TRZY KOBIETY, JEDNO MARZENIE...
Ś𝘳𝘰𝘥𝘢 𝟣𝟤-𝟢𝟪-𝟤𝟢𝟤𝟨
*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸 *
________________
Zofia Mąkosa jest jedną z tych autorek, po których
książki sięgam z ogromną przyjemnością i wiem, że za każdym razem czeka mnie
coś wyjątkowego. Podziwiam jej ogromną wiedzę historyczną i to, z jaką pasją
potrafi przenieść ją na karty swoich powieści. Bardzo podoba mi się sposób
pisania autorki, piękny język, dbałość o szczegóły i bohaterowie, których losy
szybko zaczynają mnie obchodzić. Czytając książki Zofii Mąkosy, mam wrażenie,
że nie tylko poznaję historię, ale na chwilę przenoszę się do opisywanych przez
nią czasów. Autorka z niezwykłą dokładnością pokazuje codzienne życie ludzi,
ich problemy, relacje, zwyczaje i realia epoki, dzięki czemu wszystko wydaje mi
się bardzo prawdziwe. Na 𝑊𝑖𝑎𝑡𝑟
𝑧𝑚𝑖𝑎𝑛
czekałam
z dużą ciekawością. Po przeczytaniu wcześniejszych tomów bohaterki stały mi się
bardzo bliskie, dlatego z niecierpliwością chciałam poznać ich dalsze losy i
dowiedzieć się, co jeszcze przyniesie im życie.
ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:
𝗭𝗼𝗳𝗶𝗮
𝗠ą𝗸𝗼𝘀𝗮 – 𝗪𝗶𝗮𝘁𝗿
𝘇𝗺𝗶𝗮𝗻– 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮
𝟭𝟳 𝗰𝘇𝗲𝗿𝘄𝗰𝗮
𝟮𝟬𝟮𝟲 𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼
𝗞𝘀𝗶ąż𝗻𝗶𝗰𝗮
ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗧𝗿𝘇𝘆
𝗸𝗼𝗯𝗶𝗲𝘁𝘆, 𝗷𝗲𝗱𝗻𝗼
𝗺𝗮𝗿𝘇𝗲𝗻𝗶𝗲…
__________________________________________
Zofia Mąkosa po raz kolejny zabrała mnie do świata,
który z jednej strony jest mi bliski, bo tworzą go zwyczajni ludzie z ich
codziennymi troskami, radościami i problemami, a z drugiej pokazuje mi kawałek
historii, o której nie zawsze miałam okazję czytać. Lubię takie powieści, w
których mogę nie tylko śledzić wydarzenia, ale przede wszystkim obserwować
ludzi i ich życie.
Najbardziej czekałam oczywiście na dalsze losy
trzech bohaterek. Każda z nich ma swoją historię, własne problemy i zupełnie
inne doświadczenia, a jednak wszystkie muszą mierzyć się z czasami, w których
przyszło im żyć.
Nela dorasta i coraz częściej zaczyna myśleć o
swojej przyszłości. Z jednej strony czuje obowiązek wobec ojca i rodziny, z
drugiej marzy o tym, by zobaczyć świat i znaleźć własne miejsce. Bardzo
podobało mi się obserwowanie jej przemiany. Z niepewnej dziewczynki powoli
staje się młodą kobietą, która zaczyna rozumieć, czego chce od życia. A
jednocześnie wciąż pozostaje tą samą wrażliwą Nelą, która potrafi zaskoczyć
swoją odwagą.
Wystarczy spojrzeć na sytuację, kiedy wpada w sam
środek grupy chłopaków dręczących synów Bocianowej. Nela, drobna i delikatna
dziewczynka, która wygląda tak, jakby była zrobiona z patyków, nagle zachowuje
się tak, jakby wstąpił w nią demon. Chłopcy są tak przerażeni jej reakcją, że
nawet nie próbują stawiać oporu. Ta scena bardzo mi się podobała, bo pokazała,
że pozory mogą naprawdę mylić. Nela nie lubiła wcześniej Bocianowej i jej
dzieci, przede wszystkim z zazdrości o uczucia ojca, ale to, czego była
świadkiem, sprawiło, że zaczęła patrzeć na nich zupełnie inaczej. Chłopcy byli
przecież ofiarami niemieckiej propagandy, która nakazywała gnębienie Polaków i
wmawiała Niemcom, że pewnego dnia znów wrócą na te ziemie.
Weronika po śmierci teścia bierze na siebie ogromną
odpowiedzialność. Prowadzenie gospodarstwa okazuje się dla niej nie tylko
ciężką pracą, ale również nieustanną walką o to, co należy do jej rodziny. Do
tego dochodzą osobiste tęsknoty, trudna relacja z mężem i uczucia, z którymi
nie zawsze łatwo sobie poradzić.
Kiedy Natan przyjeżdża z Ameryki, aby zabrać Werkę
ze sobą, ona nie decyduje się na wyjazd. Ma tutaj już zbyt wiele do stracenia.
Kocha go nadal, tego nie można podważyć, ale nie chce porzucać swojego życia,
stabilizacji i wszystkiego, co udało jej się do tej pory osiągnąć. Natan
również zdaje sobie sprawę, że ta młoda, pewna siebie kobieta nie jest już
tamtą zakochaną Weronką, która była gotowa uwierzyć w każde jego słowo.
Rozstają się. On odchodzi pełen urazy, ona swoje uczucia ukrywa pod maską
obojętności.
Bardzo poruszył mnie fragment, który świetnie
pokazuje, że niektóre wydarzenia potrzebują czasu, aby pokazać swoje prawdziwe
znaczenie:
𝑆ą
𝑗𝑒𝑑n𝑎𝑘
𝑐ℎ𝑤𝑖𝑙𝑒,
𝑧 𝑝𝑜𝑧𝑜𝑟𝑢
𝑏ł𝑎ℎ𝑒 𝑖 𝑛𝑖𝑐
𝑛𝑖𝑒𝑧𝑛𝑎𝑐𝑧ą𝑐𝑒,
𝑘𝑡ó𝑟𝑦𝑐ℎ
𝑠𝑘𝑢𝑡𝑘𝑖
𝑜𝑑ł𝑜ż𝑜𝑛𝑒
𝑤 𝑐𝑧𝑎𝑠𝑖𝑒
𝑚𝑜𝑔ą
𝑐𝑎ł𝑘𝑜𝑤𝑖𝑐𝑖𝑒
𝑧𝑚𝑖𝑒𝑛𝑖ć
ż𝑦𝑐𝑖𝑒
𝑐𝑧ł𝑜𝑤𝑖𝑒𝑘𝑎
Coś rzeczywiście odłożyło się w czasie, choć w
tamtej chwili nikt jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy. Natan dostrzega w
oczach małego Janka promień słońca, taki sam, jaki kiedyś widział w oczach
swojego ojca. I właśnie wtedy zaczyna coś rozumieć. Ten moment bardzo mnie
zaciekawił, bo pokazuje, że czasami jeden szczegół może uruchomić lawinę
wspomnień i doprowadzić do odkrycia prawdy, której wcześniej nie potrafiliśmy
dostrzec.
Joanna natomiast próbuje poradzić sobie z tęsknotą
za Stanisławem, coraz mocniej angażując się w pracę dla polskiego wywiadu. Jej
wątek wnosi do powieści więcej napięcia i sprawił, że momentami czytałam z
jeszcze większą ciekawością, zastanawiając się, dokąd zaprowadzą ją podejmowane
decyzje.
Joanna Podbielska wciąż nie wie, co dzieje się ze
Stanisławem. Janiszewski celowo ukrywa przed nią prawdę, a jego sprawa coraz
bardziej się komplikuje. Długotrwały pobyt Stanisława w więzieniu może stać się
zagrożeniem dla całej siatki agentów, jeśli prawda o jego działalności wyjdzie
na jaw. Tymczasem Joanna zostaje wysłana z misją do Berlina i ma od tej pory pełnić
funkcję stałego kuriera do Niemiec. Nie jest tym zachwycona, tym bardziej że
coraz wyraźniej dostrzega, w jak niebezpieczną grę się zaangażowała.
Joanna zaczyna rozumieć, że cały świat wywiadu
opiera się na kłamstwie, a ona sama coraz bardziej się w nim gubi. Kiedy proces
Stanisława kończy się wyrokiem długoletniego więzienia, mogłoby się wydawać, że
przynajmniej jedna rzecz zostanie wreszcie zamknięta. Tymczasem zamiast ulgi
Joanna czuje ogromny ciężar. Dochodzi do wniosku, że praca dla wywiadu może ją
zmienić, ale wcale nie musi uczynić z niej lepszego człowieka.
Mieszkańcy Trzciela, którzy znaleźli się po polskiej
stronie, wcale nie są tym zachwyceni. Wcześniej, za Niemca, mieli spokój, żyło
im się dobrze i spokojnie, a teraz, odkąd nastała Polska, wciąż zbiórki na
biednych inwalidów, panująca drożyzna, spekulanci, strajki i bezrobocie. Przez
wojnę celną z Niemcami ceny artykułów przemysłowych poszybowały w górę, a w
zakładach handlujących z zachodnim sąsiadem zaczęły się zwolnienia. Polacy mieszkający
po drugiej stronie granicy i pracujący u Niemców muszą trzymać język za zębami.
Jeśli zaczną się buntować, nikt nie będzie chciał ich zatrudnić.
Ludzie są coraz bardziej rozdrażnieni panującą
sytuacją. Mrzonkami i demokracją nie zapełnią brzuchów, skoro nie ma co do
garnka włożyć. Władze się zmieniają, a każda chce jak najwięcej się nachapać,
podczas gdy losem narodu nikt się nie przejmuje. O zwykłych ludzi nikt nie dba.
Joanna wierzy, że będzie lepiej. Ci lepiej
sytuowani, tak jak ona, nie dostrzegają biedy, która ich otacza. Ich dzieci są
najedzone, mają ubrania i chodzą do szkoły, więc trudno im zrozumieć, jak
naprawdę żyje się tym, którym brakuje na podstawowe potrzeby.
Czytając tę powieść, nie mogłam przestać myśleć o
tym, że historia wciąż zatacza koło. W tamtych czasach, które opisuje Zofia
Mąkosa, ludzie również byli bardzo podzieleni. W rodzinach spierano się o
politykę. Kiedyś wszyscy żyli w zgodzie, a teraz między krewnymi zapadały ciche
dni. Każdy twardo trzymał się swoich racji. Polacy chyba nigdy nie byli tak
podzieleni jak wtedy. Kiedyś wszystko wydawało się prostsze. Był zaborca i byli
Polacy. Teraz zaborcy już nie było, więc wrogów zaczęto wybierać spośród
siebie. I dziś jest podobnie.
Styl pisania i talent Zofii Mąkosy chyba nigdy nie
przestaną mnie zachwycać. Nie wiem, co bardziej mam podziwiać, czy doskonale
odwzorowane tło historyczne, czy fikcyjne losy bohaterek, które pokochałam całym
sercem i nie wiem nawet, której z nich bardziej kibicowałam. Są tak doskonale
wkomponowane w fabułę, że z łatwością mogłabym uwierzyć, że istniały naprawdę.
Po głębszym zastanowieniu dochodzę jednak do
wniosku, że w powieściach Zofii Mąkosy podziwiam chyba wszystko. Całokształt.
Niewiele jest autorek, które swoimi powieściami z taką łatwością mogą zastąpić
nudne lekcje historii. Tutaj wszystko podane jest w przystępny sposób, dzięki
czemu historia nie nuży, lecz wciąga, wzbudza emocje i skłania do refleksji.
To literatura z najwyższej półki. Taka, której
właściwie nie powinno się oceniać, bo nie wiem, jaką ocenę mogłabym jej
wystawić. Żadna skala nie odda tego, jak bardzo zachwyciła mnie ta powieść.
Autorka pokazuje, jaki wówczas panował klimat i jak
łatwo można było manipulować ludźmi. Im większa bieda, tym łatwiej przypiąć
komuś łatkę odpowiedzialnego za taki stan rzeczy. To, co innym przynosiło
straty, tym bardziej zainteresowanym takim stanem rzeczy gwarantowało zyski. W
ten sposób wybił się Hitler ze swoją polityką, która w przyszłości przyniesie
krwawe żniwo. Tylko nieliczni znają prawdę, ale nie są zainteresowani, by ją
ujawnić. Im większy niedostatek panował w Niemczech, tym lepiej było dla
partyjnego interesu. Podobnie rzecz się miała w Polsce.
Autorka pokazała, że Polacy od zawsze mieli powody
do narzekania na wszystko. Czyli zawsze tacy byliśmy? Czy narzekanie to nasza
narodowa przywara?
Co zwróciło moją uwagę, to fakt, że anomalie
pogodowe nie były wówczas niczym obcym. W końcu żyliśmy i żyjemy w takim, a nie
innym rejonie świata. Takie zmiany pogodowe nie były wtedy niczym wyjątkowym i
dziś również nie powinny nas dziwić.
Przepiękny język literacki, jakim napisana jest powieść, od dawna kojarzy mi się z twórczością Zofii Mąkosy. Autorka ma swój własny, charakterystyczny styl, którego nie da się pomylić z żadnym innym. Za każdym razem zachwyca mnie jej ogromna wiedza historyczna, dbałość o szczegóły i niezwykła umiejętność połączenia fikcji literackiej z wydarzeniami historycznymi. Czytając jej powieści, mam poczucie, że historia ożywa na moich oczach.
𝑊 𝑊𝑖𝑒𝑡𝑟𝑧𝑒 𝑧𝑚𝑖𝑎𝑛 Zofia Mąkosa ponownie zabrała mnie w
podróż na pogranicze polsko niemieckie, do czasów i miejsca, które były mi
dotąd mało znane. Po raz kolejny przekonałam się, że historia może być
niezwykle ciekawa, kiedy poznaję ją poprzez losy zwyczajnych ludzi, ich wybory,
emocje i codzienne życie.
Bohaterki Zofii Mąkosy są pochłonięte codziennymi sprawami i planami na przyszłość. Chcą po prostu żyć spokojnie i szczęśliwie, nie dostrzegając jeszcze, jak niewiele brakuje, by ich świat całkowicie się zmienił. Tymczasem gdzieś w tle coraz wyraźniej słychać pomruki nadciągającej zawieruchy. Wszyscy próbują zaklinać rzeczywistość i wierzyć, że nic złego się nie wydarzy, choć ja, znając historię, doskonale wiem, że nad ich spokojnym życiem zaczynają zbierać się ciemne chmury.
Spośród wszystkich bohaterek szczególną sympatią
obdarzyłam Nelę, najmłodszą z nich. Zachwyciła mnie swoją wrażliwością,
bystrością i niezwykłym charakterem. Choć wciąż jest młodą dziewczyną,
niejednokrotnie miałam wrażenie, że pod wieloma względami przewyższa dorosłych,
którzy ją otaczają. To właśnie Nela skradła moje serce.
Bardzo podobał mi się sposób, w jaki Zofia Mąkosa
łączy historię z codziennym życiem swoich bohaterów. Nie dostałam tutaj suchej
lekcji historii, lecz opowieść o ludziach, których życie z dnia na dzień
zaczyna zmieniać się pod wpływem wydarzeń rozgrywających się wokół nich. To, co
działo się w kraju i na pograniczu, poznawałam przede wszystkim poprzez ich
codzienność, problemy, relacje, lęki, marzenia i podejmowane decyzje. Dzięki
temu wydarzenia historyczne nie były dla mnie jedynie tłem, ale stały się ważną
częścią życia bohaterów. I właśnie to w powieściach Zofii Mąkosy cenię
najbardziej.
Pani Zofio dziękuję Pani za kolejną wspaniałą lekcję
historii.
Tę część i jej bohaterów żegnam cytatem, a właściwie
wróżbą, jaką Werka otrzymała od kataryniarza: 𝑀𝑦ś𝑙 𝑜 𝑡𝑦𝑐ℎ,
𝑘𝑡ó𝑟𝑧𝑦
𝑐𝑖ę
𝑘𝑜𝑐ℎ𝑎𝑗ą
𝑎 𝑏ę𝑑𝑧𝑖𝑒𝑠𝑧
𝑠𝑧𝑐𝑧ęś𝑙𝑖𝑤𝑎.
_________________________________
Dziś już z Wami się żegnam, życząc dobrego popołudnia i
spokojnego wieczoru.
ʜᴀʟɪɴᴀ
__________________________________
Współpraca barterowa / Wydawnictwo Książnica
Zofia Mąkosa
__________________________________
- ᴀᴜᴛᴏʀ: 𝒁𝒐𝒇𝒊𝒂 𝑴ą𝒌𝒐𝒔𝒂
- ᴡʏᴅᴀᴡɴɪᴄᴛᴡᴏ: 𝑲𝒔𝒊ąż𝒏𝒊𝒄𝒂
- ɪʟᴏść sᴛʀᴏɴ: 𝟑𝟓𝟐
- ɢᴀᴛᴜɴᴇᴋ: 𝒐𝒃𝒚𝒄𝒛𝒂𝒋𝒐𝒘𝒂/𝒛 𝒉𝒊𝒔𝒕𝒐𝒓𝒊ą 𝒘 𝒕𝒍𝒆
- ᴅᴀᴛᴀ ᴘʀᴇᴍɪᴇʀʏ: 𝟏𝟕 𝒄𝒛𝒆𝒓𝒘𝒄𝒂 𝟐𝟎𝟐𝟔
- ᴍᴏᴊᴀ ᴏᴄᴇɴᴀ: 𝟏𝟎 /𝟏𝟎

Komentarze
Prześlij komentarz