JEDNA HERBACIARNIA, WIELE LUDZKICH HISTORII
𝘗𝘪ą𝘵𝘦𝘬 𝟢𝟫-𝟣𝟢-𝟤𝟢𝟤𝟨
*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸 *
________________
Twórczość Nataszy Sochy bardzo lubię i od dawna
cenię za to, że potrafi pisać o zwyczajnych ludziach i ich problemach w sposób,
który skłania mnie do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia nad własnym
życiem. Lubię jej historie za emocje, ale też za to, że nie podaje mi
wszystkiego wprost. Nowa powieść autorki, 𝑇𝑎ń𝑐𝑧ą𝑐𝑒 𝑓𝑖𝑙𝑖ż𝑎𝑛𝑘𝑖,
od początku wzbudziła moją ciekawość, choć szybko przekonałam się, że czeka
mnie zupełnie inna lektura, niż się spodziewałam. Spokojniejsza, bardziej
refleksyjna, ale jednocześnie pełna ludzkich historii i spotkań, które nie
zawsze okazują się przypadkowe.
ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:
𝗡𝗮𝘁𝗮𝘀𝘇𝗮 𝗦𝗼𝗰𝗵𝗮 | 𝗧𝗮ń𝗰𝘇ą𝗰𝗲 𝗳𝗶𝗹𝗶ż𝗮𝗻𝗸𝗶
| 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮 𝟮𝟬 𝗺𝗮𝗷𝗮 𝟮𝟬𝟮𝟲
𝗿. | 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼 𝗭𝘄𝗶𝗲𝗿𝗰𝗶𝗮𝗱ł𝗼
ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗝𝗲𝗱𝗻𝗮 𝗵𝗲𝗿𝗯𝗮𝗰𝗶𝗮𝗿𝗻𝗶𝗮, 𝘄𝗶𝗲𝗹𝗲 𝗹𝘂𝗱𝘇𝗸𝗶𝗰𝗵 𝗵𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗶
________________________________________________________________________
𝑇𝑎ń𝑐𝑧ą𝑐𝑒 𝑓𝑖𝑙𝑖ż𝑎𝑛𝑘𝑖 to bardzo emocjonalna i refleksyjna powieść,
opowiedziana z dużą czułością i intymnością. Miałam wrażenie, że wszystkie
pojawiające się tutaj postaci potrzebowały przede wszystkim wyciszenia, chwili
wytchnienia i kogoś, kto zechce ich wysłuchać. Każda z nich niosła ze sobą własny
bagaż doświadczeń, niewypowiedziane żale i decyzje, z którymi musiała się w
końcu zmierzyć. Herbaciarnia Yuki stała się dla nich azylem, w którym mogły na
chwilę odłożyć codzienne troski, zajrzeć w głąb siebie i zmierzyć się z tym, co
od dawna nie dawało im spokoju.
Ewa obsesyjnie starała się o dziecko. Tak bardzo
skupiła się na swoim marzeniu, że w pewnym momencie straciła nie tylko
przyjaciółkę, ale również męża. W efekcie została sama ze swoim bólem i
poczuciem straty. Do herbaciarni Yuki trafiła niby przypadkiem, ale właśnie tam
musiała zmierzyć się ze wspomnieniami, które wciąż nie dawały jej spokoju. To
spotkanie pozwoliło jej spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy i wrócić do
tego, co przez długi czas próbowała w sobie zagłuszyć.
Rafał nie potrafił żyć w stałym związku. Zdradzał
zarówno pierwszą, jak i drugą żonę. Świadomie ranił innych, ponieważ sam nie
umiał poradzić sobie z własną pustką. Nauczył się robić dobre wrażenie, ale
poza tym niewiele potrafił ofiarować drugiemu człowiekowi. Dopiero pobyt w
herbaciarni Yuki sprawił, że musiał spojrzeć prawdzie w oczy.
Justyna nie potrafiła pogodzić się z rozpadem
swojego małżeństwa, a odpowiedzialnością za to, co się wydarzyło, obarczyła
własną córkę. To właśnie Magda przyprowadziła do domu koleżankę, która później
uwiodła jej ojca. Złość i żal Justyny przez lata wpływały na jej relację z
córką.
Magda z kolei dorastała u boku matki, która po
rozstaniu pogrążyła się w marazmie. Sama próbowała poukładać swoje życie. Kiedy
spotkała mężczyznę, z którym miała nadzieję zbudować coś więcej, uwierzyła, że
wreszcie może być szczęśliwa. On jednak ją oszukał, pozostawiając po sobie
kolejne rozczarowanie.
W herbaciarni pojawiają się również inni
bohaterowie. Jakub zmaga się z paraliżującym lękiem przed otwartą przestrzenią,
który obudził w nim niewinny wygłup koleżanki w górach. Joanna jest
przygnieciona trudnymi relacjami, cichym smutkiem i niepewnością, czy podjęła w
życiu właściwe decyzje. Marta natomiast mierzy się z kryzysem tożsamości,
poczuciem winy i trudną walką o akceptację własnych niedoskonałości. Każda z
tych osób przynosi ze sobą inną historię, własne lęki i pytania, na które nie
potrafi znaleźć odpowiedzi. Jedni szukają wyciszenia, inni chcą uporządkować
swoje życie, a niektórzy po prostu potrzebują kogoś, kto naprawdę ich wysłucha.
Yuki nie serwuje swoim gościom gotowych recept na
życie. Zamiast udzielać rad, po prostu słucha. Czasami właśnie tego najbardziej
potrzebuje człowiek. Możliwości wypowiedzenia na głos tego, co od dawna ciąży
mu na sercu, bez wstydu i pośpiechu.
Właśnie ten aspekt powieści szczególnie mnie
poruszył. To nie jest historia o ludziach idealnych, którzy zawsze wiedzą, jak
postąpić. To opowieść o błędach, samotności, poczuciu winy, rozczarowaniach i
potrzebie bliskości. O tym, że czasami bardziej niż dobrej rady potrzebujemy
kogoś, kto po prostu usiądzie obok i zechce nas wysłuchać.
𝑇𝑎ń𝑐𝑧ą𝑐𝑒 𝑓𝑖𝑙𝑖ż𝑎𝑛𝑘𝑖 to opowieść, przy
której trzeba i warto zwolnić. Natasza Socha umieściła swoją historię w
niezwykłej herbaciarni prowadzonej przez Japonkę, która stworzyła azyl
pozwalający choć na chwilę odciąć się od codziennego pośpiechu. Ujął mnie
pomysł, by przy wejściu odkładać telefon i choć na chwilę zapomnieć o
codziennym pośpiechu. Niby drobiazg, a uświadomił mi, jak bardzo przyzwyczaiłam
się do ciągłej obecności w sieci. Odłożenie telefonu pozwala przecież oderwać
się od codzienności i skupić na rozmowie, drugim człowieku oraz własnych
myślach.
Ważną rolę odgrywa tutaj Yuki, bo to właśnie w jej
herbaciarni krzyżują się losy bohaterów. Yuki, Japonka, przyjechała do Polski
dla Jana, a po jego śmierci została w Krakowie, gdzie stworzyła swoją kameralną
herbaciarnię. Yuki ma w sobie niezwykły spokój i intuicję. Potrafi spojrzeć na
człowieka i wyczuć, czego w danej chwili potrzebuje. Dobiera odpowiednią
herbatę i filiżankę, czasami wypowiada jedno zdanie, a czasami po prostu
pozwala komuś milczeć. Podobało mi się, że nie próbuje nikogo na siłę
naprawiać. Daje swoim gościom możliwość samodzielnego odkrycia tego, co
naprawdę noszą w sercu.
Wzruszyło mnie to, że w historii Yuki Jan jest
obecny przez cały czas, choć już go przy niej nie ma. Choć nie żyje, czułam,
jak ważne miejsce w życiu Yuki wciąż zajmuje. To właśnie dla niego opuściła
Tokio i przyjechała do Krakowa, a wspomnienia wspólnego życia nadal wpływają na
jej decyzje. Ich relacja została przedstawiona subtelnie i z dużą czułością.
Nie potrzebowałam wielu słów, żeby poczuć, jak ważny był dla Yuki i jak wielką
pustkę pozostawiła po sobie jego śmierć. Mam wrażenie, że ona również potrzebowała
swojej herbaciarni, ale nie po to, by szukać spokoju u kogoś innego, lecz by
powoli odnaleźć go w sobie.
Historia Yuki i Jana przypomina, że miłość nie
zawsze kończy się w chwili, kiedy wspólne życie przestaje być możliwe. Czasami
człowiek odchodzi, ale to, co po nim zostaje, nadal jest częścią naszego życia.
Wspomnienia, miejsca, gesty, słowa i wszystko to, czego nauczyliśmy się dzięki
drugiej osobie. I właśnie ta cicha obecność Jana bardzo mnie w tej historii
poruszyła.
We wspomnieniach Yuki Jan potrzebował planów, żeby
wiedzieć, dokąd zmierza, natomiast ona potrzebowała ustaleń, żeby wiedzieć, na
czym stoi. On chciał zabezpieczać czas, ona chciała zabezpieczać przestrzeń.
Dopiero kiedy zaczęli to rozumieć, przestali się dziwić, że słowo „spontaniczność”
dla każdego z nich oznaczało coś zupełnie innego. Różnice między nimi nie
wynikały z braku uczuć, ale z tego, że każde miało inny punkt widzenia. I chyba
właśnie dlatego ich relacja wydała mi się taka prawdziwa. Nawet kiedy dwoje
ludzi bardzo się kocha, nie zawsze patrzą na życie w ten sam sposób.
Podobało mi się, jak Natasza Socha ujęła ten temat.
Z wyczuciem i bez przesady. Bohaterowie tej książki przypominają zespół naczyń
połączonych. Każdy z nich gdzieś po drodze zetknął się z inną osobą i tym
samym, często nawet o tym nie wiedząc, wpłynął na jej losy. Początkowo ich
historie wydają się niezależne, ale stopniowo zaczynają się ze sobą splatać. Z
zainteresowaniem odkrywałam kolejne zależności i przekonywałam się, że pozornie
przypadkowe spotkania mają większe znaczenie, niż mogłoby się wydawać.
Najbardziej zaskoczyło mnie to, że również Yuki,
która przygotowywała dla swoich gości odpowiednią herbatę i uważnie słuchała
ich zwierzeń, była częścią tej układanki. Początkowo nie zdawałam sobie z tego sprawy,
podobnie jak ona sama. Ten wątek szczególnie mnie zaintrygował, bo uświadomił
mi, że czasami możemy mieć wpływ na czyjeś życie, nawet jeśli zupełnie nie
zdajemy sobie z tego sprawy.
Wiem, że niektórzy czytelnicy zarzucają autorce
sięgnięcie po motyw znany z japońskich powieści obyczajowych. Ja jednak nie
mogę tego ocenić, ponieważ ta literatura jest mi zupełnie nieznana. Dla mnie
pomysł kameralnej herbaciarni, do której przychodzą ludzie ze swoimi
problemami, był powiewem świeżości. Odebrałam go jako coś kojącego, co pozwala
na chwilę odetchnąć i spojrzeć na codzienność z innej perspektywy. Ta historia
stała się dla mnie czymś w rodzaju literackiego balsamu.
W pewnym momencie zaniepokoiło mnie natomiast, że
autorka zaczęła podążać w stronę wątku, którego się nie spodziewałam. Obawiałam
się, że może on zepsuć mój odbiór całej powieści. Na szczęście Natasza Socha
bardzo zręcznie i z wyczuciem rozwiązała ten problem, dzięki czemu moje obawy
szybko minęły. To zdecydowanie zapisuję po stronie plusów.
𝑇𝑎ń𝑐𝑧ą𝑐𝑒 𝑓𝑖𝑙𝑖ż𝑎𝑛𝑘𝑖
to nie jest książka pełna nagłych zwrotów
akcji. Jej urok tkwi w czymś zupełnie innym. To właśnie ludzie, ich historie i
emocje sprawiają, że ta powieść tak do mnie przemówiła. Niektóre historie
bardziej mnie poruszyły, inne mniej, ale każda przypomniała mi, że za tym, co
widzę na zewnątrz, często kryje się coś, o czym nie mam pojęcia.
Czytając, kilka razy pomyślałam, że sama chętnie
usiadłabym w takiej herbaciarni. Bez telefonu, bez pośpiechu, z filiżanką
dobrej herbaty i kimś, z kim można po prostu porozmawiać. Może właśnie dlatego
ta historia tak dobrze wpisała się w mój nastrój. Czytając ją, poczułam, że
czasem najbardziej potrzebuję właśnie takiego spokoju i chwili zatrzymania.
Nie jest to książka, którą pochłonęłam w jeden
wieczór z wypiekami na twarzy. To spokojna, ciepła i momentami refleksyjna
opowieść, przy której mogłam się zatrzymać i pomyśleć. Najbardziej zapamiętam z
niej bohaterów, ich niełatwe doświadczenia oraz relacje, które pokazały mi, jak
wiele może zmienić szczera rozmowa i uważność na drugiego człowieka.
_________________________________
Dziś już z Wami się żegnam,
życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.
ʜᴀʟɪɴᴀ
__________________________________
Współpraca barterowa / Wydawnictwo Zwierciadło
Natasza Socha
__________________________________
Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Zwierciadło
Ilość stron: 300
Gatunek: obyczajowa
Data premiery: 20 maja
2026
Moja ocena: 09
/10

Komentarze
Prześlij komentarz