ŻYĆ NAPRAWDĘ
𝘊𝘻𝘸𝘢𝘳𝘵𝘦𝘬 𝟤𝟫-𝟢𝟣-𝟤𝟢𝟤𝟨
*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸 *
________________
Dzień
dobry, witam Was ponownie bardzo serdecznie.
Twórczość
Klaudii Muniak znałam dotąd przede wszystkim z thrillerów medycznych, dlatego 𝑇𝑜
𝑚𝑜ż𝑒 𝑠𝑖ę 𝑢𝑑𝑎ć okazało
się dla mnie miłą niespodzianką. To powieść obyczajowa, która wciąga od
pierwszych stron i opowiada historię Oli Kochanowicz, kobiety żyjącej w
pozornie stabilnym związku. Słowo „pozornie” od razu budzi ciekawość, bo Ola ma
swoje marzenia, które nie do końca pokrywają się z oczekiwaniami partnera,
Marcela, dla którego porzuciła ojczyznę i zamieszkała w Anglii. Teraz zaczyna
dostrzegać nowe oblicze mężczyzny, które wywołuje w niej niepokój. Czy Marcel
rzeczywiście tak bardzo się zmienił, czy może zawsze taki był, a ona dopiero
teraz to zauważyła? Historia Oli toczyła się spokojnie, z dbałością o szczegóły
i emocje, pozwalając mi delektować się powieścią jak wybornym ciastem, którego
pieczenie Ola opanowała do perfekcji.
ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:
𝗞𝗹𝗮𝘂𝗱𝗶𝗮
𝗠𝘂𝗻𝗶𝗮𝗸 – 𝗧𝗼 𝗺𝗼ż𝗲
𝘀𝗶ę 𝘂𝗱𝗮ć – 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮
𝟬𝟰 𝗴𝗿𝘂𝗱𝗻𝗶𝗮
𝟮𝟬𝟮𝟱 𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼
𝗣𝗿𝗼𝘇𝗮𝗺𝗶
ᴛʏᴛᴜᴌ
ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: Ż𝘆ć 𝗻𝗮𝗽𝗿𝗮𝘄𝗱ę
_______________________________________
Utalentowana
cukierniczka Ola Kochanowicz, prowadząca działalność domową i wypiekająca
ciasta na zamówienie, ma szansę dostać pracę w prestiżowej londyńskiej
cukierni, o której od dawna marzyła. Jej entuzjazmu nie podziela partner,
Marcel, który uważa tę pracę za nieistotną i wolałby, żeby Ola urodziła mu
dziecko. Chciałby, by skupiła się na poczęciu potomka, a nie na pieczeniu
ciast. Ola nie wyklucza bycia matką, jednak nie teraz, i czuje się dotknięta
tym, że on nie liczy się z jej zdaniem ani nie bierze pod uwagę jej marzeń. W
przeciwieństwie do niej, bo ona zawsze wspierała go w dążeniu do sukcesu.
Mało
tego, on stawia ich związek pod murem, a kobieta jest tym zdruzgotana, bo z
jednej strony bardzo marzy o pracy w Sweetie Goods, a z drugiej zastanawia się,
czy Marcel nie ma racji w kwestii rodzicielstwa. Łączy ich wieloletni związek i
Ola jest przekonana, że kocha partnera, a on ją. Jednak po raz pierwszy zdaje
sobie sprawę, że partner nie traktuje jej poważnie i zamiast ją wspierać oraz
cieszyć się jej sukcesami, umniejsza wartość pracy, którą wykonuje.
Na
szczęście Ola zawsze może liczyć na swoją przyjaciółkę Ewę. Kobiety nadają na
tych samych falach, łączy je wiele, a przede wszystkim wielka pasja do
wypieków. Ewa szczerze i od serca cieszy się z każdego sukcesu Oli i nie
omieszka skrytykować zachowania Marcela. On zaś wywiera na Olę presję, ponieważ
koniecznie chce zostać ojcem, zupełnie nie biorąc pod uwagę jej potrzeb, nawet
gdy ona stara się mu je bardzo czytelnie zakomunikować.
Ola
nie wierzy w swój sukces, ponieważ cierpi na syndrom dziecka porzuconego. Wciąż
wydaje jej się, że nie zasługuje na powodzenie, a jej partner wcale jej nie
wspiera, raczej zasiewając w niej obawy, w przeciwieństwie do przyjaciółki.
Rozmowy Oli z Marcelem nieustannie krążą wokół tematu poczęcia dziecka, na co
ona reaguje coraz większą niechęcią. Chce zostać matką, ale dopiero wtedy, gdy
będzie na to gotowa, a nie pod presją partnera. Pragnie, by była to jej
świadoma decyzja, a nie spełnienie cudzego oczekiwania.
Mogłoby
się wydawać, że pragnienie zostania ojcem świadczy dobrze o Marcelu, ale
niechęć wobec niego budził fakt, że w ogóle nie brał pod uwagę zdania
partnerki. Żal mi było Oli, która nieustannie próbowała zrozumieć i wytłumaczyć
sobie jego zachowanie. Wiadomo, że w kwestii rodzicielstwa wchodzą w grę
ogromne emocje i łatwo o nieporozumienia. Jednak tak poważna decyzja musi być
podejmowana świadomie przez oboje partnerów. Dziecko to nie zabawka ani kotek
czy piesek, to mały człowiek, którego pojawienie się na świecie zmienia
wszystko.
Ola
spaceruje po ulicach, przygląda się małym dzieciom i zaczyna mieć coraz większe
wątpliwości w sprawie odkładania macierzyństwa. Przecież nie ma nic przeciwko
maluchom, naprawdę. Ale jeszcze nie chce ich mieć, to nie jej czas. Najbardziej
przytłacza ją to, że we współczesnym świecie od kobiety oczekuje się tak wiele.
Powinna realizować się na wielu polach, i przy tym nie narzekać. Ola czuje się
rozdarta i coraz bardziej zirytowana. Zastanawia się, dlaczego mężczyźni nie
muszą wybierać.
Gdy
Ola otrzymuje wymarzoną pracę i wydaje jej się, że nic nie zdoła popsuć jej
dobrego nastroju, Marcel zamiast dzielić z nią radość i okazać entuzjazm,
reaguje obojętnie. Zamiast cieszyć się jej sukcesem, próbuje go umniejszyć,
przypominając o trudnościach codziennego życia i o tym, że będzie musiała
codziennie dojeżdżać do pracy, jakby sama o tym nie wiedziała.
Początkowo
książka wydaje się miłą i słodką opowieścią, może za sprawą wypieków Oli i
przedstawionego świata kobiety, który wydaje się szczęśliwy i poukładany. Może
nawet starałam się zrozumieć Marcela, bo podobnie jak zakochana w nim Ola, nie
dostrzegałam czerwonych flag w jego zachowaniu. Później autorka zaczyna dotykać
trudniejszych tematów, które wzruszają i chwytają za serce. Problemy, z którymi
mierzy się główna bohaterka, są przedstawione wiarygodnie, i zaczęło do mnie
docierać, tak jak do Oli, że Marcel nie jest kochającym partnerem. Zaczęłam jej
współczuć i zastanawiać się, jak poradzi sobie z osaczającym ją partnerem, gdy
zda sobie sprawę, jak bardzo się pomyliła co do niego. Był miły i układny, dopóki
Ola robiła to, czego od niego oczekiwał, a gdy chciała realizować własne
marzenia, pokazał swoją prawdziwą twarz.
Nie
wiadomo, jak potoczyłyby się losy Oli, gdyby nie spotkała Damiana, chłopaka,
który mieszkał na skłocie i żył z grania na ulicy. Wtedy Ola dostrzegła, że ten
zupełnie obcy mężczyzna okazywał jej więcej zrozumienia i wsparcia niż
człowiek, z którym mieszkała. Początkowo budziło to moją niechęć wobec
zachowania Oli, która czuła do Damiana coraz większą sympatię. Wydawało mi się
to bardzo schematyczne: nie układa się w związku, więc pojawia się ktoś, kto
pociesza i głaszcze po głowie. Jednak Ola dzielnie walczy z tym zauroczeniem,
bo chce być lojalna wobec swojego partnera. Ciągnie ją do Damiana, ponieważ nie
ocenia jej, nie oskarża, nie wywiera presji i o nic się nie obraża. Pojawia się
wtedy, gdy Ola go potrzebuje, i akceptuje jej wybory, bo jego zdaniem
najważniejsza jest uważność na drugiego człowieka oraz danie mu swobody
działania i podejmowania własnych decyzji.
Jak
się wkrótce miało okazać, Marcel nie tylko lekceważył plany Oli, ale postanawiał
realizować własne, bez konsultacji z partnerką. I to staje się punktem zwrotnym
w ich związku. Marcel przeliczył się ze swoim wpływem na Olę, bo kobieta ma
przyjaciół, którzy ją wspierają. Tym razem manipulacja nie zadziałała. Sześć
lat temu rzuciła dla niego wszystko, zostawiła nawet ukochaną babcię w Polsce.
Teraz on oczekuje, że kolejny raz postąpi tak, jak on chce. Jest zszokowany
oporem Oli i próbuje ją zmusić do posłuszeństwa opowieściami o tym, jaka jest
nieporadna i że bez niego sobie nie poradzi. Uważa ją za swoją własność i nie
zamierza tak łatwo z niej zrezygnować.
O
ile wcześniej zastanawiałam się, czy Ola faktycznie ma rację, odsuwając się od
swojego wieloletniego partnera zamiast z nim szczerze porozmawiać i próbować
naprawić ich relację, o tyle po tym, jak zareagował, gdy chciała się mu
przeciwstawić, już nie miałam wątpliwości. Ola przez te lata była z
niewłaściwym mężczyzną, który ją ograniczał, nie wspierał, umniejszał jej
zasługi. Był egoistą skupionym wyłącznie na sobie. Gdyby nie naciskał na nią
tak bardzo w sprawie dziecka, Ola nigdy nie przejrzałaby na oczy, że żyła z
narcyzem, który dbał tylko o własne potrzeby, a ona miała być posłuszna i robić
to, czego od niej oczekiwał. Damian zaś był jego zupełnym przeciwieństwem.
Uważny, empatyczny i choć Ola bardzo mu się podobała, nie wywierał na nią
żadnej presji.
𝑇𝑜
𝑚𝑜ż𝑒 𝑠𝑖ę 𝑢𝑑𝑎ć to
powieść nie tylko o tym, że nigdy nie jest za późno, by odzyskać siebie, ale
przede wszystkim o tym, że miłość to patrzenie w tę samą stronę, posiadanie
wspólnych celów i marzeń oraz wzajemne wspieranie się w ich realizacji. To
bycie uważnym nie tylko na swoje potrzeby, ale też na potrzeby partnera.
Związek to pasmo kompromisów, a nie wykorzystywania jednej osoby przez drugą.
Miłość to nie pluszowy miś, parafrazując piosenkę Happysadu Zanim pójdę, to nie
miłość, kiedy jedno płacze, a drugie po nim skacze, ale miłość, kiedy jedno
spada w dół, a drugie ciągnie je ku górze. I tak właśnie powinno to wyglądać.
Najbardziej
urzekło mnie to, w jaki sposób autorka pokazała, jak doświadczenia z
dzieciństwa kształtują całe późniejsze życie. Niezaspokojone w dzieciństwie
potrzeby nie znikają same z siebie, wręcz przeciwnie, dorosłe osoby szukają ich
spełnienia w związkach, często nietrafionych, bo nie chcą być same. Tak jak
Ola, która tak bardzo pragnęła mieć kogoś, że przymykała oczy na ignorancję
Marcela. Oczekiwała miłości i zainteresowania, a dostała jedynie obojętność i
roszczeniowość. Wzruszające jest spotkanie Oli z matką po latach i ich szczera,
wspólna rozmowa. Choć na pewno nie uda im się naprawić wszystkich straconych
lat jednym spotkaniem ani jedną rozmową, pojawia się światełko w tunelu i
nadzieja, że może się udać.
Wszystko
może się udać, jeśli w to uwierzymy i będziemy mieli wsparcie osób, którym na
nas zależy. Ewa i Damian to ludzie, jakich każdy chciałby mieć w swoim życiu.
_________________________________
Dziś
już z Wami się żegnam, życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.
ʜᴀʟɪɴᴀ
__________________________________
Współpraca barterowa / Wydawnictwo Prozami
Klaudia Muniak
__________________________________
Autor: Klaudia Muniak
Wydawnictwo: Prozami
Ilość stron: 336
Gatunek: obyczajowa/romans
Data premiery: 04 grudnia 2025
Moja ocena: 08
/10

Tematyka wpływu dzieciństwa na obecne postępowanie i decyzji nigdy mi się nie znudzi.
OdpowiedzUsuńMnie też chyba nie, Anula. W ogóle lubię takie historie, które mogłyby wydarzyć się naprawdę.
Usuń