MIŁOŚĆ, KTÓRA NIE POWIEDZIAŁA OSTANIEGO SŁOWA
𝘞𝘵𝘰𝘳𝘦𝘬 𝟣𝟪-𝟢𝟪-𝟤𝟢𝟤𝟨
*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸
*
________________
Często zastanawiam się, czy młodzieńcza miłość, ta pierwsza, która wydaje się tą jedyną, może rzeczywiście przetrwać lata. Czy każdy kolejny związek może kończyć się porażką, bo w sercu cały czas mieszka ktoś inny? Motyw takiej miłości często powraca w literaturze i właśnie dlatego zrodziło się we mnie to pytanie. Trudno mi to zrozumieć, może dlatego, że sama zakochałam się i już od tylu lat idziemy ramię w ramię z moją miłością. Nie przeżyłam zawodu miłosnego ani sytuacji, w której ktoś postanowił zrobić wszystko, by rozdzielić mnie z ukochaną osobą. A właśnie o takiej miłości, wystawionej na próbę przez los i ludzkie decyzje, opowiada Magdalena Krauze w swojej powieści 𝑈𝑡𝑟𝑎𝑐𝑜𝑛𝑎 𝑚𝑖ł𝑜ść. Książki autorki bardzo lubię i cenię, a zachwyciłam się jej twórczością już przy lekturze 𝑇𝑎𝑘ą 𝑠𝑜𝑏𝑖𝑒 𝑐𝑖𝑒𝑏𝑖𝑒 𝑤𝑦𝑚𝑎𝑟𝑧𝑦ł𝑒𝑚. To była dla mnie pasjonująca powieść, w której trudno było się nie zakochać. 𝑈𝑡𝑟𝑎𝑐𝑜𝑛𝑎 𝑚𝑖ł𝑜ść to książka, po którą miałam okazję sięgnąć dzięki jej wznowieniu. Zainteresował mnie jej opis, dlatego z ciekawością rozpoczęłam lekturę tej historii. Z wielkim zainteresowaniem czytałam opowieść o Majce i Michale, zastanawiając się, czy pierwsza miłość rzeczywiście może być tą jedyną i czy czas, rozłąka oraz przeciwności losu są w stanie sprawić, że dwoje ludzi przestanie się kochać.
ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ
ɪ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:
𝗠𝗮𝗴𝗱𝗮𝗹𝗲𝗻𝗮 𝗞𝗿𝗮𝘂𝘇𝗲 – 𝗨𝘁𝗿𝗮𝗰𝗼𝗻𝗮 𝗺𝗶ł𝗼ść – 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮 𝟭𝟳 𝗰𝘇𝗲𝗿𝘄𝗰𝗮 𝟮𝟬𝟮𝟲 𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼 𝗠𝗶ę𝘁𝗮
ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗠𝗶ł𝗼ść, 𝗸𝘁ó𝗿𝗮 𝗻𝗶𝗲 𝗽𝗼𝘄𝗶𝗲𝗱𝘇𝗶𝗮ł𝗮 𝗼𝘀𝘁𝗮𝘁𝗻𝗶𝗲𝗴𝗼 𝘀ł𝗼𝘄𝗮
____________________________________________________________________________
Maja została
wychowana w określonym schemacie. Rola mężczyzny była prosta: pójść do pracy,
wrócić do domu, w którym czekała na niego żona i ciepły obiad. Kobieta również
pracowała na pełny etat, tak jak mąż, ale po powrocie do domu musiała znaleźć
siły i czas, by ugotować obiad, posprzątać, zająć się dziećmi, pomóc im w
odrabianiu lekcji, zrobić pranie i dopilnować wszystkich domowych spraw. A przy
tym powinna dobrze wyglądać, dbać o siebie i swoją formę, być emocjonalnie
dostępna dla męża i jeszcze opłacać połowę rachunków ze swojej pensji.
Ten wzorzec Maja
przeniosła do swojego domu i małżeństwa, w którym od lat zaczyna się dusić.
Pracuje właściwie na drugi etat, bo pan mąż nigdy nie czuł potrzeby angażowania
się w domowe obowiązki. Maja jest już wyczerpana fizycznie, psychicznie i
emocjonalnie. To ona musi pamiętać o wszystkim i wszystko organizować. Wiktor
natomiast uważa, że sama jego obecność w domu jest już wystarczającym wkładem.
Jego zdaniem żona jest od całej reszty, a jego rola sprowadza się do siedzenia
na kanapie z pilotem w ręku i stawiania kolejnych wymagań.
Praca w straży
pozwoliła mu przejść na emeryturę stosunkowo wcześnie, ale nawet wtedy niewiele
się zmieniło. Nadal siedział, wymagał i oczekiwał, że żona będzie wokół niego
biegać jak wokół lorda. Maja przez lata godziła się na taki układ, aż w końcu
coś w niej pękło.
Stało się to
wtedy, gdy nastoletni syn podczas treningu uległ poważnej kontuzji. Maja była
przerażona i martwiła się o jego zdrowie, podczas gdy Wiktorowi najwyraźniej
bardziej zależało na tym, co będzie na obiad. I właśnie wtedy Maja zaczęła
dostrzegać, jak bardzo jest sama w tym małżeństwie.
Na SOR-ze
spotyka jednak kogoś, kogo zupełnie się nie spodziewała. Kogoś, kogo nie
widziała od wielu lat i o kim dawno próbowała zapomnieć.
Wtedy wraca do
Mai przeszłość. Wspomina swoje dzieciństwo i sposób, w jaki była wychowywana.
Czuła się wtedy niemal jak w niewoli. W jej domu obowiązywały schematy
przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dziewczynki miały pomagać matce,
zajmować się domem i usługiwać, podczas gdy chłopcy takiego obowiązku nie
mieli. Mało tego, byli niemal nietykalni. Wolno było im więcej, a siostry miały
spełniać ich zachcianki. Słowa „proszę” i „dziękuję” najwyraźniej nie były im
do niczego potrzebne.
W rodzinie Mai
brat wyrastał więc na kolejnego faceta, któremu wszystko się należy, bo
przecież był mężczyzną. Najpierw takiego gagatka obsługiwała matka i siostry, a
później żona, bo przecież tak to miało wyglądać. Taki był porządek świata i
nikt specjalnie nie zastanawiał się, czy jest w nim miejsce na sprawiedliwy podział
obowiązków.
I tak z
pokolenia na pokolenie powtarzał się ten sam schemat. Dziewczynkę
przygotowywano do tego, by kiedyś była dobrą żoną i matką, a chłopca uczono, że
domowe obowiązki nie są jego problemem. Maja przez lata nawet nie próbowała się
temu przeciwstawić, bo przecież od dziecka wpajano jej, że właśnie tak wygląda
życie. Jedynie Michał był dla niej promykiem i kimś, przy kim mogła poczuć, że
życie może wyglądać zupełnie inaczej. Dopiero w tym momencie dowiedziałam się,
dlaczego ta mądra i rezolutna dziewczyna, zamiast połączyć swój los z ukochanym
Michałem, związała się ze znacznie starszym mężczyzną, który zamiast dać jej
szczęście, sprawił, że zaczęła się w tym związku dusić.
Powoli
dowiadywałam się, jak to się stało, że Maja, zakochana z wzajemnością w
Michale, została żoną sąsiada Wiktora, który od początku nie budził w niej
żadnych pozytywnych uczuć. Rodzina Michała, a szczególnie jego matka, nie mogła
dopuścić do tego, by u boku jej jedynego syna stanęła Maja, która w jej oczach
była nikim. Miała wobec Michała inne plany i konsekwentnie dążyła do ich
realizacji. A kiedy jej najlepsza przyjaciółka Justyna, będąca jednocześnie
kuzynką Michała, nagle znika z jej życia, Maja zostaje sama. To właśnie wtedy
jej życie zaczyna układać się zupełnie inaczej, niż mogła sobie wyobrażać.
Ból rozdzierał
jej serce, a nikt nie potrafił jej pomóc. Przecież we trójkę mieli tyle planów…
W tym momencie moje serce również się ścisnęło, bo nie potrafiłam przejść
obojętnie obok rozpaczy Mai. Życie bywa nieprzewidywalne i w jednej chwili
potrafi zabrać nam wszystko, co kochamy.
Rozstanie z
Michałem wisiało nad nimi jak czarna chmura. Jeszcze dwa miesiące wcześniej
Maja miała wrażenie, że świat stoi przed nią otworem. Miała obok siebie ludzi,
którzy dodawali jej skrzydeł i sprawiali, że potrafiła cieszyć się każdym
dniem. Teraz wszystko nagle straciło kolory. To, co do tej pory dawało jej
radość, przestało mieć znaczenie. Brakowało jej Justyny i Michała, a pustka po
ich odejściu wydawała się nie do wypełnienia.
Los okazał się
dla nich wyjątkowo okrutny i w jednej chwili przekreślił wszystko, co wydawało
się pewne. A potem wszystko posypało się jeszcze bardziej. Minęło szesnaście
lat, zanim drogi Mai i Michała ponownie się skrzyżowały. Nie byli już tymi
samymi ludźmi, którymi byli kiedyś. Nie byli już parą nastolatków z głowami
pełnymi marzeń i całym życiem przed sobą. Każde z nich miało za sobą własne
doświadczenia, rozczarowania i trudne chwile, które przez te lata odcisnęły na
nich swoje piętno.
To przypadkowe
spotkanie dawnych kochanków uruchomiło lawinę wydarzeń. Maja już wcześniej
podjęła decyzję o rozwodzie z Wiktorem, bo miała dość życia pod jego dyktando i
w końcu postanowiła zawalczyć o siebie. Spotkanie z Michałem tylko utwierdziło
ją w przekonaniu, że wybrała właściwą drogę. Znów poczuła, jak to jest, kiedy
obok siebie ma się kogoś, przy kim można być po prostu sobą.
𝑈𝑡𝑟𝑎𝑐𝑜𝑛𝑎
𝑚𝑖ł𝑜ść to
historia, która pokazuje, jak bardzo decyzje podjęte za nas mogą wpłynąć na
całe późniejsze życie. Majka i Michał byli młodzi, zakochani i przekonani, że
ich uczucie jest wystarczająco silne, aby pokonać każdą przeszkodę. Niestety na
ich drodze stanęła matka Michała, która uznała, że wie lepiej, co będzie dla
syna dobre.
Podczas czytania
nie mogłam nie zastanawiać się nad tym, jak wyglądałoby życie Majki i Michała,
gdyby wtedy nikt nie próbował decydować za nich. Ile można stracić przez cudzą
ingerencję, nawet jeśli ktoś tłumaczy ją troską i dobrymi intencjami. Historia
Majki pokazuje też, jak łatwo można przyzwyczaić się do życia, które nie daje
szczęścia, i jak trudno później zdobyć się na odwagę, żeby coś w nim zmienić.
Nie będę
ukrywać, że momentami fabuła była dla mnie dość przewidywalna, bo od początku
można było się domyślić, w jakim kierunku zmierza ta historia. Nie
przeszkadzało mi to jednak, ponieważ bardziej niż samo zakończenie interesowały
mnie emocje bohaterów oraz to, co wydarzy się pomiędzy nimi po latach rozłąki.
𝑈𝑡𝑟𝑎𝑐𝑜𝑛𝑎
𝑚𝑖ł𝑜ść jest z pozoru lekką powieścią obyczajową, jednak
porusza tematy, które dają do myślenia i sprawiły, że zaczęłam zastanawiać się
nad własnymi wyborami oraz tym, jak bardzo decyzje innych ludzi mogą wpłynąć na
nasze życie. To opowieść o miłości, straconym czasie, poświęceniu, manipulacji
i drugiej szansie. Magdalena Krauze przypomina, że czasami warto zawalczyć o
własne szczęście, nawet jeśli przez lata wydawało nam się, że na pewne rzeczy
jest już za późno.
Podobała mi się
przedstawiona przez autorkę wspaniała relacja dorosłych sióstr. Lubię takie
wątki, bo pokazują, że mimo różnic, nie zawsze łatwych doświadczeń i własnych
problemów, siostrzana więź może być ogromną wartością. Ich relacja była dla
mnie jednym z tych elementów powieści, które czytałam z przyjemnością.
A kiedy Maja i
Michał spotykają się ponownie, po raz kolejny znalazłam w tej powieści styl
Madzi, który tak bardzo lubię. Lekki, żartobliwy, pełen ciepła i naturalnych
dialogów. Właśnie w takich momentach czułam, że wracam do tej Magdaleny Krauze,
którą polubiłam już przy lekturze jej późniejszych książek. Było w tych fragmentach
dużo swobody i emocji, a jednocześnie nie zabrakło zwyczajności, dzięki której
historia wydawała mi się bliższa i bardziej prawdziwa.
Skrupuły Mai
natomiast bardzo mnie dziwiły. Nie mogłam pojąć, dlaczego zastanawiała się, czy
odchodząc od Wiktora, nie wyrządziła mu krzywdy. Trudno było mi zrozumieć jej
wątpliwości, szczególnie że nigdy z nim nie była szczęśliwa. Otrzeźwił ją
jednak moment, w którym Wiktor pokazał jej twarz, której wcześniej z tej strony
nie znała. Wtedy Maja przekonała się, że przez tyle lat żyła z człowiekiem,
który był nie tylko leniem, ale również erotomanem i psychopatą. Dopiero wtedy
zrozumiała, że jej wyrzuty sumienia były zupełnie niepotrzebne i przestała
zastanawiać się, czy postąpiła właściwie.
Mówią, że
czasami wybory prowadzą nas we właściwe miejsca. Wiktor dla Mai był złym
wyborem, jej błędem, stratą czasu, porażką i zmarnowaniem kilku lat życia.
Teraz jednak nie zamierzała się zatrzymywać ani litować nad człowiekiem, który
przez lata zrobił z niej służącą. Choć wcześniej miała skrupuły i potrafiła
nawet mu współczuć, teraz wiedziała już, że nie może pozwolić, by poczucie winy
znowu odebrało jej siłę.
Była dumna z
siebie, bo dopiero teraz naprawdę zrozumiała słowa babci: 𝐾𝑖𝑒𝑑𝑦
𝑧𝑎𝑝𝑖𝑠𝑢𝑗𝑒𝑠𝑧
ℎ𝑖𝑠𝑡𝑜𝑟𝑖ę 𝑠𝑤𝑜𝑗𝑒𝑔𝑜
ż𝑦𝑐𝑖𝑎, 𝑛𝑖𝑒 𝑝𝑜𝑧𝑤ó𝑙
𝑛𝑎 𝑡𝑜, ż𝑒𝑏𝑦 𝑘𝑡𝑜ś
𝑡𝑟𝑧𝑦𝑚𝑎ł 𝑝𝑖ó𝑟𝑜
𝑧𝑎 𝑐𝑖𝑒𝑏𝑖𝑒.
Trzeba słuchać
głosu serca i nie bać się podejmować decyzji, nawet tych trudnych. Nikt nie
jest idealny ani perfekcyjny, bo ani jedno, ani drugie nie istnieje. Żaden
dzień się nie powtórzy, a mamy tylko jedno życie. Czasem nie warto wszystkiego
planować i kurczowo trzymać się raz obranego planu. Życie potrafi nas
zaskoczyć, a czasami wystarczy odważyć się zrobić krok w nieznane, żeby w końcu
poczuć, że naprawdę żyjemy.
_________________________________
Dziś już z Wami się żegnam,
życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.
ʜᴀʟɪɴᴀ
__________________________________
Współpraca barterowa / Wydawnictwo Mięta
Magdalena Krauze
__________________________________
Autor: Magdalena Krauze
Wydawnictwo: Mięta
Ilość stron: 320
Gatunek: obyczajowa / romans
Data premiery: 17 czerwca
2026
Moja ocena: 09
/10

Komentarze
Prześlij komentarz