FIOLET, CZYLI ZBRODNIA MA WIELE ODCIENI
𝘞𝘵𝘰𝘳𝘦𝘬 𝟢𝟣-𝟢𝟫-𝟤𝟢𝟤𝟨
*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸 *
________________
Po książki Małgorzaty Oliwii Sobczak zawsze
sięgałam bez większego zastanowienia. Do tej pory bardzo mi się podobały,
dlatego 𝐹𝑖𝑜𝑙𝑒𝑡
od początku wzbudził moje zainteresowanie.
Tym razem jednak moje odczucia są zupełnie inne. Autorka ponownie pokazuje
swoich bohaterów od strony psychologicznej, zagląda w ich przeszłość i
pokazuje, jak dawne wydarzenia potrafią wpłynąć na życie wiele lat później.
Tego właśnie w jej powieściach zawsze szukam. Niestety, tym razem zabrakło mi
czegoś, co w kryminale jest dla mnie bardzo ważne: napięcia, emocji i dobrze
poprowadzonej zagadki.
ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:
𝗠𝗮ł𝗴𝗼𝗿𝘇𝗮𝘁𝗮
𝗢𝗹𝗶𝘄𝗶𝗮 𝗦𝗼𝗯𝗰𝘇𝗮𝗸
– 𝗙𝗶𝗼l𝗲𝘁 – 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮
𝟭𝟳 𝗰𝘇𝗲𝗿𝘄𝗰𝗮
𝟮𝟬𝟮𝟲 𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼
𝗪𝗔𝗕
ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝑭𝒊𝒐𝒍𝒆𝒕, 𝒄𝒛𝒚𝒍𝒊 𝒛𝒃𝒓𝒐𝒅𝒏𝒊𝒂 𝒎𝒂 𝒘𝒊𝒆𝒍𝒆 𝒐𝒅𝒄𝒊𝒆𝒏𝒊
_________________________________________________
Tym razem wszystko zaczyna
się od makabrycznego odkrycia w pobliżu sopockiej Opery Leśnej. Zostają
znalezione zwłoki młodej kobiety. Jej ciało jest nagie, ubrania zostały
starannie ułożone, a w dłoni ofiary znajduje się zabytkowa moneta. Obok pojawia
się jeszcze jeden szczegół, który trudno uznać za przypadkowy. Kwiat hibiskusa.
Leopold Bilski i Anna Górska ponownie stają przed sprawą, w której nic nie jest
takie, jak początkowo mogłoby się wydawać. Wraz z grupą specjalistów próbują
ustalić, kim była zamordowana kobieta i dlaczego sprawca zostawił właśnie takie
ślady. Kolejne tropy prowadzą ich w różne strony. W śledztwie pojawia się
między innymi wątek fizyczki cierpiącej na neurogenną utratę wzroku oraz
młodych ludzi związanych z trójmiejskim ośrodkiem wychowawczym. Im więcej
informacji udaje się zdobyć, tym więcej pojawia się pytań. Przeszłość kolejnych
osób zaczyna mieć znaczenie dla prowadzonego śledztwa, a Bilski i Górska muszą
połączyć ze sobą wydarzenia, które na pierwszy rzut oka niewiele mają ze sobą
wspólnego. Autorka nie odsłania wszystkich kart od razu, dlatego trudno
przewidzieć, dokąd zaprowadzą ich kolejne odkrycia.
Ogólnie 𝐹𝑖𝑜𝑙𝑒𝑡 nawet mi się podobał, choć mam wobec
tej powieści kilka zastrzeżeń. Największe dotyczy wątku wiary katolickiej.
Autorka, podobnie jak robi to ostatnio wielu twórców, postanowiła przyjrzeć się
jej bardzo dokładnie i niejako rozłożyć ją na czynniki pierwsze. Zastanawiam
się jednak, czy ten temat wynikał z osobistych przemyśleń autorki, czy może
miał wpisać się w coraz bardziej popularny nurt, w którym niekoniecznie wypada
być osobą wierzącą, za to bardzo dobrze widziane jest krytykowanie wiary i
Kościoła.
Początkowo były to jedynie
drobne wzmianki, które pojawiały się między wierszami. Mimochodem wspomniany
budynek kościoła, krzyż stojący na czyimś stole czy uwaga o zmuszaniu dziecka
do chodzenia do kościoła. Z czasem tych odniesień zaczęło pojawiać się jednak
coraz więcej i wtedy zrozumiałam, że nie są one przypadkowe. Pojawiają się
uwagi o mechanicznych gestach, pustych słowach, o osobach wierzących, które źle
postępują i pozwalają na zło, a także stwierdzenie, że Kościół nie ma nic do
zaoferowania. I tutaj zatrzymałam się na dłużej. Bo co właściwie miałby mieć do
zaoferowania? W sensie materialnym? A jeśli mówimy o wymiarze duchowym, to
przecież właśnie na tym polega wiara, że nie wszystko można zobaczyć czy
otrzymać w materialny sposób. Jedna z bohaterek stwierdza nawet, że jest pewna,
iż wiara to coś, co wypacza człowieka.
Oczywiście każdy ma prawo do
własnych poglądów, jednak przeszkadzało mi jednostronne i momentami
stereotypowe przedstawienie ludzi wierzących. Szczególnie mocno wybrzmiało to w
przypadku dzieci z ośrodka wychowawczego, gdzie można było odnieść wrażenie, że
to właśnie religijność była jedynym źródłem zła. Nie miałabym problemu z
podjęciem tego tematu, gdyby został przedstawiony rzetelnie i wielowymiarowo,
jednak w tej historii rozważań było po prostu zbyt dużo. Sięgając po kryminał,
oczekuję przede wszystkim dobrej intrygi, a nie rozbudowanych dywagacji o
wpływie wiary na człowieka. Tym bardziej że wątek krzywdzenia dzieci przez
osoby związane z religią wywoływał pytanie, czy nie wprowadzono go głównie po
to, by wzmocnić konkretny przekaz.
I chyba właśnie tutaj
pojawiło się moje największe rozczarowanie. Świetne kryminały autorki, które do
tej pory tak bardzo mnie zachwycały, tym razem ustąpiły miejsca mocno
rozbudowanej powieści obyczajowej, skupionej na wszystkim, tylko nie na tym, co
powinno być istotne w tym gatunku. Śledztwo, zagadka i motywy mordercy zeszły
na dalszy plan, a na pierwszy wysunęły się liczne historie bohaterów oraz ich
prywatne problemy. Nagromadzenie tych wątków sprawiło, że szczególnie pod
koniec zaczęły mnie one zwyczajnie przytłaczać, przez co główna historia gdzieś
się między nimi gubiła. Dodatkowo trudno mi było zrozumieć, czemu miało służyć
nawiązywanie do czasów zamordyzmu, skoro powieść została napisana wiele lat po
tamtych wydarzeniach.
Prokurator Bilski po raz
kolejny zostaje poszkodowany podczas prowadzonego dochodzenia, czego właściwie
można było się spodziewać. Jak zwykle jest tym niemal niezniszczalnym
superbohaterem, który pakuje się w kolejne kłopoty, a mimo wszystko wychodzi z
nich zwycięsko. Za to jego życie prywatne po raz kolejny legnie w gruzach. Nie
przekonały mnie również liczne wątki poboczne. Autorka rozwija je przez sporą
część powieści, by później pozostawić je bez wyraźnego zakończenia. W kilku
przypadkach trudno mi było zrozumieć, po co właściwie zostały wprowadzone.
Po bardzo dobrych poprzednich
częściach, pomijając 𝑍𝑖𝑒𝑙𝑒ń, której nie czytałam, spodziewałam się
po 𝐹𝑖𝑜𝑙𝑒𝑐𝑖𝑒
prawdziwej petardy.
Tymczasem zabrakło mi tutaj przede wszystkim emocji i napięcia, na które liczę,
sięgając po kryminał. Historia momentami bardzo się dłużyła, zamiast wciągać i
prowadzić do rozwiązania zagadki. Sam finał również mnie rozczarował. Wydał mi
się wymuszony i mało wiarygodny, podobnie jak motyw działania sprawcy. Ostatecznie
w moim odczuciu poszczególne elementy tej historii nie do końca do siebie
pasują.
Miałam też poczucie, że Małgorzata
Sobczak momentami zbyt mocno podkreślała znaczenie tytułowego fioletu, ponieważ
kolor ten pojawia się dosłownie wszędzie, a w połowie powieści zostaje
dodatkowo szczegółowo opisany pod kątem symboliki i obecności w naszej
kulturze. Dla mnie było tego trochę za dużo i zbyt dosłowne. Rozumiem zamysł
autorki, ale osobiście uważam, że nie trzeba było aż tak szczegółowo podkreślać
jego obecności. Tym bardziej że przez cały czas przewija się przez powieść i
trudno go nie zauważyć.
Natomiast bardzo podobało mi
się to, że autorka pokazuje, jak w ekstremalnych sytuacjach zaczynamy doceniać
to, co mamy. Zwykła, szara codzienność, której na co dzień mamy czasami tak
bardzo dość, nagle okazuje się tym, co było w naszym życiu najlepsze.
Tematem również zasługującym na
uwagę jest przedstawienie fanatyzmu, który w każdej postaci może być
niebezpieczny. Niezależnie od tego, czy dotyczy religii, poglądów politycznych
czy przekonania, że szlachetne pobudki mogą usprawiedliwić niewłaściwe
postępowanie.
Bardzo ważna moim zdaniem w
powieści jest psychologia postaci i to właśnie ten aspekt najbardziej mnie
interesował. Szczególnie to, co sprawia, że człowiek przekracza granicę, zza
której nie ma już odwrotu. Wina, krzywda, zemsta, konsekwencje dawnych decyzji
i tajemnice, które przez lata potrafią zatruwać życie. To właśnie te ludzkie
emocje i wybory są dla mnie w tej historii najbardziej interesujące.
Autorka poświęciła również
sporo miejsca pracy śledczych i kryminalistyce. Widać ogrom pracy włożonej w
przygotowanie powieści. Informacje dotyczące badań, procedur czy pracy
specjalistów nie są tutaj jedynie ozdobnikami. Stanowią część prowadzonej
historii i sprawiają, że śledztwo nabiera wiarygodności.
Nie ukrywam jednak, że 𝐹𝑖𝑜𝑙𝑒𝑡
nie wciągnął mnie aż tak
mocno jak niektóre wcześniejsze tomy. Powieść jest obszerna i momentami
niektóre wątki zostały poprowadzone zbyt długo, podczas gdy inne autorka
potraktowała zdecydowanie bardziej skrótowo. Tempo nie zawsze było dla mnie
równe. Były fragmenty, które pochłaniałam z ogromnym zainteresowaniem, ale
pojawiały się też takie, przy których akcja trochę zwalniała.
Nie do końca przekonała mnie
również relacja Anny Górskiej i Leopolda Bilskiego. Autorka poświęciła sporo
miejsca ich prywatnym problemom i momentami miałam poczucie, że ten wątek
przysłaniał to, co w tej powieści było dla mnie znacznie ważniejsze.
Zdecydowanie bardziej interesowało mnie prowadzone śledztwo, jego kolejne tropy
oraz historie osób związanych ze sprawą.
Mimo tych kilku uwag uważam,
że 𝐹𝑖𝑜𝑙𝑒𝑡 zasługuje na uwagę. To kryminał, w
którym obok zbrodni jest miejsce na ludzkie dramaty, trudne wybory i
konsekwencje decyzji podjętych wiele lat wcześniej. I właśnie ten ludzki wymiar
kryminałów Małgorzaty Oliwii Sobczak cenię najbardziej.
Bardzo podobało mi się, że
Małgorzata Oliwia Sobczak potrafi sprawić, że za kolejną zagadką kryminalną
zaczynam dostrzegać przede wszystkim człowieka. Czasem skrzywdzonego, czasem
zagubionego, a czasem tak bardzo pogrążonego w swoich emocjach, że podejmuje
decyzje, których skutków nie jest już w stanie cofnąć.
𝐹𝑖𝑜𝑙𝑒𝑡
może nie będzie moim ulubionym kolorem tej serii, ale z
pewnością nie żałuję, że po niego sięgnęłam. Po siedmiu tomach nadal jestem
ciekawa, jaki kolor pojawi się jako następny.
_________________________________
Dziś już z Wami się żegnam,
życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.
ʜᴀʟɪɴᴀ
__________________________________
Współpraca barterowa / Wydawnictwo WAB
Małgorzata Oliwia Sobczak
__________________________________
Autor: Małgorzata Oliwia Sobczak
Wydawnictwo: WAB
Ilość stron: 512
Gatunek: kryminał / thriller
Data premiery: 17 czerwca
2026
Moja ocena: 07
/10

Komentarze
Prześlij komentarz