wspomnienia i przedmioty, które
stają się niemymi świadkami rodzinnych dramatów. Wszystko tworzy niezwykle
melancholijną, momentami wręcz hipnotyzującą atmosferę.
𝑆𝑧𝑘𝑙𝑎𝑛𝑎
𝑗𝑎𝑏ł𝑜ń skłania do refleksji nad tym, ile
historii naszych przodków nosimy w sobie, często nawet nie zdając sobie z tego
sprawy. To opowieść o przebaczeniu, o poszukiwaniu własnej tożsamości i o
odwadze zmierzenia się z prawdą, nawet jeśli boli. Pokazuje również, że
przerwanie rodzinnego kręgu cierpienia jest możliwe, ale wymaga ogromnej siły i
gotowości do spojrzenia w przeszłość.
To
jedna z tych książek, które czyta się spokojnie, pozwalając historii pozostać w
pamięci. Nie krzyczy, nie szokuje i nie próbuje za wszelką cenę wzruszać. Robi
coś znacznie trudniejszego. Zmusza do zatrzymania się i zadania sobie pytań o
własną rodzinę, własne korzenie i o to, czy naprawdę znamy historie ludzi,
dzięki którym jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Dla mnie była to piękna, dojrzała i
bardzo poruszająca lektura, która pozostawiła po sobie wiele emocji i jeszcze
więcej refleksji.
Dziś
już z Wami się żegnam, życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.
ʜᴀʟɪɴᴀ
__________________________________
Współpraca barterowa Wydawnictwo Axis
Mundi
Katarzyna Klein
__________________________________
Autor: Katarzyna Klein
Wydawnictwo: Axis Mundi
Ilość stron: 212
Gatunek: obyczajowa
Data premiery: 08 kwietnia 2026
Moja ocena: 08
/10

Komentarze
Prześlij komentarz