STRATA I NADZIEJA
𝘗𝘪ą𝘵𝘦𝘬 𝟤𝟪-𝟣𝟣-𝟤𝟢𝟤𝟧
*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸 *
________________
Dobry
wieczór, witam Was ponownie bardzo serdecznie.
Okładka
książki Jakuba Bączykowskiego 𝐽𝑒𝑠𝑧𝑐𝑧𝑒
𝑘𝑖𝑒𝑑𝑦ś 𝑧𝑎𝑡𝑎ń𝑐𝑧ę
𝑤 𝑑𝑒𝑠𝑧𝑐𝑧𝑢 może
sugerować lekką, przyjemną lekturę, tymczasem sama historia jest daleka od
optymizmu. To opowieść o przeżywaniu żałoby po stracie kogoś bliskiego, pełna
bólu, pustki i samotności, choć z delikatnym promykiem nadziei na końcu. Styl
autora jest przyjemny i wciągający, ale w tym kontekście nabiera szczególnej
wagi, bo każda emocja opowiedziana głosem głównej bohaterki Basi trafia wprost
w serce. Narracja pierwszoosobowa sprawia, że miałam wrażenie, jakbym siedziała
tuż obok niej, słuchając jej rozważań o tęsknocie za tragicznie zmarłym mężem,
o codziennym zmaganiu się z pustką i troską innych ludzi, czasem fałszywą.
Jedynym prawdziwym wsparciem staje się pies męża, Uno, którego obecność i
troska o jego zdrowie rozpalają w Basi na nowo chęć do życia. Dla kogoś, kto
tak jak ja doświadczył utraty bliskich w dość krótkim czasie, ta powieść ma
wyjątkową wymowę. Jednym słowem, ta powieść wywarła na mnie niezatarte wrażenie
i trwale zapisze się w moim sercu.
ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:
𝗝𝗮𝗸𝘂𝗯
𝗕ą𝗰𝘇𝘆𝗸𝗼𝘄𝘀𝗸𝗶
– 𝗝𝗲𝘀𝘇𝗰𝘇𝗲 𝗸𝗶𝗲𝗱𝘆ś
𝘇𝗮𝘁𝗮ń𝗰𝘇ę 𝘄 𝗱𝗲𝘀𝘇𝗰𝘇𝘂
– 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮 𝟭𝟱
𝗽𝗮ź𝗱𝘇𝗶𝗲𝗿𝗻𝗶𝗸𝗮
𝟮𝟬𝟮𝟱 𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼
𝗪.𝗔.𝗕.
ᴛʏᴛᴜᴌ
ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗦𝘁𝗿𝗮𝘁𝗮
𝗶 𝗻𝗮𝗱𝘇𝗶𝗲𝗷𝗮
__________________________________________
Basia
była perfekcjonistką i miała ciężki tydzień w pracy. Lubiła to, co robiła, choć
czasem kadra pracownicza dawała jej w kość. Jako dyrektorka działu kadr starała
się być nie tylko profesjonalna, lecz także zaangażowana. Dobiegała
pięćdziesiątki, ale to nie wiek był powodem jej zmartwień. Miała poukładane
życie, kochającego męża u boku i dobrze ułożonego psa. Dzieci nie miała. Nie
było im dane ich mieć i z tym się już pogodziła. Martwiło ją, że ostatnio
relacje z mężem jakby nieco się ochłodziły. Aby odbudować więź, postanowili
wspólnie wyjechać do Białki na Podhalu, by odpocząć od codzienności, nabrać
dystansu i na nowo odnaleźć bliskość. W pensjonacie miło spędzali czas,
poświęcając go tylko sobie. Basia czuła się zrelaksowana i wypoczęta. Padał
deszcz, który dopełniał atmosferę ich wieczoru. To był ostatni raz, gdy Basia
myślała o deszczu jak o czymś pozytywnym. Potem przynosił tylko wspomnienia, a
wraz z nimi ból.
Gdy
ruszyli w drogę powrotną do domu, znów padał deszcz. Potem Basia obudziła się w
szpitalu w Kielcach, a przy jej łóżku siedziała siostra z zapuchniętymi od
płaczu oczami. Powiedziała jej, że mieli z Adamem poważny wypadek. Tylko gdzie
był Adam? Dlaczego nie było go przy jej łóżku? Chwila minęła, zanim dotarła do
niej straszna prawda. Adam już nigdy się nie pojawi. Ani teraz, ani nigdy.
Zginął na miejscu wypadku. Jak to możliwe?
Co
z tego, że siostra mówiła jej, iż wszyscy czekają na informacje o niej. Ona
chciała Adama. W tym momencie nie miało znaczenia wsparcie matki, przyjaciółki
ani brata Adama. Nie pragnęła czułości, pocieszeń ani żadnych słów, które miały
przynieść ulgę, bo wiedziała, że ta nigdy nie nadejdzie. Jej świat się zawalił.
Tam, na zewnątrz, nic się nie zmieniło. Świat był taki sam, a życie toczyło się
swoim rytmem. Wszystko wydawało się snem. „Zmarł na miejscu wypadku.” Ich dom,
ich życie legło w gruzach.
Pojawienie
się Wiktora, brata Adama, budziło w niej niepotrzebne wspomnienia. Kiedyś była
jego dziewczyną, zanim zakochała się w Adamie. Co jej teraz po jego obecności?
I pies Adama, ich pies. Przeżył, i co ona ma teraz z nim zrobić? Czy ktoś jej
to powie? Nie chciała psa, nie chciała niczego, co przypominało jej tamto
życie. Nie mogła znieść niczyjej obecności. Zaklinała rzeczywistość, chciała,
żeby wszystko zostało tak, jak było, ale przecież już nigdy nie będzie tak, jak
było.
Basia
zawsze kimś się opiekowała, a teraz… była zdana na innych. Bezwolna, załamana… Wszyscy
traktowali ją szczególnie, choć wcale tego nie chciała. Miała wrażenie, że
patrzy na siebie z boku, jakby odłączyła się od swojego ciała. Czuła się jak
zranione zwierzę. Podczas pogrzebu obecna była tylko ciałem. I wtedy na
cmentarzu zobaczyła ich psa. Psa Adama, który wyglądał tak samo jak ona. Tak
bardzo przypominał ją samą. Wtedy coś w niej pękło. Siedziała na ziemi przy
grobie, tuląc go w ramionach.
Zaczynała
żyć od zera, w wieku prawie pięćdziesięciu lat, z wyćwiczonym uśmiechem wdowy.
Musiała ułożyć sobie życie na nowo. Tylko jak? Nie mogła znieść tej nadmiernej
troski. Wiele rzeczy odtąd będzie musiała zrobić po raz pierwszy sama. Słowa
pocieszenia, puste frazesy, które słyszała od innych, tylko ją drażniły. Każdy
smutno kiwał głową, by po kilku krokach odetchnąć: „o jak dobrze, że mnie to
nie spotkało”. Choć po spotkaniach z nią żaden problem nie wydawał się im tak
ciężki jak wcześniej. Nie mogła ich winić, że dzięki śmierci Adama oni bardziej
doceniali swoje życie.
Autor
z niezwykłą wrażliwością ukazał etapy żałoby, a w postaci zrozpaczonej Basi
odnalazłam cząstkę siebie. Każdy musi przeżyć te etapy po swojemu, we własnym
tempie, wszystko zależy od tego, kim dla nas była bliska zmarła osoba i jakie
relacje nas łączyły. Znam doskonale ten stan, gdy po otwarciu oczu rano dociera
świadomość, że to nie był sen, lecz tragiczna prawda. Każdego poranka ponowne
umieranie, kolejna fala rozpaczy.
Basia
także musi uporać się ze swoją żałobą, rozpaczą, złością, rozgoryczeniem i
wreszcie z pustką i tęsknotą. Jakub Bączkowski krok po kroku opowiada, co Basia
czuła i przeżywała. O jej życiu w iluzji, w wyparciu śmierci. Na takie
cierpienie nie ma leku, trzeba czasu, trzeba czekać, by ten czas uleczył rany.
Nie, nie uleczył, tylko przyzwyczaił do bólu i tęsknoty za ukochaną osobą.
Powoli trzeba godzić się z tym, co nieodwracalne. Nauczyć się żyć bez tej
osoby. Pozwolić jej odejść, pożegnać, bo tak już nikt i nic tego nie zmieni.
Każdy swoją stratę przeżywa inaczej. Po swojemu. Musi się odnaleźć w swojej
codzienności.
Powrót
do pracy to potrzeba powrotu do poprzedniego życia, tylko że ludzie w tym
środowisku zupełnie tego nie rozumieją. Oczekują od osieroconej osoby, że
będzie kimś takim jak dawniej, tylko że tamtej osoby już nie ma. Puste słowa,
frazesy, próby pocieszania budzą wewnętrzny opór. Chciałoby się wykrzyczeć im w
twarz, że nic nie wiedzą i lepiej, żeby zamilkli i zajęli się swoją pracą.
Banalne i niezręczne rozmowy powtarzają się i nie przynoszą ulgi. Znam te
uczucia doskonale. Myśli się wtedy, jak cudownie byłoby zapaść się w nicość,
zapomnieć. Wykasować wszystko. A potem przychodzi refleksja: a co, jeśli
zapomnę wszystko?
Praca
dla Basi miała być terapią, ale okazała się kolejną próbą charakteru i zadaniem
ponad siły. Trzeba jednak przebrnąć przez ten trudny czas, aby odzyskać spokój
i równocześnie rozwiązać problemy firmy. Tylko co to są za problemy? Miałaby
ochotę zrobić na ten temat wykład i opowiedzieć, czym są prawdziwe problemy. Basia
próbuje zachować pozory normalności. Chciałaby przesunąć wskazówki zegara.
Tylko jak to zrobić? Nie da się. Trzeba być tu i teraz, ze swoim bólem i
rozpaczą. A może gdyby udało się cofnąć czas, można by coś zmienić. Sama nie
wie, czy pragnie towarzystwa innych, czy wręcz przeciwnie.
Współpracownicy
wierzą, że będzie się tą samą osobą. Oczekują profesjonalizmu i zaangażowania w
chwili, gdy jest się kupą gruzu, garścią ludzkiej rozpaczy, rozsypaną paczką
puzzli. Gdy ma się ochotę wyć w głos. Poraża brak współczucia i taktu. Ludzie
patrzą, oceniają, oczekują określonych zachowań. A przecież to nie oni cierpią,
nie oni wyją z bólu i nie płaczą z tęsknoty. Skoro nie cierpią za innych, nie
mają prawa oceniać ani decydować o tym, jak ktoś ma żyć po śmierci bliskiej
osoby.
Bo
skąd ludzie mają wiedzieć, co powiedzieć, a czego nie? Co wypada, a co jest
zabronione? Trudno obcować z ludźmi w żałobie na gruncie prywatnym, a co
dopiero w pracy czy publicznie, gdzie obowiązuje cała masa zasad kurtuazji i
granic, których nie powinno się przekraczać. Nikt i nigdzie tego nie uczy, więc
trudno mieć pretensje, że nie wiedzą, jak się zachować.
Szkoli
się ludzi w różnych dziedzinach, ale nikt nie uczy, jak rozmawiać z osobami w
żałobie. Młodzi są przekonani, że myślenie o śmierci należy do starszych, jakby
to im była przypisana rola tych, którzy się z nią oswajają. Tymczasem śmierć
nie zważa na wiek. Może przyjść do każdego, niezależnie od tego, ile ma lat.
Ta
historia trafiła prosto w moje serce, celnie jak lotka w tarczę. W historii
Basi, w jej żałobie, przeglądałam się jak w lustrze. Widziałam w nim siebie
sprzed lat, a łzy powoli spływały po mojej twarzy, z szeroko otwartych oczu. Nie
mogłam ich powstrzymać, pozwoliłam im płynąć. Podobnie jak Basia, nie chciałam wpuścić
światła do swojego życia, wolałam pozostać smutna. Ale czy w ogóle coś ode mnie
zależało? Tak jak na Basię, świat nie mógł na mnie czekać w nieskończoność, aż
przestaną mnie nękać zawieszenia, drzemki, napady płaczu.
Każde
słowo i każde zdanie w tej powieści doskonale odzwierciedla myśli oraz
zachowania osoby pogrążonej w żałobie. Chwilami byłam taką Basią, taką osobą
sprzed lat, myślała i czuła tak samo jak
ja. Bliska mi była ta bohaterka i jej dramat. Ona straciła męża, a ja syna.
Gwałtownie i niepodziewanie, z zaskoczenia. Ale czy można być przygotowanym na
coś takiego?
Przychodzi
moment, gdy Basia wraca do pracy, najpierw zdalnie, a potem stacjonarnie. Pracując
z domu, mogła zacząć oceniać swoje życie inaczej, nie przez pryzmat zasady, że
„o zmarłych nie mówi się źle”. Z perspektywy czasu zaczęła patrzeć na swój
związek bardziej pragmatycznie. Wiedziała, że nie było „idealnej” jej i
„idealnego” Adama. Byli parą, która stawała się „idealna” dzięki wspólnej
codziennej pracy. Przed oczami przesuwały się kadry z życia, chwile, gdy
bezskutecznie starali się o dziecko, gdy stopniowo oddalali się od siebie, gdy
ona skupiła się na karierze, a on zdradził ją i poświęcił więcej uwagi psu.
Pamiętała, jak udawała, że nic o tym nie wie. Wszystko w życiu ma swoje
konsekwencje. Nie byli idealni.
Podziwiam
autora za wrażliwość i niesamowity dobór słów, za ten bardzo obrazowy przekaz o
życiu po stracie i etapach przechodzenia przez żałobę. Jakub Bączykowski tak pięknie cytuje fragmenty
książki Valérie Perrin „Życie Violette”. Szczególnie ujął mnie ten fragment:
„Śmierć jest jak ten pałętający się nam ciągle pod nogami pies, którego
obecność dostrzegamy dopiero, kiedy nas ugryzie. Albo, jeszcze gorzej, ugryzie
kogoś nam bliskiego”.
Im
więcej miałam za sobą stron 𝐽𝑒𝑠𝑧𝑐𝑧𝑒
𝑘𝑖𝑒𝑑𝑦ś 𝑧𝑎𝑡𝑎ń𝑐𝑧ę
𝑤 𝑑𝑒𝑠𝑧𝑐𝑧𝑢, tym
bardziej odnajdywałam siebie w uczuciach Basi, która podobnie jak ja utraciła
kogoś bliskiego. Historia opowiedziana przez autora pokazuje, że Basia straciła
nie tylko męża. Kolejność naszych strat została zaburzona. Śmierci własnego
dziecka nie powinniśmy doświadczać nigdy, ale na to, niestety, nie mamy wpływu.
Może
się wydawać, że ta historia krąży tylko wokół Basi, i tak zapewne jest. Ale tak
naprawdę chodzi o istotę żałoby, o tęsknotę po odejściu kogoś bliskiego i o przeżywanie
wszystkiego dzień po dniu. A każdy taki ból nosi w sobie inaczej, po swojemu.
Basia wcześniej doświadczyła utraty kilku ciąż i ośmiodniowego dziecka, więc
cierpienie nie było jej obce, ale śmierć Adama miała zupełnie inny wymiar i
ciężar. Jedynym jasnym punktem w życiu Basi jest labrador Uno, pies męża,
którym teraz się opiekuje. Pies ma już swoje lata i nie jest okazem zdrowia,
dlatego Basia zaczyna skupiać uwagę na jego stanie. Basia w końcu daje sobie
prawo do słabości i do ochrony siebie. Skoro wszyscy tak bardzo chcą jej pomóc,
to dlaczego by z tego nie skorzystać?
Ta
powieść udowadnia, że żałoba nie ma określonego rytmu ani schematu, że każdy
musi przejść przez nią po swojemu. Utrata bliskiej osoby to doświadczenie,
które zmienia całe życie i nie da się go uniknąć ani przyspieszyć. 𝐽𝑒𝑠𝑧𝑐𝑧𝑒
𝑘𝑖𝑒𝑑𝑦ś 𝑧𝑎𝑡𝑎ń𝑐𝑧ę
𝑤 𝑑𝑒𝑠𝑧𝑐𝑧𝑢 to
opowieść o bólu, o próbie pogodzenia się z nieodwracalnym, ale też o drobnych
krokach w stronę życia, które trzeba zacząć układać na nowo. To historia, która
zostaje w sercu i przypomina, że nawet w największej rozpaczy można odnaleźć
iskierkę nadziei i powoli uczyć się żyć dalej.
𝑃𝑟𝑧𝑒𝑚𝑖𝑗𝑎𝑛𝑖𝑒
𝑗𝑒𝑠𝑡 𝑛𝑖𝑒𝑢𝑐ℎ𝑟𝑜𝑛𝑛𝑒,
𝑎𝑙𝑒 𝑡𝑜 𝑛𝑖𝑒 𝑧𝑛𝑎𝑐𝑧𝑦,
ż𝑒 𝑧𝑎𝑤𝑠𝑧𝑒 𝑡𝑦𝑙𝑘𝑜
𝑠𝑚𝑢𝑡𝑛𝑒. 𝐾𝑎ż𝑑𝑦
𝑒𝑡𝑎𝑝 𝑛𝑎𝑠𝑧𝑒𝑔𝑜
ż𝑦𝑐𝑖𝑎 𝑝𝑟𝑧𝑦𝑛𝑜𝑠𝑖
𝑐𝑜ś 𝑛𝑜𝑤𝑒𝑔𝑜, 𝑐𝑜ś
𝑤𝑎𝑟𝑡𝑜ś𝑐𝑖𝑜𝑤𝑒𝑔𝑜.
_________________________________
Dziś
już z Wami się żegnam, życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.
ʜᴀʟɪɴᴀ
__________________________________
Współpraca barterowa / Wydawnictwo W.A.B
Jakub Bączykowski
__________________________________
Autor: Jakub Bączykowski
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 288
Gatunek: obyczajowa/ romans
Data premiery: 15 października 2025
Moja ocena: 09
/10
Komentarze
Prześlij komentarz