W OGNIU LUDZKICH EMOCJI

 

𝑃𝑖ą𝑡𝑒𝑘  𝟸𝟶-𝟶𝟹-𝟸𝟶𝟸𝟼

*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸  *

________________

Dzień dobry, witam Was ponownie bardzo serdecznie.

𝑂𝑔𝑛𝑖𝑒 𝑙𝑜𝑡𝑛𝑒 to już kolejne moje spotkanie z prozą Tomasza Betchera. Książka, jak zawsze, napisana jest pięknym, obrazowym językiem, pełnym emocji i autentyzmu. Widać w niej ogromną dbałość o szczegóły i doskonały research. Czuć, ile pracy autor włożył w oddanie prawdziwego charakteru pracy strażaków. Pokazuje, że współcześni strażacy nie tylko gaszą pożary czy ściągają koty z drzew, ale także wyjeżdżają do wypadków, zajmują się ratownictwem medycznym i każdego dnia mierzą się z ogromnym ryzykiem tej służby. Sceny, które Tomasz Betcher przedstawia w powieści, momentami zapierają dech w piersiach i mrożą krew w żyłach. Nie ukrywam, że zapartym tchem śledziłam poczynania strażaków. Drugą stroną tej historii jest los dzieci, które z różnych przyczyn trafiły do domów dziecka lub rodzin zastępczych. Autor pokazuje, jakie doświadczenia mają za sobą, z jakimi trudnościami muszą się mierzyć i z jakimi obawami wchodzą w dorosłość. Oba te wątki Tomasz Betcher połączył w spójną całość. Ta książka to nie tylko historia, ale prawdziwe doświadczenie, o którym trudno zapomnieć po odłożeniu książki na półkę. Czym są tajemnicze tytułowe „ognie lotne”?

ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:

𝗧𝗼𝗺𝗮𝘀𝘇 𝗕𝗲𝘁𝗰𝗵𝗲𝗿 – 𝗢𝗴𝗻𝗶𝗲 𝗹𝗼𝘁𝗻𝗲 – 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮 𝟮𝟴 𝘀𝘁𝘆𝗰𝘇𝗻𝗶𝗮 𝟮𝟬𝟮𝟲 𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼 𝗠𝗶ę𝘁𝗮

ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗪 𝗼𝗴𝗻𝗶𝘂 𝗹𝘂𝗱𝘇𝗸𝗶𝗰𝗵 𝗲𝗺𝗼𝗰𝗷𝗶

________________________________________________

Damian i Karolina dorastali w tym samym domu dziecka, choć trafili tu z zupełnie innych powodów. Każde z nich nosi w sobie własne doświadczenia i blizny, które odcisnęły piętno na sercu. Choć pochodzą z różnych światów, wbrew pozorom łączy ich więcej, niż mogłoby się wydawać. Damian ma poparzoną twarz i poranioną duszę. Karolina została wyrwana z toksycznego domu, za którym wciąż tęskni. Syn alkoholiczki i córka przemocowego ojca. Gdy Karolina łudzi się, że terapia ojca przyniosła zmiany i po dwóch latach wraca z bratem do domu, szybko okazuje się, że po kilku miesiącach znów trafia do bidula. W przypływie szału ojciec pobił ją do nieprzytomności.

Damian nie potrafi odnaleźć się w rzeczywistości domu dziecka. Wciąż przed oczami ma tamten pożar i dręczą go wyrzuty sumienia, że to on go spowodował. Ciągle się buntuje i nie przestrzega zasad, aż w końcu jego zachowanie prowadzi go do MOW-u. Miał szansę tego uniknąć, ale nie chciał podjąć walki o siebie, bo nie widzi nadziei na zmiany. Karolina doskonale go rozumie, bo czuje dokładnie to samo.

Gdy ich bliski przyjaciel popełnia samobójstwo, Damian i Karolina radzą sobie z tym po swojemu. Damian ucieka w treningi judo, a Karolina w używki i szemrane towarzystwo. Tak ich drogi się rozchodzą.

Czytając historię tej dwójki dzieciaków, nie potrafiłam powstrzymać wewnętrznego monologu, że niektórzy ludzie nie powinni zakładać rodzin ani mieć dzieci, bo nie dorośli do roli małżonka i rodzica. Wolą potem pielęgnować swoje uzależnienia od alkoholu lub innych używek albo próbują tresować dzieci, zmuszając je siłą do posłuszeństwa. Gdy wydarzy się tragedia, nagle nikt w to nie potrafi uwierzyć, bo przecież to była taka porządna rodzina. Ludzie często mylą status materialny z tym, co naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami.

Minie sporo czasu, zanim drogi Damiana i Karoliny ponownie się skrzyżują. Chłopak wstąpił w szeregi straży pożarnej, a Karolina zalicza wpadkę z synem prominenta, którego rodzina nie daje jej spokoju. Dla nich wychowywanie dziecka przez samotną matkę, która nie prowadziła się zbyt moralnie, jest niepoprawne politycznie i burzy wizerunek „wspaniałej” rodziny.

Teraz próbują żyć razem, ale dawne, nieprzepracowane traumy nie dają im spokoju. Damianowi znaleziony podczas akcji wisielec przywraca dramatyczne wspomnienia związane z przyjacielem, natomiast Karolina jest jak tykająca bomba z opóźnionym zapłonem, choć dla syna zrobiłaby wszystko.

Dochodzi między nimi do sprzeczek, ponieważ Karolina nie rozumie, że dla Damiana bycie strażakiem jest powołaniem, a nie chęcią zostania bohaterem. Jednak tak bardzo obawia się o jego życie, że nie potrafi zapanować nad swoim strachem. Boi się, że znów zostanie sama. Była psychicznie i emocjonalnie wyczerpana. Nosiła w sobie stary, zbutwiały ciężar, który za nic nie chciał się rozpaść. Zarzucała Damianowi, że nie jest z nią do końca szczery, a on nie chciał obarczać jej swoimi problemami. Karolina zaś robiła dobrą minę do złej gry, pokazując światu, że wszystko jest w porządku, choć w środku wcale tak nie było.

Oboje są jak muchy w zakręconym słoiku, którego nikt nie odkręci, bo każdy boi się tego, co ta para nosi w sobie. Są jak ognie lotne, które szybko się zapalają i lecą w różne strony, dając efekt iskrzenia i migotania. Dwie rozpalone dusze, dwie iskry w locie. Choć oboje mają nieprzepracowane traumy i uczucia, które nagle mogą wybuchnąć i spowodować poważne konsekwencje, to miałam wrażenie, że mimo wszystko Damian lepiej radził sobie ze swoimi lękami, gasił je w miarę szybko, a przy okazji robił to także z emocjami Karoliny.

Czy ta dwójka poranionych ludzi ma szansę stworzyć szczęśliwy związek, a ich strachy dzieciństwa przeminą? Czy „ognie lotne” emocji mogą ponownie spowodować wybuch pożaru, który spopieli wszystko? Czy znajdą miejsce, gdzie będą mogli bezpiecznie wylądować, tak by przy okazji cały świat nie spłonął?

Są książki, które pochłania się dla samej historii, i takie, które zostają w człowieku na długo po przeczytaniu. Powieść 𝑂𝑔𝑛𝑖𝑒 𝑙𝑜𝑡𝑛𝑒 autorstwa Tomasza Betchera zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Najbardziej uderzyło mnie to, jak prawdziwe były emocje bohaterów. Miałam wrażenie, że razem z nimi odczuwam każdy trudny moment, każdą wątpliwość i każdy przebłysk nadziei. Autor w subtelny sposób pokazuje, jak przeszłość kształtuje naszą teraźniejszość i jak skomplikowane potrafią być relacje międzyludzkie.

Co mnie szczególnie  urzekło w tej historii, to nastrój tej książki, refleksyjny, chwilami melancholijny, ale jednocześnie bardzo żywy i prawdziwy. To nie jest historia, którą czyta się tylko dla przyjemności. To opowieść, która skłania do zatrzymania się, spojrzenia w głąb siebie i zastanowienia nad tym, co tak naprawdę się liczy.

To opowieść, którą autor snuł powoli i niemal niepostrzeżenie wciągnął mnie w świat emocji, niedopowiedzeń i wewnętrznych rozterek bohaterów. Tomasz Betcher prowadził narrację w sposób niezwykle wyważony, skupiając się nie tylko na wydarzeniach, ale przede wszystkim na tym, co dzieje się w sercach i umysłach postaci. I to właśnie ten psychologiczny wymiar sprawił, że historia Damiana i Karoliny tak bardzo na mnie podziałała.

Już od pierwszych stron czułam pewien niepokój, jakby coś miało się wydarzyć, choć nie do końca wiedziałam co. Ten klimat napięcia towarzyszył mi przez całą lekturę, przeplatając się z chwilami refleksji i cichego smutku. Bohaterowie nie są jednoznaczni. Są pełni sprzeczności, momentami pogubieni, czasem irytujący, ale przez to tak bardzo prawdziwi.

Już wcześniej przekonałam się, że Tomasz Betcher potrafi pisać w sposób oszczędny, ale jednocześnie bardzo obrazowy. Każde zdanie w 𝑂𝑔𝑛𝑖𝑎𝑐ℎ 𝑙𝑜𝑡𝑛𝑦𝑐ℎ było przemyślane i miało swoje miejsce. Jest w tej prozie coś subtelnego, a zarazem intensywnego. Autor nie epatował zbędnymi słowami, a mimo to potrafił stworzyć sceny, które nie zniknęły z pamięci wraz z przeczytaniem ostatniej strony.

Czytałam tę książkę z rosnącym poczuciem, że nie chodzi tu tylko o samą historię, ale o coś więcej. O zatrzymanie się na chwilę i przyjrzenie własnym emocjom. O pytania, które nie zawsze mają odpowiedzi.

Autor przedstawia historie ludzi naznaczonych nieprzepracowanymi traumami, bolesnymi wspomnieniami i emocjonalnymi brakami. Ta powieść  pokazuje, jak wielki wpływ ma dzieciństwo oraz relacje z innymi na kształtowanie dorosłego życia.

𝑂𝑔𝑛𝑖𝑒 𝑙𝑜𝑡𝑛𝑒 to opowieść, która porusza i zostaje w pamięci jeszcze długo po odłożeniu książki. Pełna bólu, ale też refleksji i iskier nadziei, skłania do zatrzymania się i przemyślenia, co w życiu naprawdę ma znaczenie. To książka, która nie daje łatwych odpowiedzi, lecz zmusza do spojrzenia w głąb siebie, swoich wyborów i relacji z innymi. Pozostawia z poczuciem, że każda decyzja, każdy gest i każdy strach kształtują życie bardziej, niż można by się spodziewać.

_________________________________

Dziś już z Wami się żegnam, życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.

ʜᴀʟɪɴᴀ

__________________________________

Współpraca barterowa – Wydawnictwo Mięta

Tomasz Betcher

__________________________________

Autor: Tomasz Betcher
Wydawnictwo: Mięta

Ilość stron: 446
Gatunek: obyczajowa / romans

Data premiery: 28  stycznia  2026
Moja ocena: 09 /10




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

ZAPOWIEDŹ RECENZJI

TRZY TAJEMNICE

ZAPOWIEDZI, NOWOŚCI, PREMIERY