MIĘDZY TYM, CO BYŁO, A TY, CO JEST
𝘗𝘰𝘯𝘪𝘦𝘥𝘻𝘪𝘢ł𝘦𝘬 𝟤𝟩-𝟢𝟩-𝟤𝟢𝟤𝟨
*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸 *
________________
Czasem
wystarczy jeden powrót w miejsce, które dawno zostało za nami, by na nowo
usłyszeć głos przeszłości. Pojawiają się wspomnienia, pytania i myśli o tym,
jak mogłoby wyglądać życie, gdyby kiedyś podjęło się inną decyzję. Właśnie z
taką historią spotkałam się w najnowszej powieści Magdaleny Witkiewicz 𝑁𝑎 𝑓𝑎𝑙𝑖
𝑤𝑠𝑝𝑜𝑚𝑛𝑖𝑒ń. To
opowieść o Monice, która po latach przyjeżdża do Brzozówki. To właśnie tam jako
nastolatka spędzała wakacje i poznała swoją pierwszą miłość. Przypadkowe spotkanie
z Marcinem sprawia, że zaczyna wracać do wydarzeń sprzed trzydziestu lat i
zastanawiać się nad wyborami, które ukształtowały jej dorosłe życie. Autorka zabrała
mnie w spokojną, pełną nostalgii podróż do czasów młodości, kiedy wszystko
wydawało się prostsze, a przyszłość pełna możliwości. To historia o miłości,
utraconych szansach i o tym, czy można jeszcze raz otworzyć drzwi, które kiedyś
zostały zamknięte.
ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:
𝗠𝗮𝗴𝗱𝗮𝗹𝗲𝗻𝗮
𝗪𝗶𝘁𝗸𝗶𝗲𝘄𝗶𝗰𝘇
– 𝗡𝗮 𝗳𝗮𝗹𝗶 𝘄𝘀𝗽𝗼𝗺𝗻𝗶𝗲ń
– 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮 𝟬𝟯
𝗰𝘇𝗲𝗿𝘄𝗰𝗮 𝟮𝟬𝟮𝟲
𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼
𝗖𝗵𝗺𝘂𝗿𝘆
ᴛʏᴛᴜᴌ
ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗠𝗶ę𝗱𝘇𝘆 𝘁𝘆𝗺,
𝗰𝗼 𝗯𝘆ł𝗼, 𝗮 𝘁𝘆𝗺,
𝗰𝗼 𝗷𝗲𝘀𝘁
_____________________________________________________________
Ojciec
Moniki przez całe życie był urzędnikiem. Wierzył w system, zasady i regulaminy.
Praca dyrektora poczty nie była dla niego tylko etatem, ale czymś, co określało
jego świat.
Monika
i jej brat Bartek od lat dzielili jeden pokój, którego granicę wyznaczał
dywanik. Byli dla siebie jednocześnie bardzo bliscy i bardzo odlegli. Każde z
nich potrzebowało własnej przestrzeni, choć w tamtych warunkach trudno było o
kawałek prywatności. Może gdyby mieli więcej miejsca, Bartek nauczyłby się, że
nie musi wszystkiego kontrolować, a Monika, że nie każdą radość trzeba ukrywać.
Matka
Moniki była perfekcyjną panią domu. Wszystko musiało być zrobione idealnie,
każdy szczegół dopracowany. Tylko czy naprawdę tego chciała? Nikt nigdy jej o
to nie zapytał. Wypełniała rolę, którą kobietom z jej pokolenia często
przypisywano. Rolę żony i matki, z której nie wypadało zrezygnować.
Dla niej dom był miejscem, które miało po
prostu sprawnie działać. Kiedy Monika była dzieckiem, dawało jej to poczucie
bezpieczeństwa. Wszystko miało swoje miejsce, było przewidywalne i
uporządkowane. Dopiero jako dorosła kobieta zaczęła dostrzegać, ile ta pozorna
perfekcja kosztowała całą rodzinę.
Bo
w tym domu było niewiele miejsca na zwyczajne życie, na błędy, spontaniczność i
chwile, które nie muszą być idealne, żeby były prawdziwe. Z taką samą
energią, z jaką matka dbała o dom, później zaangażowała się w życie zawodowe.
W
Brzozówce Monika wraca wspomnieniami do lata sprzed trzydziestu lat, kiedy całą
rodziną jak co roku przyjechali na wakacje. Poznała wtedy Marcina, w którym
zakochała się bez pamięci.
Nie
zastanawiała się wtedy nad ich wspólną przyszłością. A może po prostu nie
chciała o niej myśleć. Wolała wierzyć, że miłość sama w sobie jest
wystarczającym planem i że wszystko jakoś się ułoży.
Chciała
żyć marzeniami, w których ona i Marcin zawsze pozostaną młodzi, szczęśliwi i
będą trzymać się za ręce. Z czasem przekonała się jednak, że życie nie jest
filmem, a do przetrwania razem potrzeba znacznie więcej niż tylko uczucia,
spojrzenia i bliskość. Wtedy wydawało jej się, że jeśli dwoje ludzi się kocha,
to cała reszta jakoś się ułoży. Pieniądze, praca, mieszkanie. Wierzyła, że los sprzyja
romantycznym historiom i pomaga ludziom, którzy wybrali siebie. Po latach wie,
że te marzenia były trochę naiwne, ale wtedy naprawdę mocno w nie wierzyła.
Matka
miała dla córki zupełnie inny plan na życie niż chłopak ze smażalni ryb nad
morzem. Monika poszła na studia, które wybrała dla niej matka, a potem wyszła
za mąż za Krzysztofa, którego ta w pełni zaakceptowała. Czy była to miłość, czy
raczej małżeństwo z rozsądku? Nigdy tak naprawdę nie rozmawiała z mężem o tym,
co ją gryzie, co ją boli i czego jej brakuje. Z czasem między nimi zaczęła
narastać trudna do zniesienia cisza.
Gdy
po latach Monika spotyka Marcina, czuje coś dziwnie znajomego. To nie jest już
pierwsza miłość sprzed lat ani tamten wakacyjny zawrót głowy. To raczej powrót
do miejsca, które oboje dobrze znali i które wciąż budziło wspomnienia. Monika
nie potrafi uniknąć porównywania obu mężczyzn.
Marcin
był jak nagła zmiana pogody nad morzem. Niespodziewany, pełen emocji,
przynoszący coś, czego dawno w jej życiu nie było. Krzysztof przypominał raczej
kreskę narysowaną przy linijce. Przy nim mogła liczyć na stabilność i spokój.
Nie chciała już przecież przygody, która kończy się wraz z ostatnim dniem
wakacji.
Zaczyna
się jednak zastanawiać, czy Krzysztof rzeczywiście bardziej do niej pasował,
czy może po prostu lepiej pasował do planu, jaki przez lata układała dla niej
matka. Praca tak bardzo ich pochłonęła, że nawet nie zauważyli, kiedy
zaczęli się od siebie oddalać. Po drodze zgubili coś ważnego. Nie tylko
bliskość, ale także apetyt na wspólne życie. Codzienność sprawiła, że przestali
dostrzegać siebie nawzajem, a między nimi coraz bardziej brakowało rozmów,
emocji i zwyczajnej obecności.
Teraz
czuje, że znów znalazła się dokładnie w tym samym miejscu co wtedy. Po raz
kolejny musi podjąć decyzję. Zastanawia się, czy zostawić tę historię sprzed
lat tam, gdzie jej miejsce, czyli we wspomnieniach, czy zrobić krok dalej i
przekonać się, co przyniesie los.
Wtedy
on myślał, że ona go nie chce, a ona przez cały ten czas wierzyła, że on o niej
zapomniał. Matka zadbała o to, by oboje zobaczyli tę historię zupełnie inaczej.
Ukrywane listy, nieprzekazane telefony, rzekome pomyłki. Dopiero teraz wszystko
zaczęło układać się w całość. Gdyby nie to, może ich życie potoczyłoby się
zupełnie inaczej. Może...
𝑁𝑎
𝑓𝑎𝑙𝑖 𝑤𝑠𝑝𝑜𝑚𝑛𝑖𝑒ń
to taka niespieszna, intymna opowieść. Chwilami miałam wrażenie, że słyszę głos
bohaterki, która opowiada o tym, co przeżyła przed laty, co zachowała w pamięci
i za czym wciąż tęskni.
Monika
mając prawie pięćdziesiąt lat, tęskni za wolnością, którą ma się tylko wtedy,
gdy ma się osiemnaście lat. Za tym wyjątkowym momentem w życiu, kiedy człowiek
jest absolutnie przekonany, że wszystko dopiero przed nim. Za młodością, która
nie zadaje jeszcze zbyt wielu pytań, nie martwi się o przyszłość i wierzy, że
wszystko jakoś się ułoży.
Została
jej już tylko cicha nostalgia za tym, co bezpowrotnie minęło. Za czasem, gdy
wszystko było jeszcze możliwe, a przyszłość pozostawała wielką niewiadomą. Za
zapachem chwil, które już nigdy nie wrócą.
Przez
całe życie człowiek zastanawia się, co by było, gdyby… Tego jednak nigdy już
się nie dowie. Pozostaje to, co jest tu
i teraz. Czy warto wciąż oglądać się za siebie i żałować podjętych kiedyś
decyzji? Z czasem zaczynamy rozumieć, że każda z nich miała swoje konsekwencje.
Gdy jesteśmy młodzi, wszystko wydaje się prostsze. Decyzje podejmujemy
szybciej, często kierując się bardziej sercem niż rozsądkiem. Nie mamy jeszcze
tego ciężaru doświadczeń, który pojawia się wraz z upływem lat.
𝑁𝑎
𝑓𝑎𝑙𝑖 𝑤𝑠𝑝𝑜𝑚𝑛𝑖𝑒ń
to powieść, która może się podobać.
Magdalena Witkiewicz zabiera do świata zwyczajnych ludzi, ich codziennych
radości, rozczarowań i marzeń, które mimo upływu czasu wciąż pozostają ważne.
To historia o emocjach, wyborach i tym, co nosimy w sobie przez lata.
Najbardziej
urzekło mnie to, że ta historia płynie swoim własnym rytmem. Nie ma tu
niepotrzebnego pośpiechu ani sztucznie budowanego napięcia. Są za to emocje,
wspomnienia i chwile, które skłaniają do zatrzymania się na moment. Autorka
pokazuje, jak przeszłość potrafi wpływać na nasze decyzje i jak często to, co
wydawało się już zamkniętym rozdziałem, niespodziewanie wraca.
Dużym
atutem tej powieści jest jej klimat. Nadmorskie krajobrazy, wspomnienia i
rodzinne relacje tworzą spokojną, pełną nostalgii historię. To opowieść, która
przypomina, że przeszłość zawsze będzie częścią naszego życia, ale nie powinna
odbierać nam tego, co jest tu i teraz.
Jest
jednak w tej powieści coś, co mnie uwierało. Na początku nie zwracałam na to
większej uwagi, ale z każdą kolejną stroną coraz bardziej zaczynałam to
dostrzegać. Bohaterka bardzo często wracała do tych samych wspomnień, jakby się
w nich zapętliła. Te same myśli wciąż pojawiały się ponownie, tylko ubrane w
inne słowa.
W
pewnym momencie zaczęłam mieć wrażenie, że czytam wciąż o tym samym, co
szczególnie pod koniec historii zaczęło mnie męczyć. Zabrakło mi trochę
większego ruchu naprzód, wyjścia poza to, co już wcześniej zostało powiedziane.
Początkowo
współczułam Monice. Apodyktyczna matka, wycofany ojciec, trudne relacje z
bratem, utracona miłość sprzed lat. Wydawało mi się, że dźwiga w sobie wiele
niewypowiedzianych emocji. Z czasem jednak zaczęłam patrzeć na jej historię
trochę inaczej. Przecież miała dobre życie, mimo że nie związała go ze swoją
młodzieńczą miłością. Potrzebowała trzydziestu lat, by zrozumieć, że to, co ma,
również zasługuje na docenienie.
Po
latach potrafi w końcu sprzeciwić się matce i zacząć żyć po swojemu. Mimo to
miałam wrażenie, że przez większość czasu patrzy przede wszystkim na własne
niespełnione marzenia i to, co straciła. Chwilami brakowało mi refleksji nad
tym, jak jej decyzje i pragnienia wpływały na życie innych.
Bardzo
lubię twórczość Magdaleny Witkiewicz, dlatego tym razem czegoś mi zabrakło. W
jej książkach zawsze odnajduję ciepło, wzruszenie i bohaterów, którzy są po
prostu prawdziwi. Autorka potrafi pisać o zwyczajnym życiu w taki sposób, że
łatwo uwierzyć w ich historie i emocje. Pokazuje, że nawet kiedy życie się
komplikuje, zawsze gdzieś tli się nadzieja. Tego właśnie najbardziej brakowało
mi w 𝑁𝑎 𝑓𝑎𝑙𝑖 𝑤𝑠𝑝𝑜𝑚𝑛𝑖𝑒ń
.
Nie
do końca przekonało mnie również romantyzowanie zdrady, bo nie pasowało mi to
do obrazu autorki, który mam po wielu jej wcześniejszych książkach. Wiem, że
życie nie zawsze jest czarno białe, a ludzkie wybory bywają trudne i pełne
emocji. Jednak w tej historii nie dostrzegłam wyraźniejszego pokazania, że
każda decyzja niesie ze sobą konsekwencje i że uczucia jednej osoby nie powinny
przesłaniać emocji drugiej.
Mimo
że tym razem nie wszystkie decyzje bohaterki i nie wszystkie wątki do mnie
przemówiły, doceniam pomysł na tę opowieść i emocje, które autorka chciała w
niej pokazać. Magdalena Witkiewicz po raz kolejny skłania do zastanowienia się
nad tym, ile razy w życiu zastanawiamy się, co by było, gdybyśmy kiedyś wybrali
inaczej.
𝑁𝑎
𝑓𝑎𝑙𝑖 𝑤𝑠𝑝𝑜𝑚𝑛𝑖𝑒ń to powieść o tym, jak przeszłość potrafi
niespodziewanie wrócić i zmusić człowieka do spojrzenia na własne życie z innej
perspektywy. To historia o wyborach, których dokonujemy, o tym, co tracimy, ale
także o tym, co wciąż możemy odnaleźć.
To
książka spokojna, pełna wspomnień i refleksji nad upływającym czasem. Nie jest
to moja ulubiona powieść autorki, ale cieszę się, że mogłam poznać historię
Moniki i razem z nią wrócić do miejsc, które dla wielu z nas są symbolem
młodości, pierwszych marzeń i chwil, których nie da się już odzyskać.
_________________________________
Dziś
już z Wami się żegnam, życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.
ʜᴀʟɪɴᴀ
__________________________________
Współpraca barterowa / Wydawnictwo Chmury
Magdalena Witkiewicz
__________________________________
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Chmury
Ilość stron: 336
Gatunek: obyczajowa / romans
Data premiery: 03 czerwca 2026
Moja ocena: 08
/10

Komentarze
Prześlij komentarz