HISTORIA BEZ OGNIA

 

𝘚𝘰𝘣𝘰𝘵𝘢  𝟣𝟦-𝟢𝟥-𝟤𝟢𝟤𝟨

*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸  *

________________

Dzień dobry, witam Was ponownie bardzo serdecznie.

Sięgając po powieść 𝑂𝑠𝑡𝑎𝑡𝑛𝑖 𝑡𝑎𝑛𝑖𝑒𝑐 Rafała Wicijowskiego miałam pewne wyobrażenie o tym, czego mogę się spodziewać. Autor od dłuższego czasu prowadzi blog „Oczami mężczyzny”, na który przyznaję, czasami zaglądam. Lubię jego przemyślenia o relacjach, emocjach i codzienności, dlatego naturalnie oczekiwałam, że podobną wrażliwość odnajdę również w jego książce. Zapowiadała się historia z ciekawym motywem i potencjałem na naprawdę poruszającą opowieść o uczuciach. Podczas lektury towarzyszyła mi jednak pewna rozbieżność między tym, czego się spodziewałam, a tym, co faktycznie dostałam. Liczyłam na silne emocje, na historię, która wciągnie mnie bez reszty i pozwoli poczuć prawdziwą chemię między bohaterami. Tymczasem uczucia, które wybrzmiewały z kart powieści, okazały się raczej stonowane, momentami wręcz zaskakująco chłodne. Nie potrafiłam w pełni uwierzyć w relację bohaterów ani w siłę ich więzi.

 

ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ᴘʀᴢᴇᴅꜱᴛᴀᴡɪᴀ:

𝗥𝗮𝗳𝗮ł 𝗪𝗶𝗰𝗶𝗷𝗼𝘄𝘀𝗸𝗶 – 𝗢𝘀𝘁𝗮𝘁𝗻𝗶 𝘁𝗮𝗻𝗶𝗲𝗰 – 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮 𝟭𝟭 𝗹𝘂𝘁𝗲𝗴𝗼 𝟮𝟬𝟮𝟲 𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼 𝗙𝗶𝗹𝗶𝗮

ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗛𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗮 𝗯𝗲𝘇 𝗼𝗴𝗻𝗶𝗮

________________________________________

Michał i Julia poznali się przypadkiem. Od pierwszej chwili czuli, że nadają na tych samych falach. To była miłość od pierwszego wejrzenia i przez lata ich znajomości to uczucie tylko się pogłębiało. Nie było to zwykłe zauroczenie ani to pierwsze, oszałamiające uczucie, które zapiera dech w piersiach i odbiera rozum. Pokochali się tak głęboko, jak kocha się kogoś, kogo naprawdę się zna. Ze wszystkimi niedoskonałościami, z tymi cichymi gestami, które znaczą więcej niż tysiąc słów.

Większość ludzi szuka takiej miłości przez całe życie. Czasem budują związki z pragnienia, by nie być samemu. I żyją latami, nawet nie wiedząc, czego im brakuje. Nieliczni trafiają na kogoś, przy kim wszystko staje się prostsze, przy kim można być sobą, przy kim nawet najtrudniejsze chwile stają się znośne. Julia i Michał wydawali się właśnie taką parą.

Przez pięć lat budowali swój związek. W swoich oczach i w oczach przyjaciół byli parą idealną. Jednak w dniu, w którym mieli się pobrać, gdy szczęśliwa Julia miała zostać żoną Michała i połączyć z nim swoje życie, wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał. Przed ołtarzem zamiast narzeczonego dziewczyna otrzymała jedynie kartkę z krótkim zdaniem, które złamało jej serce.

Mija dekada od tamtych zdarzeń i Julia jakoś poukładała sobie życie. Pracuje w szkole, a od ostatnich dwóch lat próbuje nawiązać bliższą relację z kolegą z pracy, Jakubem. Człowiekiem dobrym i szczerym. A gdy wydaje się, że wszystko zaczyna toczyć się w dobrym kierunku, Michał nagle wraca. Do Polski, do domu, do życia Julii. Chce jej wszystko wyjaśnić i przeprosić. Po dziesięciu latach milczenia.

Julia jest wzburzona. Z jednej strony chce poznać prawdę i dowiedzieć się, dlaczego przed laty ukochany porzucił ją przed ołtarzem, upokarzając na oczach całej rodziny. Dlaczego mężczyzna czekał aż do dnia ślubu, by ją porzucić i złamać jej życie? Z drugiej strony wolałaby już nigdy go nie zobaczyć.

Wydawało mi się, że od tej chwili coś wreszcie zacznie się dziać, bo do akcji wkraczają uczucia Julii, Michała i Kuby, który liczył, że założy z Julią rodzinę. Liczyłam, że poczuję coś, co mnie poruszy, wzbudzi emocje. Niestety były to tylko negatywne odczucia. Byłam zła, poirytowana, nie potrafiłam współczuć bohaterom. Trudno bowiem zrozumieć, że po dziesięciu latach katuszy i próbie poukładania sobie życia, Julia miała teraz wracać do początku i zaczynać wszystko od nowa.

Julia bardzo bała się tego spotkania i towarzyszących mu uczuć. Jak miała sobie z nimi poradzić? Powrót Michała, wyrzuty Kuby, którego to przerosło, ciężar niewypowiedzianych słów i kłębiących się pytań. Jak rozpocząć taką rozmowę po tak długim czasie? Czy mogła przez wszystkie te lata nosić w sobie dawną miłość i czekać na jego powrót? Od tego momentu miałam wrażenie, że oglądam amerykański film o wszystkim i o niczym.

Julię i Michała podzielił czas, wszystko stracili, a mogli przez cały ten czas być razem. To Michał podjął decyzję za nich oboje. Czy w imię miłości miał do tego prawo, czy powinien pozwolić Julii wybrać samodzielnie? Może razem obojgu mimo wszystko byłoby lżej. Teraz wrócił i obciąża ją tym, przed czym rzekomo chciał ją wtedy chronić. Oczekuje, że Julia w imię ich wielkiej miłości wysadzi w powietrze swoje normalne życie. Niektórych rzeczy nie da się już zastąpić ani naprawić. Nie można wrócić do miejsc, które były dla nich wyjątkowe. Nic nie zdarza się dwa razy.

Dodatkowo coraz bardziej zaczęła mi przeszkadzać wszechobecna ckliwość opowieści oraz powtarzalność niektórych wątków. Na końcach rozdziałów pojawiały się krótkie refleksje autora, coś na kształt życiowych porad czy złotych myśli o miłości i życiu. Zamiast pogłębiać historię, przypominały raczej fragmenty poradnika o tym, jak żyć lepiej i budować szczęśliwe relacje. W pewnym momencie zaczęłam mieć wrażenie, że te wstawki wytrącają mnie z rytmu opowieści i odbierają mi przyjemność czytania.

Być może jest to książka skierowana przede wszystkim do młodszych czytelniczek, które dopiero odkrywają emocjonalne zawiłości miłości i relacji. Patrząc jednak z perspektywy dojrzałej czytelniczki, z własnym bagażem doświadczeń, odniosłam wrażenie, że historia momentami ociera się o przesadną słodycz, a nawet o pewien literacki absurd. Tego typu opowieść być może zachwyciłaby mnie wiele lat temu, kiedy romantyczne melodramaty działały na moją wyobraźnię znacznie silniej.

Sięgając po tę powieść kierowałam się przede wszystkim opisem wydawcy, który zapowiadał poruszającą historię pełną emocji. Wszystko wskazywało na to, że będzie to opowieść o miłości, przyjaźni i cierpieniu, czyli o tym, co w literaturze potrafi najmocniej dotknąć odbiorcę. Te elementy rzeczywiście w książce się pojawiają, jednak w moim odczuciu zabrakło w niej czegoś znacznie ważniejszego. Tego wewnętrznego żaru, który sprawia, że historia wciąga bez reszty i nie pozwala oderwać się od kolejnych stron.

Dziś jednak od literatury oczekuję czegoś więcej. Szukam w książkach historii, które nie tylko wzruszają, ale także zostawiają we mnie coś trwałego, prowokują do refleksji i zmieniają sposób patrzenia na świat. 𝑂𝑠𝑡𝑎𝑡𝑛𝑖 𝑡𝑎𝑛𝑖𝑒𝑐 miał potencjał, by taką historią się stać, jednak w moim odczuciu bliżej mu do stylu amerykańskich melodramatów, które próbują za wszelką cenę wycisnąć z czytelnika łzy. Problem w tym, że w moim przypadku te emocje nie dały o sobie znać tak mocno, jak się tego spodziewałam.

Podczas lektury brakowało mi napięcia i emocji, które sprawiają, że z niecierpliwością czekam na rozwój wydarzeń. Zamiast tego miałam wrażenie, że wszystko toczy się bardzo przewidywalnym rytmem. Kolejne rozdziały czytałam z nadzieją, że w pewnym momencie pojawi się coś, co naprawdę mnie zaskoczy, jakiś zwrot akcji albo emocjonalny moment, który nada tej historii głębi. Niestety nic takiego się nie wydarzyło.

Z każdą następną stroną coraz bardziej czułam, że zmierzam jedynie do końca tej opowieści. Czekałam na tytułowy ostatni taniec, ale już nie z ciekawości czy wzruszenia, lecz raczej z poczuciem, że to właśnie on zamknie historię, która zamiast mnie porwać, pozostawiła we mnie przede wszystkim rozczarowanie.

Piękne byłoby przedstawienie miłości Julii i Michała, gdyby nie była tak naiwnie jednostronna. Autor ukazał Julię jako kobietę mało wartościową i niezbyt inteligentną. Kobietę, która oparła swoją tożsamość na wspomnieniach dawnego „my” i nagle musi zmierzyć się z tym, co minęło. Tak autor widzi rolę kobiety? Mamy wiernie czekać, podczas gdy mężczyźni mogą wyjeżdżać daleko i wracać, kiedy nie mają już dokąd? Potrzeby Michała się liczyły, a Julii nie? Spodziewałam się psychologicznego studium postaci, a otrzymałam łzawy romans. Historia napisana w imię zasady, że miłość wszystko wybaczy, ma ona przetrwać wszystko i znosić wszystkie trudności. Bohaterowie próbują odnaleźć swoje miejsce w uczuciach po latach rozłąki, bo podobno prawdziwej miłości nie mierzy się latami, lecz intensywnością chwil, które potrafi się razem przeżyć. Czasami jednak nawet najpiękniejsze wspomnienia nie wystarczą, by zbudować przyszłość, gdy decyzje jednej osoby rzutują na życie drugiej. Miłość wymaga nie tylko oddania, lecz także szacunku, dokonywania wyborów i gotowości do ponoszenia konsekwencji swoich czynów, a tego tutaj zabrakło, dlatego ja w miłość 𝑂𝑠𝑡𝑎𝑡𝑛𝑖𝑒𝑔𝑜 𝑡𝑎ń𝑐𝑎 nie uwierzyłam.

_________________________________

Dziś już z Wami się żegnam, życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.

ʜᴀʟɪɴᴀ

__________________________________

Współpraca barterowa – Wydawnictwo Filia

Rafał Wicijowski

__________________________________

Autor: Rafał Wicijowski
Wydawnictwo: Filia

Ilość stron: 336
Gatunek: obyczajowa / romans

Data premiery: 11  lutego  2026
Moja ocena: 06 /10


 


Komentarze

  1. Świetna i merytoryczna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Anula. To było trudne zadanie, bo książka u większości czytelniczek budzi zachwyt, a ja znalazłam się po zupełnie przeciwnej stronie. Na szczęście nie jestem w tej opinii odosobniona. Dla mnie ta historia okazała się mało wiarygodna, zbyt ckliwa i zupełnie oderwana od realnego życia.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ZAPOWIEDŹ RECENZJI

TRZY TAJEMNICE

ZAPOWIEDZI, NOWOŚCI, PREMIERY