CZASEM SZCZĘŚCIE JEST BLIŻEJ, NIŻ NAM SIĘ WYDAJE
𝘊𝘻𝘸𝘢𝘳𝘵𝘦𝘬 𝟣𝟢-𝟢𝟫-𝟤𝟢𝟤𝟨
*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸*
Kiedy zobaczyłam książkę Marty Nowik 𝑆𝑧𝑐𝑧ęś𝑐𝑖𝑎 𝑐ℎ𝑜𝑑𝑧ą 𝑝𝑎𝑟𝑎𝑚𝑖, pomyślałam, że to może być historia właśnie dla
mnie. Miałam ochotę na coś lekkiego, ale jednocześnie pełnego emocji. Już sam
tytuł wzbudził moje zainteresowanie, bo sugerował opowieść o miłości, uczuciach
i poszukiwaniu własnego szczęścia. Nie spodziewałam się jednak, że za tą lekką
historią znajdę również kilka tematów, które skłonią mnie do zastanowienia się
nad tym, jak trudno czasami znaleźć szczęście dla siebie, kiedy tak łatwo
przychodzi nam pomagać innym.
ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ʙᴀʀᴅᴢᴏ
ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:
𝗠𝗮𝗿𝘁𝗮
𝗡𝗼𝘄𝗶𝗸 – 𝗦𝘇𝗰𝘇ęś𝗰𝗶𝗮
𝗰𝗵𝗼𝗱𝘇ą 𝗽𝗮𝗿𝗮𝗺𝗶-
𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮 𝟬𝟯
𝗹𝗶𝗽𝗰𝗮 𝟮𝟬𝟮𝟲
𝗿. – 𝗪𝘆𝗱a𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼
𝗦𝘇𝗮𝗿𝗮 𝗚𝗼𝗱𝘇𝗶𝗻𝗮
ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗖𝘇𝗮𝘀𝗲𝗺 𝘀𝘇𝗰𝘇ęś𝗰𝗶𝗲 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝗯𝗹𝗶ż𝗲𝗷, 𝗻𝗶ż 𝗻𝗮𝗺 𝘀𝗶ę 𝘄𝘆𝗱𝗮𝗷𝗲
_____________________________________________________
Antonina, czuje się
szczęśliwa, przynajmniej tak twierdzi. Ma przyjaciół, znajomych, pracę, którą
kocha, i miasteczko, w którym czuje się dobrze. Zna tu każdy kąt i większość
mieszkańców. Tosia prowadzi Kącik Złamanych Serc, wysłuchuje zwierzeń, ociera
łzy i pomaga podnieść się po rozstaniach. Jest specjalistką od cudzych emocji i
mistrzynią złotych rad, choć mało kto wie, że za jej spokojnym profesjonalizmem
kryje się bolesne rozczarowanie.
Tosia pozornie ma wszystko
oprócz kogoś do kochania. Ma też swoją tajemnicę. Potrafi doradzać innym, lecz
sobie doradzić nie potrafi. Najlepiej czuje się w swoim domu, który jest jej
cichą i bezpieczną przystanią. Tam nikt nie zadaje jej trudnych i niewygodnych
pytań. Często zastanawia się, czy faktycznie nadaje się na nauczycielkę
prawdziwej miłości, skoro sama jest singielką z poplątaną przeszłością. I chyba
właśnie to spodobało mi się w tej historii najbardziej. Tosia potrafi być dla
innych wsparciem, choć również ma za sobą doświadczenia, o których nie tak
łatwo zapomnieć.
Jak dotąd nikt nie wchodził
jej w drogę. Aż do chwili, gdy w Zielonej Lipce pojawił się emerytowany strażak
Grzegorz, który naprzeciwko jej biura założył konkurencyjną działalność, Biuro
Samotnych Serc. Mężczyzna jednak twierdzi, że nie chodzi mu o konkurencję, lecz
o poszukiwanie konkretnej osoby, a prowadzone przez niego biuro ma mu w tym
pomóc.
Od tej chwili spokojne życie
Tosi zaczyna się zmieniać i to nie tylko za sprawą nowego sąsiada. Grzegorz od
początku ją intryguje, ale zarazem denerwuje. Nie bardzo wierzy w jego czyste
intencje, choć on zarzeka się, że nie ma wobec niej złych zamiarów. Tosia nie
czuje się jednak w tej sytuacji zbyt pewnie. Grzegorz ma przecież emeryturę, a
ona ma tylko ten swój Kącik. Mimo to natrętnie próbuje nawiązać z nią relację i
wciąż wchodzi w jej strefę komfortu, choć ona wcale nie zaprasza go do swojej
przestrzeni. Pojawia się także Maksymilian, a wraz z nim uczucie, którego
dziewczyna wcale nie planowała. Nagle okazuje się, że kobieta, która tak dobrze
zna się na cudzych sercach, sama musi odpowiedzieć sobie na kilka trudnych
pytań.
Tosia mieszka w domku, który
odziedziczyła po babci, będącej dla niej prawdziwą oazą i podporą, dlatego choć
już jej nie ma, dziewczyna wciąż czuje jej obecność. Dom i ogród są dla niej
azylem, miejscem, w którym może znaleźć spokój i wytchnienie od codzienności.
Jest jednak coś, co wymaga jej uwagi. Znajdująca się w ogrodzie altanka
potrzebuje remontu, a Tosia nie poradzi sobie z tym sama. Potrzebuje pomocy i
właśnie wtedy na jej drodze pojawia się Maksymilian. Czy ich spotkanie okaże
się początkiem czegoś, czego Tosia zupełnie się nie spodziewała? Mężczyzna
okazuje się miłym, empatycznym i uważnym na uczucia innych człowiekiem. Być
może oprócz altanki Maksymilian wyremontuje także zranione serce Tosi.
𝑆𝑧𝑐𝑧ęś𝑐𝑖𝑎 𝑐ℎ𝑜𝑑𝑧ą 𝑝𝑎𝑟𝑎𝑚𝑖 to na pozór odstresowująca komedia
romantyczna, która, jak zakładałam, miała mnie oderwać od rzeczywistości. I
początek tej książki dokładnie taki był. Przyjemny, lekki i zabawny. Szybko
jednak przekonałam się, że za tą fasadą kryje się rasowa powieść obyczajowa.
Czy taki obrót spraw zaczął mi przeszkadzać w lekturze? Absolutnie nie. Z
łatwością weszłam w historię Tosi, która wcale nie była zabawna, a momentami
wręcz dość dramatyczna. W tym momencie przestałam się już dziwić, że nie zawsze
było jej do śmiechu. Mężczyźni, których do tej pory spotykała, byli zwykłymi
draniami. Czy to, że udało jej się odkryć ich prawdziwe oblicze na czas, było
dla niej szczęściem? Uważam, że tak. Bo co by było, gdyby związała się z
którymś z nich na całe życie, a dopiero później przekonała się, jakimi ludźmi
byli naprawdę? Szczególnie Michał, który z pozoru wydawał się kimś zupełnie
innym.
Autorka dała też pstryczka w
nos mediom, odsłaniając ich ciemniejszą stronę. Pokazała, do czego potrafią
posunąć się ludzie mieniący się dziennikarzami. Dla podbicia zasięgów czy kilku
groszy premii są gotowi wypisywać bzdury wyssane z palca, nie zastanawiając
się, jak bardzo mogą skrzywdzić drugiego człowieka. Ich ofiary często pozostają
bezsilne wobec ogromu zła i oszczerstw, które są wobec nich kierowane. Przekonał
się o tym Grzegorz, przekonała się również Tosia. On stał się w oczach innych
pogromcą niewieścich serc, a ona jedną z jego wielbicielek. Oboje byli tym
oburzeni, ale nie mieli żadnego wpływu na to, co na ich temat wypisywano i
wygadywano za ich plecami. W końcu to małe miasteczko. Autorka bardzo dobrze
pokazała, jak łatwo można stworzyć fałszywy obraz człowieka i jak trudno
później się z niego uwolnić.
Marta Nowik stworzyła
opowieść, w której obok romantycznego wątku znalazło się miejsce także dla
innych mieszkańców Zielonej Lipki. Jest tu samotność, kryzys w związku,
rozczarowania i dawne błędy, ale również potrzeba bliskości, przyjaźń i
zwyczajna ludzka życzliwość. Podobało mi się, że autorka nie skupiła się
wyłącznie na jednym uczuciu. Pokazała różne oblicza szczęścia i uświadomiła, że
dla każdego może ono oznaczać coś zupełnie innego. Szczególnie podobały mi się
relacje między bohaterami, a przede wszystkim przyjaźnie, o których chyba każdy
z nas marzy. Takie prawdziwe, oparte na zaufaniu, bliskości i wzajemnej
życzliwości. To ciepła opowieść, która daje nadzieję i trochę pokrzepia. Nawet
nie miałam pojęcia, jak bardzo właśnie takiej książki potrzebowałam. Autorka
przypomniała mi, że czasem zapominamy o sobie i o tym, co dla nas ważne. Że
troska o siebie również jest potrzebna, choć tak łatwo zepchnąć ją na drugi
plan.
Nie zabrakło również humoru. Niektóre
sytuacje naprawdę potrafiły wywołać u mnie uśmiech, a szczególnie ujęło mnie
to, z jaką sympatią autorka kreśliła mieszkańców Zielonej Lipki. To właśnie
dzięki nim powieść ma taki ciepły, małomiasteczkowy klimat. Jednocześnie jest
to opowieść o tym, że czasem sami stawiamy sobie przeszkody na drodze do
szczęścia. Łatwiej doradzać innym niż przyznać przed samym sobą, czego tak
naprawdę potrzebujemy. Łatwiej powiedzieć komuś, żeby dał sobie drugą szansę,
niż samemu odważyć się ją przyjąć.
𝑆𝑧𝑐𝑧ęś𝑐𝑖𝑎 𝑐ℎ𝑜𝑑𝑧ą 𝑝𝑎𝑟𝑎𝑚𝑖
to lekka i przyjemna
powieść, ale pod tą lekkością kryją się również tematy, które skłaniają do
refleksji. O miłości, samotności, przebaczeniu, drugich szansach i o tym, że
czasami szczęście jest znacznie bliżej, niż nam się wydaje. Marta Nowik po raz
kolejny przypomniała mi, że życie nie zawsze układa się według naszego planu.
Czasem coś musi się wydarzyć, żebyśmy w końcu dostrzegli to, co wcześniej było
tuż obok. To była ciepła, pełna emocji i humoru opowieść, z którą spędziłam
naprawdę przyjemny czas. I chyba rzeczywiście coś jest w tym, że szczęścia
chodzą parami.
_________________________________
Dziś już z Wami się żegnam,
życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.
ʜᴀʟɪɴᴀ
__________________________________
Współpraca barterowa / Wydawnictwo Szara Godzina
Marta Nowik
__________________________________
Autor: Marta Nowik
Wydawnictwo: Szara Godzina
Ilość stron: 324
Gatunek: obyczajowa / romans
Data premiery: 03 lipca
2026
Moja ocena: 08
/10

Komentarze
Prześlij komentarz