A MIAŁO BYĆ SPOKOJNIE
𝘗𝘰𝘯𝘪𝘦𝘥𝘻𝘪𝘢ł𝘦𝘬 𝟣𝟪-𝟢𝟧-𝟤𝟢𝟤𝟨
*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸
*
________________
Dzień
dobry, witam Was ponownie bardzo serdecznie.
Twórczość
Małgorzaty Starosty od dawna zajmuje wyjątkowe miejsce na mojej półce i w moim
czytelniczym sercu. Każda jej książka ma w sobie coś, co sprawia, że trudno się
od niej oderwać. Lekkość pióra, błyskotliwe poczucie humoru i bohaterowie,
których po prostu nie da się nie polubić. Tym razem ponownie dałam się porwać
historii z Jeremim Organkiem i Lindą, bohaterką o ostrym języku, ciętym
dowcipie i temperamencie, którego mogłaby pozazdrościć jej niejedna postać
literacka. 𝘚𝘬ą𝘥 𝘸𝘺𝘭𝘦𝘤𝘪𝘢ł𝘰
𝘵𝘰 𝘤𝘪𝘢ł𝘰? to już czwarte
spotkanie z tym zwariowanym duetem i mam wrażenie, że z każdą kolejną częścią
autorka jeszcze bardziej bawi się konwencją komedii kryminalnej. Relacja
Jeremiego i Lindy jest absolutnie niepowtarzalna. Ich słowne przepychanki,
ironiczne komentarze i sposób, w jaki wzajemnie wyprowadzają się z równowagi,
wywoływały u mnie nieustanny uśmiech. To właśnie dla tych bohaterów wracam do
tej serii z ogromną przyjemnością, a także dla historycznych smaczków, których
i tym razem nie zabrakło.
ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:
𝗠𝗮ł𝗴𝗼𝗿𝘇𝗮𝘁𝗮
𝗦𝘁𝗮𝗿𝗼𝘀𝘁𝗮 – 𝗦𝗸ą𝗱
𝘄𝘆𝗹𝗲𝗰𝗶𝗮ł𝗼 𝘁𝗼
𝗰𝗶𝗮ł𝗼 – 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮
𝟮𝟱 𝗺𝗮𝗷𝗮 𝟮𝟬𝟮𝟲
𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼
𝗠𝗶ę𝘁𝗮
ᴛʏᴛᴜᴌ
ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗔 𝗺𝗶𝗮ł𝗼
𝗯𝘆ć 𝘀𝗽𝗼𝗸𝗼𝗷𝗻𝗶𝗲
_____________________________________________
Jak
doszło do tego, że komisarz Bączek, Linda Miler i Jeremi Organek zamiast we
Wrocławiu znaleźli się wszyscy w Teresinie?
Bączek
był przekonany, że pół roku pobytu w Teresinie będzie oznaczało jedynie nudę i
użeranie się z miejscowymi, tymczasem już na samym początku w tej spokojnej
miejscowości doszło do tragedii. Jakiś zbrodzień pozbawił życia młodą kobietę,
która miała przed sobą całe życie. Cała sytuacja przyprawiła Bączka o kolejny
atak migreny.
Linda
miała nadzieję, że wspólnie z archiwistką odkryje, kto przed laty zamordował
księcia Druckiego- Lubeckiego i dlaczego. Kiedy jednak straciła swoją pomocnicę
w tak tragicznych okolicznościach, postanowiła jak zwykle wziąć sprawy w swoje
ręce. Jest przekonana, że denatka dokopała się do czegoś, co dla kogoś było
bardzo niewygodne, skoro posunął się aż do zbrodni.
To
miała być zwykła prelekcja. Linda nie przewidziała, że zostanie ona nagle
przerwana gwałtowną śmiercią dziewczyny współpracującej z nią przy sprawie
śmierci księcia Władysława Druckiego- Lubeckiego. Do dziś bowiem nigdy nie
ustalono, co naprawdę wydarzyło się 21 kwietnia 1913 roku, a Linda była
przekonana, że to właśnie ona, przy pomocy archiwistki, odkryje prawdę.
Tymczasem na placu boju została zupełnie sama. No, może nie do końca, bo obok
niej są jeszcze Organek i komisarz Bączek.
Jeremi
dał się namówić przyjaciółce na tę wyprawę, ale znacznie bardziej interesuje go
współczesna zbrodnia niż tajemnica sprzed lat. Ma zbyt mało danych, by wysuwać
jakiekolwiek hipotezy dotyczące śmierci księcia, a jednocześnie nie potrafi
wczuć się w sensacyjną historię sprzed ponad pół wieku, ponieważ jego myśli
nieustannie wracają do współczesnego morderstwa.
Organek
przeglądając prasę z tamtych lat, doszedł do wniosku, że ówczesne
dziennikarstwo stało na znacznie wyższym poziomie niż współczesne. Dziennikarze
potrafili pisać tak sugestywnie i przekonująco, że czytelnik niemal od razu
dawał się wciągnąć w wir opisywanych wydarzeń. Nie potrafił jednak zrozumieć,
dlaczego jego przyjaciółka w obliczu współczesnej tragedii tak bardzo zaprząta
sobie głowę zagadką sprzed pierwszej wojny światowej. Dlaczego wtedy o
morderstwo oskarżono ordynata Bispinga, bliskiego przyjaciela księcia?
Bączek
z kolei zastanawia się, co jest z nim nie tak, skoro zupełnie nie zdziwił go
fakt, że tam, gdzie pojawia się Linda Miller, prędzej czy później pojawiają się
też zwłoki. Czy powinien być zaskoczony? Zirytowany? A może już zwyczajnie
spanikowany?
Od
początku tej serii widać, że Linda i Jeremi dalecy są od klasycznego modelu
duetu śledczych. Ich relacja opiera się na przekomarzaniu, drobnych
uszczypliwościach i naturalnej codziennej wymianie zdań, która sprawia, że
nawet zwykłe rozmowy brzmią swobodnie i autentycznie. Te lżejsze momenty
pomiędzy wątkami kryminalnymi sprawiają, że całość czyta się bez napięcia i z
dużą płynnością, bez poczucia przytłoczenia, które czasem pojawia się w tego
typu historiach.
Sama
intryga opiera się na dwóch liniach czasowych, współczesnej i tej sprzed lat. Z
biegiem historii kolejne elementy zaczynają się łączyć i pokazują, że
przeszłość wciąż ma wpływ na to, co dzieje się teraz. Małgorzata Starosta
prowadzi całość w dość lekkim stylu, ale na tyle konsekwentnie, że łatwo dałam
się wciągnąć w jej opowieść i próbowałam razem z bohaterami rozwiązać zagadkę.
Dla
wiernych czytelników tej serii, takich jak ja, szczególną przyjemność stanowiła
obecność komisarza Michała Bączka, który wnosił do opowieści policyjny
porządek, podany jednak w lekkiej, momentami humorystycznej formie. Współpraca
całej trójki budowała dynamiczną relację pełną błyskotliwych dialogów i
ironicznych wymian zdań, dzięki czemu lektura płynęła swobodnie i naprawdę angażowała.
Małgorzata
Starosta po raz kolejny udowodniła, że potrafi umiejętnie połączyć kryminał z
historią. Ponadstuletnia zagadka sięgająca czasów Kongresówki kładła się
cieniem na wydarzeniach rozgrywających się w Teresinie i nadawała całości
dodatkowego wyrazu. Przeszłość i teraźniejszość splatają się tu w dobrze
skonstruowanej intrydze, która nie kończy się na wskazaniu sprawcy, ale
prowadzi też do pytania o znaczenie całej tej historii.
Ogromnym
atutem 𝘚𝘬ą𝘥 𝘸𝘺𝘭𝘦𝘤𝘪𝘢ł𝘰
𝘵𝘰 𝘤𝘪𝘢ł𝘰? jest jej
niezależność. Mimo że to kolejna część cyklu, nowi czytelnicy bez trudu odnajdą
się w fabule. Autorka wplotła potrzebne informacje o wcześniejszych
wydarzeniach w sposób lekki i nienachalny, nie przeciążając narracji
szczegółami, dzięki czemu całość pozostaje czytelna i interesująca zarówno dla
wiernych czytelników, jak i osób, które dopiero poznają serię.
𝘚𝘬ą𝘥
𝘸𝘺𝘭𝘦𝘤𝘪𝘢ł𝘰 𝘵𝘰
𝘤𝘪𝘢ł𝘰? to powieść, która nie jest mrocznym,
psychologicznym kryminałem, lecz lekką, rozrywkową historią, w której ważną
rolę odgrywają dialogi i dobrze poprowadzona zagadka. Do tego dochodzą
bohaterowie, z którymi po prostu dobrze się spędza czas. Jeśli ktoś szuka
kryminału z humorem, ale nadal z solidnie skonstruowaną intrygą, to ta książka
sprawdzi się bardzo dobrze.
Dużo
do fabuły wnoszą bohaterowie. Linda z ciętym językiem i bezpośredniością,
Organek i Bączek, którzy próbują nad wszystkim panować ze stoickim spokojem,
świetnie uzupełniają opowieść, bo każdy wnosi coś swojego i sprawia, że
historia jest bardziej żywa i dynamiczna. Przekomarzania i świetne dialogi oraz
drobne słowne spięcia dodają całości lekko ironicznego tonu. W tle pojawia się
też „piękny Alvaro”, który zachwyca Lindę, budzi mieszane uczucia u Organka i
komisarza, ale jednocześnie wprowadza odrobinę humoru i rozluźnia atmosferę.
To
książka, która nie próbuje być czymś więcej niż jest, tylko po prostu dobrze
bawi i daje przyjemne, wciągające czytelnicze popołudnie. Jedynym moim
zastrzeżeniem do tej serii są mało interesujące okładki, które jednak nie mają
wpływu na jakość samej historii. Ta pozostaje naprawdę wysoka i konsekwentnie
utrzymuje poziom całej serii, a warstwa fabularna broni się bez względu na
oprawę graficzną.
Dziś
już z Wami się żegnam, życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.
ʜᴀʟɪɴᴀ
__________________________________
Współpraca barterowa – Wydawnictwo Mięta
Małgorzata Starosta
__________________________________
Autor: Małgorzata Starosta
Wydawnictwo: Mięta
Ilość stron: 304
Gatunek: komedia kryminalna
Data premiery: 22 maja 2026
Moja ocena: 09
/10

Do tej pory nie miałam jeszcze styczności z żadną komedią kryminalną. Zwrócę uwagę na tę serię!
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie na wiosenne rozdanie, w którym do wygrania jest dowolna, wybrana przez zwycięzce książka! :)