W CIENIU WSPOMNIEŃ I DRUGICH SZANS
𝘗𝘪ą𝘵𝘦𝘬 𝟢𝟨-𝟢𝟥-𝟤𝟢𝟤𝟨
*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸 *
________________
Dobry
wieczór, witam Was ponownie bardzo serdecznie.
Czytałam
kiedyś, że Agata Czykierda Grabowska w swoich książkach stawia przede wszystkim
na prostotę i realizm, a oddając historię w ręce czytelników zawsze bierze za
nią pełną odpowiedzialność. Pisanie stało się dla niej naturalnym przedłużeniem
najukochańszej pasji, czyli czytania. I chyba właśnie dlatego jej opowieści
mają w sobie coś tak autentycznego. Czuć w nich prawdziwe emocje, codzienność i
ludzi, którzy mogliby mieszkać tuż obok nas. Od pierwszych stron poczułam z tą
książką pewien szczególny rodzaj chemii. To nie jest historia oparta na
pędzącej akcji czy zaskakujących zwrotach wydarzeń. Jej siła tkwi gdzie
indziej. W spokojnym rytmie opowieści i w powracających wspomnieniach.
Retrospekcje budują tu atmosferę nostalgii i delikatnej melancholii,
przywołując obrazy sielskich wakacji spędzanych u dziadków. Jest w tych
fragmentach coś niezwykle ciepłego. Beztroska tamtych lat powraca z całą swoją
prostotą, dlatego tak łatwo zanurzyć się w tej historii i pozwolić, by na
chwilę zatrzymała czas. Tytułowe burze stają się natomiast symbolem życiowych
zawirowań, które prędzej czy później dotykają każdego z nas. Powieść Agaty
Czykierdy Grabowskiej to opowieść o drugich szansach, o uczuciach, które
potrafią przetrwać naprawdę wiele, i o nadziei, która pojawia się nawet wtedy,
gdy wydaje się, że wszystko zostało już utracone. Czasem życie prowadzi nas
przez tyle burz, że zaczynamy wierzyć, iż spokój już nigdy nie nadejdzie. A
jednak są historie, które przypominają, że nawet po najciemniejszych chmurach
potrafi pojawić się światło. Są wspomnienia, do których wraca się jak do
ciepłego letniego popołudnia sprzed lat, i właśnie w takim nastroju napisana
jest opowieść zawarta w książce 𝑃𝑟𝑧𝑒𝑧 𝑚𝑖𝑙𝑖𝑜𝑛
𝑏𝑢𝑟𝑧 autorstwa Agata Czykierda Grabowska.
To przepiękna
historia, która bardzo szybko skradła moje serce.
______________________________________________________________
Martyna
poświęciła lata pracy w korporacji, wkładając w nią całe serce. Jeden błąd
wystarczył, by stracić wszystko. Gdy jej oszczędności zaczęły niebezpiecznie
topnieć, a prośba o wsparcie rodziców była dla niej nie do przyjęcia, wybrała
wyjazd na wieś, do opuszczonego gospodarstwa dziadków. Na miejscu odkryła, że
dom i otoczenie są w gorszym stanie, niż przypuszczała. Każdy kąt, każdy stary
mebel wywoływał wspomnienia. Nie tylko te związane z ukochanym dziadkiem, ale
również te z czasów letniego romansu, kiedy w jej życiu pojawili się Rafał i
Hubert, przyjaciel z dzieciństwa. Szybko przekonała się, że z Rafałem nigdy
naprawdę nic jej nie łączyło. To Hubert był tym, z którym dzieliła pasję do
wspólnego pisania opowiadań, a wspomnienia z tym związane powracały teraz z
niezwykłą intensywnością.
Pewnego dnia Martyna spotkała Huberta w lokalnej przychodni, gdzie pracował. Ku jej zaskoczeniu, okazało się, że dawne uczucia wcale nie wygasły, a Hubert wyglądał, jakby czuł coś podobnego.
Duże miasto i praca w korporacji kiedyś wydawały się Martynie spełnieniem marzeń, sensem życia. Teraz, z perspektywy wsi, trudno jej uwierzyć, że kiedykolwiek za tym tęskniła. To, co kiedyś dawało jej rzekomą satysfakcję, okazało się pustym wysiłkiem. Tyle energii, tyle najlepszych lat życia przepadło na coś, co wcale nie napełniało serca. Dotąd myślała, że kariera, praca i wszystko inne, co się w tym świecie liczy, to wszystko, czego potrzebuje do szczęścia. A prawda była taka, że była ciągle niewyspana, wciąż w pośpiechu, bez planów i pasji, bo po prostu nie miała na nic czasu. Martyna zdała sobie sprawę, że dotąd prowadziła życie bez celu, to praca Huberta wydawała jej się wartościowa.
Dawne emocje buzowały w nich obojgu, lecz Martyna nie chciała znów być zależna od kogoś innego i kategorycznie odmawiała przyjęcia pomocy od Huberta, nawet gdy nocą ktoś próbował włamać się do jej domu. Ze wszystkim chciała poradzić sobie sama, nie chciała być niczyim zmartwieniem. Była dorosła i sama powinna stawić czoło swoim problemom, nawet jeśli naprawdę potrzebowała wsparcia.
Martyna i Hubert to dwoje ludzi, którzy nie związywali się na stałe z nikim innym, bo wciąż żyła w nich młodzieńcza miłość, której nie potrafili zapomnieć. Decyzja, którą Hubert podjął przed laty, zaważyła na życiu obojga. Teraz nadszedł czas, by rozliczyli się ze swoich wyborów. To moment na miłość, która nigdy naprawdę nie wygasła, nawet jeśli próbują udawać, że jest inaczej. Zwłaszcza Martyna.
Są takie książki, które nie potrzebują gwałtownej akcji ani spektakularnych zwrotów wydarzeń, by mnie poruszyć. Wystarczy spokojna opowieść, prawdziwe emocje i bohaterowie, których los zaczyna być mi bliski już od pierwszych stron. Taka właśnie jest 𝑃𝑟𝑧𝑒𝑧 𝑚𝑖𝑙𝑖𝑜𝑛 𝑏𝑢𝑟𝑧 Agaty Czykierdy Grabowskiej.
To opowieść, która toczyła się swoim własnym, spokojnym rytmem. Autorka prowadziła mnie przez teraźniejszość i przeszłość, pozwalając stopniowo odkrywać, co ukształtowało bohaterów. Wspomnienia w tych fragmentach brzmią szczególnie wyraźnie. Powroty do chwil spędzonych u dziadków, do wakacji pachnących latem, do czasu, który dziś wydaje się niemal nierealny w swojej prostocie i beztrosce. W tych fragmentach czuć dużo ciepła, ale też delikatną nutę nostalgii. Czytając je, miałam wrażenie, że na chwilę wracam do własnych wspomnień.
𝑃𝑟𝑧𝑒𝑧 𝑚𝑖𝑙𝑖𝑜𝑛 𝑏𝑢𝑟𝑧 to z pozoru lekka powieść obyczajowa, która jednak zmusza do refleksji. Czy mamy prawo decydować za innych, podejmować decyzje, które mogą przewrócić ich życie do góry nogami? A może powinniśmy postawić na szczerość i pozwolić, by każdy sam zdecydował, czy chce uczestniczyć w naszym życiu, czy nie. Bo od czasu do czasu każdy powinien mieć możliwość przytulenia się do kogoś.
Mamy tendencję do narzekania, użalania się nad sobą. Gdyby tak przestać to robić i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy, mogłoby się nagle okazać, że wcale nie jest tak źle. Dopóki mamy dwie zdrowe ręce i dach nad głową, warto zacząć zachwycać się wszystkim dookoła. Może o to chodzi w życiu, by zachwyt rozpierał nas w środku i odbierał oddech, a nie udawać, że jesteśmy kimś innym. Zakładać maski, by pod nimi się dusić. Przestać żyć jak zombie: jeść, pić, ale nie czerpać z tego przyjemności. Wstawać, patrzeć, a nie widzieć. Czy tak powinno wyglądać nasze życie?
Moim zdaniem nie bez powodu autorka umieściła akcję swojej powieści na wsi. Tylko w ciszy i spokoju jesteśmy w stanie spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy. Szum i wielkomiejski zgiełk potrafią zagłuszyć wszystko. W takim chaosie łatwo stać się jak zombie, który niczego nie czuje, bo gdy odczuwasz zbyt wiele, zaczynasz cierpieć, a bólu przecież boimy się najbardziej. Ta historia pokazuje, że nawet jeśli wydaje nam się, że jesteśmy w środku martwi, czasem spotkanie po latach pozwala zacząć żyć na nowo, tak jak Hubertowi i Martynie. Bardzo podobało mi się to, jak naturalnie zostały pokazane emocje bohaterów. Nie ma tu przesady ani sztucznego dramatyzmu. Jest codzienność, która momentami boli, ale bywa też piękna i pełna nadziei. Dzięki temu łatwo uwierzyć w tę historię i w ludzi, którzy ją tworzą.
Nic w życiu nie jest idealne, nie ma ludzi niezawodnych. Każdy kiedyś nas zawiedzie. Jedni niespodziewanie umrą, drudzy zdradzą, trzeci odejdą, ale czy z tego powodu, ze strachu przed tym wszystkim, mamy przestać kochać i być w środku martwi? Życie jest jak nieokiełznany żywioł. Czasem słońce, czasem deszcz, czasem nawałnica, która nas zaskoczy. Ale trzeba żyć, bo życie samo w sobie jest cenne, nawet z całym swoim ciężarem i niedoskonałościami. Pozwólmy sobie na to, by inni nam towarzyszyli i by oni również mogli decydować, bo może wtedy nie będziemy tacy samotni i przerażeni. Nie prowadźmy konkursów na to, kto ma gorzej. Jest jak jest i warto doceniać to, co mamy, i cieszyć się tym. Życie to nie fikcja i tylko od nas zależy, jak je poprowadzimy i czy wykorzystaliśmy wszystkie możliwości, które dostaliśmy.
Dzisiejsze pokolenie myli fascynację tym, co powierzchowne, z prawdziwą miłością, a potem jedna burza wystarczy, by wszystko roztrzaskać. Autorka pokazuje siłę uczuć, które zrodziły się z porozumienia dusz, a które nawet milion burz nie było w stanie zniszczyć. Nawet jeśli potem przyjdzie rutyna i codzienność, prawdziwa miłość przetrwa wszystko, każdą nawałnicę.
𝑃𝑟𝑧𝑒𝑧 𝑚𝑖𝑙𝑖𝑜𝑛 𝑏𝑢𝑟𝑧 to bardzo dobra, dojrzała powieść napisana pięknym językiem. Pełna mądrości życiowej i miłości, ubarwiona świetnymi, błyskotliwymi dialogami, często podszytymi humorem, a do tego przyprawiona zaskakującymi wydarzeniami. To wszystko sprawiło, że nie sposób było oderwać się od lektury, bo tak bardzo chciałam wiedzieć, jak dalej potoczy się ta historia. Jestem pod wrażeniem sposobu, w jaki autorka podtrzymywała moje zainteresowanie. Moim zdaniem fabuła książki to gotowy scenariusz filmowy.
To historia jest o tym, że życie potrafi dawać kolejne szanse, i o powrotach do miejsc oraz wspomnień, które wciąż w nas trwają. Pokazuje, że czasem trzeba stawić czoło wielu życiowym burzom, by w końcu odnaleźć spokój i własną drogę do szczęścia. To powieść pełna ciepła i emocji, która pozostaje w pamięci i sercu.
_________________________________
Dziś
już z Wami się żegnam, życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.
ʜᴀʟɪɴᴀ
__________________________________
Współpraca barterowa – Wydawnictwo Zwierciadło
Agata Czykierda-Grabowska
__________________________________
Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Wydawnictwo: Zwierciadło
Ilość stron: 300
Gatunek: obyczajowa / romans
Data premiery: 28 stycznia 2026
Moja ocena: 08
/10

Wspaniała powieść, przenosząca w nostalgiczną przeszłość. I to wydanie jest cudowne!
OdpowiedzUsuńW punkt Wioletko. Całkowicie się z Tobą zgadzam.
Usuń