NIE ZAWSZE WIDZIMY TO, CO NAJWAŻNIEJSZE

 

𝘗𝘰𝘯𝘪𝘦𝘥𝘻𝘪𝘢ł𝘦𝘬  𝟢𝟩-𝟢𝟫-𝟤𝟢𝟤𝟨

*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸*

Po 𝑈𝑤𝑖ę𝑧𝑖𝑜𝑛𝑒 𝑠𝑒𝑟𝑐𝑎 Beaty i Ani Agopsowicz sięgnęłam z dużą ciekawością. Zainteresowało mnie przede wszystkim to, że książkę napisały wspólnie matka i córka. Kiedy dowiedziałam się, że jedną z ważniejszych kwestii poruszonych w tej historii są relacje między rodzicami a dziećmi, pomyślałam, że to naprawdę wyjątkowe połączenie autorek. Kto bowiem lepiej mógłby opowiedzieć o tak bliskich, a jednocześnie nie zawsze łatwych relacjach?

ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:

𝗕𝗲𝗮𝘁𝗮 𝗔𝗴𝗼𝗽𝘀𝗼𝘄𝗶𝗰𝘇 𝗶 𝗔𝗻𝗶𝗮 𝗔𝗴𝗼𝗽𝘀𝗼𝘄𝗶𝗰𝘇 – 𝗨𝘄𝗶ę𝘇𝗶𝗼𝗻𝗲 𝘀𝗲𝗿𝗰𝗮 – 𝟭𝟴 𝗰𝘇𝗲𝗿𝘄𝗰𝗮 𝟮𝟬𝟮𝟲 𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼 𝗦𝘇𝗮𝗿𝗮 𝗚𝗼𝗱𝘇𝗶𝗻𝗮

ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗡𝗶𝗲 𝘇𝗮𝘄𝘀𝘇𝗲 𝘄𝗶𝗱𝘇𝗶𝗺𝘆 𝘁𝗼, 𝗰𝗼 𝗻𝗮𝗷𝘄𝗮ż𝗻𝗶𝗲𝗷𝘀𝘇𝗲

________________________________________________

 

 Natalia i Adam kiedyś byli sobie bliscy. Z czasem jednak codzienność, praca i własne problemy sprawiły, że zaczęli żyć obok siebie. Ich małżeństwo powoli się rozpadało, a oni coraz bardziej oddalali się nie tylko od siebie, ale również od swojej nastoletniej córki Julii. Oboje zaczęli dostrzegać, że po latach wspólnego życia niewiele już ich łączy. Nie rozmawiali ze sobą, mijali się w domu i właściwie każde z nich żyło własnym życiem.

Kiedy nadchodzą Walentynki, Natalia próbuje jeszcze coś ratować. Chce wyciągnąć męża z domu i spędzić z nim trochę czasu, ale Adam reaguje niechęcią, tłumacząc się brakiem czasu z powodu pracy. A przecież jeszcze niedawno tak bardzo tęsknił za jej bliskością. Dlaczego więc dziś ją odrzuca? Czy naprawdę już się poddał i uważa, że na uratowanie ich małżeństwa jest za późno?

Rozczarowana Natalia reaguje złością. Trudno się jej dziwić, bo żyje z mężem pod jednym dachem, a jednocześnie ma wrażenie, jakby był jej zupełnie obcy. Niby są razem, a jednak każde z nich jest osobno.

Na tym wszystkim cierpi również Julia. Widząc chłód między rodzicami, coraz bardziej się od nich odsuwa i zamyka we własnym świecie. Natalia i Adam tak bardzo skupili się na swoich problemach i wzajemnych pretensjach, że nawet nie zauważyli, kiedy ich relacja z córką zaczęła się rozpadać.

Adam kiedyś wierzył, że miłość jest jak projekt, który można stworzyć, zbudować i później utrzymać. Z czasem jednak przekonał się, że miłość nie jest budynkiem. Nie ma fundamentów z betonu i nie da się wszystkiego zaplanować. Na początku ich wspólne życie wyglądało dobrze, ale ani Adam, ani Natalia nie potrafili zadbać o to, co razem zbudowali.

Czy jest jeszcze szansa, żeby to wszystko naprawić? Pewnie tak, ale musieliby tego chcieć oboje. Adam nie był już architektem z głową pełną marzeń. Był mężczyzną, który zrozumiał, jak wiele po drodze przegapił.

Trudno było mi uwierzyć, że małżeństwo z szesnastoletnim stażem zamiast usiąść ze sobą i szczerze porozmawiać, zaczęło myśleć o rozstaniu. Oboje martwili się o córkę, ale każde z nich robiło to na swój sposób. Tak bardzo skupili się na własnych problemach, że nie zauważyli, jak bardzo Julia zaczęła się od nich odsuwać. Zamknęła się w swoim świecie i coraz bardziej angażowała w towarzystwo, które nie było dla niej dobrym wyborem.

Kiedy Adam wyprowadza się z domu, Julia bardzo mocno przeżywa rozpad rodziny. To, że rodzice nie mieszkają już razem, wcale nie ułatwia sytuacji, tym bardziej że nawet w swoich obawach o córkę nie potrafią stanąć po jednej stronie. Oboje próbują zwrócić na nią większą uwagę, ale każde robi to na swój sposób. Martwią się o Julię, a jednocześnie, trochę na przekór sobie, udają, że nie dzieje się nic naprawdę złego.

Tymczasem rozżalona na rodziców nastolatka coraz bardziej pogrąża się w niewłaściwym towarzystwie, w którym znajduje akceptację, której tak bardzo potrzebuje. Adam zaczyna dostawać z zewnątrz sygnały, że Julia powinna trzymać się od tych ludzi z daleka, ale nie potrafi przekonać Natalii, że naprawdę jest powód do niepokoju. Natalia z kolei liczy na to, że córka w końcu się uspokoi, zajmie nauką, a między nimi znów pojawi się jakaś nić porozumienia. Tyle że sama jest zbyt skupiona na flirtowaniu z kolegą z pracy, by dostrzec, co tak naprawdę dzieje się z jej córką.

Na tym etapie Adam i Natalia są dla mnie wyjątkowo irytującą parą, bardzo dobrze wpisującą się w obraz dzisiejszych czasów. Pogoń za dobrobytem, pracą i karierą przysłoniła im to, co najważniejsze. Zamiast wspólnie żyć, zaczęli po prostu być obok siebie. Jest „mieć”, a coraz mniej jest „być razem”.

Przecież zdecydowali się sprowadzić dziecko na świat i są mu winni nie tylko dach nad głową, ale przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Tymczasem każde z nich coraz bardziej skupia się na sobie, swoich potrzebach i własnym „ja”. A rodzina to przecież nie „ja”, ale „my”.

Dorośli kształtują świat swoich dzieci, a przynajmniej powinni to robić. Tymczasem Adam i Natalia tak bardzo skupili się na własnych pragnieniach, że nie zauważyli, iż to Julia ponosi największe konsekwencje ich decyzji. Dla niej rozpad rodziny oznacza utratę czegoś, co do tej pory uważała za pewnik. Bezpieczeństwa, domu i przekonania, że rodzice zawsze będą razem.

I właśnie to było dla mnie w ich zachowaniu najbardziej przykre. Dorośli postanowili poukładać sobie życie po swojemu, nie dostrzegając, jak bardzo cierpi ich dziecko. W tym wszystkim zabrakło mi przede wszystkim myślenia o rodzinie, a za dużo było myślenia o sobie. Takiego prostego: byle mnie było dobrze.

Adam chciałby stawić czoła problemom Julii razem z żoną, ale sam wcześniej zamknął sobie drogę do porozumienia z Natalią. Z kolei Natalia odkrywa, że wcale nie jest dla kolegi tak ważna, jak sobie wyobrażała. Zamiast jednak skupić się na naprawieniu relacji z córką, zaczyna użalać się nad sobą.

A Julia coraz bardziej obwinia matkę za rozpad rodziny. A właściwie oboje rodziców, bo przecież jeszcze zanim Adam się wyprowadził, dostrzegała chłód między nimi. Wkrótce znika, a wtedy rodzice muszą odłożyć na bok wzajemne pretensje i zrobić wszystko, żeby ją odnaleźć.

Najbardziej poruszyła mnie właśnie historia Julii. Zbuntowana nastolatka może z łatwością zostać uznana przez dorosłych za osobę, która po prostu przechodzi trudny wiek. Tymczasem za jej zachowaniem kryją się samotność, zagubienie i potrzeba bycia zauważoną. Rodzice są tak zajęci własnymi problemami, że nie dostrzegają, jak wiele dzieje się w życiu ich córki.

 I właśnie o tym jest ta książka. O tym, jak łatwo można przegapić moment, w którym bliska osoba zaczyna potrzebować naszej pomocy. O rozmowie, której czasami unikamy, bo wydaje nam się, że jeszcze będzie na nią czas. O obecności, której nie da się zastąpić pieniędzmi, prezentami czy zapewnieniem, że przecież wszystko robimy dla rodziny.

Autorki pokazują również, że kryzys w małżeństwie nigdy nie dotyczy wyłącznie dwojga dorosłych. Dziecko bardzo często przeżywa go razem z rodzicami, nawet jeśli ci starają się je przed tym uchronić. Julia zostaje pomiędzy Natalią i Adamem, z własnymi emocjami, których nie potrafi nazwać ani z nikim podzielić.

Podobało mi się, że Beata i Ania Agopsowicz nie stworzyły historii, w której łatwo wskazać winnego. Natalia i Adam popełniają błędy, ale nie są złymi rodzicami. Są ludźmi, którzy w pewnym momencie pogubili się w codzienności i przestali zauważać to, co dzieje się obok nich. I chyba właśnie dlatego ta historia może być tak bliska wielu osobom.

𝑈𝑤𝑖ę𝑧𝑖𝑜𝑛𝑒 𝑠𝑒𝑟𝑐𝑎 to nie tylko opowieść o zaginięciu nastolatki. To przede wszystkim historia o rodzinie, która musi zatrzymać się w bardzo trudnym momencie i spojrzeć na siebie na nowo. O tym, że czasami dopiero dramatyczne wydarzenie uświadamia nam, co tak naprawdę jest ważne.

Tytułowe uwięzione serca można odczytać na kilka sposobów. Każde z bohaterów jest zamknięte we własnych emocjach. W żalu, poczuciu krzywdy, samotności i niewypowiedzianych słowach. Żeby się z tego uwolnić, trzeba zrobić coś, co często okazuje się najtrudniejsze. Trzeba zacząć rozmawiać.

To książka o miłości, ale nie tej idealnej i pozbawionej problemów. Raczej o miłości, która czasami zostaje przykryta zmęczeniem, pretensjami i codziennością. O miłości rodzicielskiej, która wymaga nie tylko troski, ale również uważności.

𝑈𝑤𝑖ę𝑧𝑖𝑜𝑛𝑒 𝑠𝑒𝑟𝑐𝑎 skłoniły mnie do refleksji nad tym, jak często jesteśmy przekonani, że dobrze znamy swoich najbliższych. A przecież można mieszkać pod jednym dachem i jednocześnie bardzo się od siebie oddalić.

Beata i Ania Agopsowicz stworzyły powieść, która porusza ważne i bardzo życiowe tematy. Nie daje prostych odpowiedzi, ale pokazuje, że czasami wystarczy się zatrzymać, naprawdę posłuchać i zauważyć drugiego człowieka, zanim będzie za późno.

Czy Natalia da Adamowi drugą szansę? Czy będzie potrafiła mu wybaczyć? Czy Adam zrozumie swoje błędy i będzie umiał się zmienić? Czy to, czego razem doświadczyli, przyniesie dobre owoce? Większą bliskość, wzajemne zrozumienie i lepszą relację? Tak wiele zależy od nich samych.

Wspólny lęk o córkę, wspólna modlitwa i nowe spojrzenie na ich małżeństwo być może sprawią, że jeszcze raz przemyślą swoje dotychczasowe postępowanie. Nie poznamy odpowiedzi na wszystkie te pytania, ale zawsze pozostaje nadzieja, że pewne rzeczy można jeszcze naprawić.

Bo czy nie to jest w życiu najcenniejsze? Mieć obok siebie ludzi, których się kocha. Być blisko i umieć dostrzec, kiedy zaczynamy ich tracić. Czasami jesteśmy przecież tak blisko utraty tego, na czym najbardziej nam zależy, a uświadamiamy to sobie dopiero wtedy, gdy jest już naprawdę źle.

_________________________________

Dziś już z Wami się żegnam, życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.

ʜᴀʟɪɴᴀ

__________________________________

Współpraca barterowa / Wydawnictwo Szara Godzina

Beata Agopsowicz Ania Agopsowicz

__________________________________

Autor: Beata Agopsowicz Ania Agopsowicz
Wydawnictwo: Szara Godzina

Ilość stron: 272
Gatunek: obyczajowa

Data premiery: 18  czerwca  2026
Moja ocena: 09 /10



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

ZAPOWIEDŹ RECENZJI

ZAPOWIEDZI, NOWOŚCI, PREMIERY

Zabij, albo zostań zabity