ZŁOŚĆ I CHĘĆ ZEMSTY

 

𝘗𝘪ą𝘵𝘦𝘬  𝟢𝟧-𝟢𝟨-𝟤𝟢𝟤𝟨

*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸*

________________

Sięgając po 𝘗𝘰𝘮𝘳𝘶𝘬 𝘤𝘪𝘴𝘻𝘺, spodziewałam się powieści, która wzruszy i pozwoli na chwilę oderwać się od codzienności. Otrzymałam jednak coś znacznie bardziej poruszającego, historię pełną ukrytych emocji, sekretów z przeszłości i wyjątkowego klimatu, w którym cisza nie przynosi ukojenia, lecz zapowiada nadchodzące napięcie. 𝘗𝘰𝘮𝘳𝘶𝘬 𝘤𝘪𝘴𝘻𝘺 to świat pełen emocji i niepewności, w którym bohaterowie muszą stawiać czoła trudnym wyborom. Magdalena Wala po raz kolejny pokazała, że potrafi tworzyć wiarygodne portrety psychologiczne bohaterów, stawiając ich w sytuacjach, które zmuszają do przewartościowania całego dotychczasowego życia.

ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:

𝗠𝗮𝗴𝗱𝗮𝗹𝗲𝗻𝗮 𝗪𝗮𝗹𝗮 – 𝗣𝗼𝗺𝗿𝘂𝗸 𝗰𝗶𝘀𝘇𝘆 – 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮 𝟮𝟱 𝗹𝘂𝘁𝗲𝗴𝗼 𝟮𝟬𝟮𝟲 𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼 𝗞𝘀𝗶ąż𝗻𝗶𝗰𝗮

ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗭ł𝗼ść 𝗶 𝗰𝗵ęć 𝘇𝗲𝗺𝘀𝘁𝘆

_________________________________________

𝘛𝘳𝘶𝘥𝘯𝘦 𝘤𝘻𝘢𝘴𝘺 𝘸𝘺𝘥𝘰𝘣𝘺𝘸𝘢𝘫ą 𝘻 𝘭𝘶𝘥𝘻𝘪 𝘸𝘴𝘻𝘺𝘴𝘵𝘬𝘰, 𝘤𝘰 𝘯𝘢𝘫𝘨𝘰𝘳𝘴𝘻𝘦

Libaś Schimanski po latach tułaczki wraca do rodzinnej wsi. Stojąc na brzegu rzeki, nie może uwierzyć, że jego odbicie w lustrze wody w niczym nie przypomina radosnego młodzieńca, który lata temu wyruszył na front. Patrząc na swoją przedwcześnie postarzałą twarz, odnosi wrażenie, że od tamtej chwili dzielą go nie lata, lecz całe wieki. Czy jego matka w pokrytym brudem i robactwem obszarpańcu rozpozna swojego syna? Już wkrótce przekona się, czy nadzieja, która pomogła mu przetrwać koszmar ostatnich lat, nie okaże się płonna. Czy Schönwalde nie podzieliło losu innych mazurskich wsi, które niegdyś tętniły życiem, a dziś obróciły się w ruiny pozostawione na pastwę losu? Już chyba wolałby zobaczyć gospodarstwo  rodziców przejęte przez obcych.

Libaś po powrocie przekonał się, że rodzinna miejscowość nadal istnieje, ale nie nazywa się już Schönwalde, tylko Piękniewo. A Schönwalde musi pozostać tam, gdzie jego miejsce, w niezbyt chlubnej przeszłości. Nie ma tu już jego bliskich. Jedni nie żyją, inni wyjechali do Niemiec. Gospodarstwo jego rodziców przejęli Polacy, a z dawnych znajomych została tu tylko Dora. Libaś chciał jakoś odnaleźć się w nowej rzeczywistości, a nawet wyraził chęć pomocy przy żniwach, jednak spotkał się z niechęcią, którą okazywano mu niemal na każdym kroku. Ta agresja i wrogość mieszkańców były dla niego zaskoczeniem. Przez ostatnie lata przeszedł bardzo wiele, ale nie spodziewał się, że z taką niechęcią spotka się właśnie w swojej rodzinnej wsi. Dla nowych mieszkańców Piękniewa nie miało znaczenia, że był Mazurem. Być może jest nawet gorzej, bo wielu uważało go za szwabskiego przebierańca, farbowanego lisa.

Amalia pogodziła się z utratą rodzinnego domu na rzecz Czajków, bo nie uważała, że ma do niego prawo. Dla Libasia te nowe porządki były zdecydowanie trudniejsze do zaakceptowania. Władze inaczej traktowały Mazurów niż Niemców. Często oddawano im po roku lub kilku miesiącach gospodarstwa, a rezydujący w nich w tym czasie Polacy czuli się oszukani. Rodziło to gniew i zawiść, bo ci, którzy przejęli gospodarstwa po Niemcach, mogli w nich bez obawy gospodarować, że ktoś im je odbierze. Dla osadników Mazur to był po prostu udający Polaka Niemiec, farbowany lis. Libaś, nawet jeśli miał taką możliwość, nie myślał o opuszczeniu rodzinnych stron, które znał od dziecka. Zwłaszcza gdy zorientował się, że sporo Mazurów pozostało na miejscu i odnalazło się w systemie, gdy Prusy zostały przejęte przez Polskę. Dora sugeruje mu, że lepiej będzie, jeśli przyjmie polskie imię Bogumił. Ale to nie będzie on. Tak obco brzmiące imię jak nazwa jego rodzinnej wsi Piękniewo. Nie wiedział, jak potoczą się jego dalsze losy, ale nie chciał być Bogumiłem. Nie teraz, a może nigdy. To była jego tożsamość. Nie potrafił się jej wyrzec, podobnie jak mazurskiego dziedzictwa. Dla najbliższych był Libasiem, tak go nazwali rodzice i temu postanowił pozostać wierny.

Libaś niby pogodził się ze stratą rodziców, ale zdarzało się czasem coś, co wytrącało go z równowagi. Czasem drobnostka, na którą wcześniej nie zwróciłby nawet uwagi. Jeszcze sporo wody upłynie, zanim przejdzie nad tym do porządku dziennego. Libaś wiedział, że jeśli nawet z większością mieszkańców wsi dojdzie do porozumienia, to zawsze znajdą się tacy, z którymi nie warto nawet próbować. W ludziach tkwiły zadry, własne przeżycia, którym chcieli dać ujście i na kimś się wyżyć. Nie było to jednak żadne usprawiedliwienie. Wychodziło na to, że spokój we wsi był jedynie pozorny. Pod powierzchnią, ukrytą za łagodnymi twarzami, nadal buzował gniew, gotowy wybuchnąć pod byle pretekstem. Poczucie krzywdy było tak wielkie, że domagało się rozładowania, nawet podczas takiej imprezy, jak wesele. Było pewne, że wojenne wydarzenia nie pójdą tak szybko w zapomnienie. Może nigdy.

Nieoczekiwanie Libaś zaczyna się interesować Heleną Wesołowską i wydaje się, że także ona widzi w nim kogoś innego niż Niemca czy Mazura. Może dobrego człowieka, do którego podświadomie zaczyna lgnąć. Los Heleny i jej rodziny był dość dramatyczny. Cóż z tego, że Wesołowskim żyło się lepiej, skoro wyjazd z rodzinnych stron i przyjazd tutaj nie był ich wyborem. Pewnie dlatego tak dobrze rozumiała Libasia, który miotał się między przywiązaniem do ziemi a miłością do najbliższych. To właśnie łączyło ich rodziny: niesprawiedliwość z powodu wysiedleń, konieczność oderwania się od własnych korzeni.

Rozmowy Heli z Libasiem pokazują, dlaczego część Kresowiaków mogła być wrogo nastawiona do Niemców i Mazurów. Ta ludność wiele wycierpiała ze strony Rosjan, ale nie miała możliwości rozliczenia sprawców swoich krzywd. Związek Sowiecki wygrał wojnę i narzucał własne porządki, wykorzystując na swoją korzyść narastające antagonizmy między różnymi narodowościami. W efekcie wysiedleńcy kierowali swoją niechęć przeciwko tym, których utożsamiali z wywołaniem wojny i powojennym chaosem. To przez nich zostali pozbawieni szansy powrotu do rodzinnych stron. Nie miało znaczenia, że ludność niemiecka bezpośrednio nie wyrządziła im krzywdy, ale czyny narodu niemieckiego jako całości odbiły się na ludziach i wymusiły na nich określone wybory. Teraz Libaś zrozumiał, dlaczego bracia Heleny uważali go za wroga, choć nie padli bezpośrednio ofiarą niemieckich represji. Złość i chęć zemsty stanowiły jednak mieszankę wybuchową.

W 𝘗𝘰𝘮𝘳𝘶𝘬𝘶 𝘤𝘪𝘴𝘻𝘺 Magdalena Wala kolejny raz przeniosła mnie do krainy między jeziorami, gdzie wojna nie kończyła historii, a jedynie zmieniała jej bieg. Rok 1948 nie przyniósł jeszcze upragnionego ukojenia. Dla wielu stał się początkiem nowej codzienności pełnej niepewności, walki o kawałek własnego miejsca na ziemi i prób odzyskania choć odrobiny normalności. Autorka prowadziła przez ten czas z wyczuciem i delikatnością, pokazując, że wojna nie znikała wraz z ostatnimi strzałami, lecz długo jeszcze pozostawała w ludziach, ich pamięci i wyborach.

Bardzo poruszyła mnie historia Libasia Schimanskiego, który po latach wojennej tułaczki wraca do rodzinnej miejscowości i odkrywa, że nic nie jest już takie jak dawniej. Dom przestał być domem, sąsiedzi zniknęli, a świat, który znał, bezpowrotnie odszedł. Towarzyszące mu poczucie zagubienia i samotności zostało przedstawione w sposób niezwykle autentyczny. Trudno było nie współodczuwać z nim bólu, rozczarowania i niepewności jutra.

Równie mocno urzekła mnie postać Heleny. To młoda kobieta, która żyła w cieniu cudzych decyzji i oczekiwań, a jednocześnie skrywała w sobie ogromną siłę. Relacja między nią a Libasiem rozwijała się powoli i ostrożnie, bez gwałtowności i bez przesadnej słodyczy, jakby oboje bali się zaufać szczęściu. I właśnie ta subtelność urzekła mnie najbardziej.

Jednym z największych atutów powieści jest także mazurski klimat. To przestrzeń pełna uroku, a jednocześnie naznaczona trudną historią i śladami dawnych mieszkańców. Autorka przedstawia złożone relacje między ludźmi, którzy po wojnie musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości i nauczyć się żyć obok siebie mimo uprzedzeń, lęków oraz bolesnych doświadczeń.

 Magdalena Wala po raz kolejny pokazała, że potrafi opowiadać o emocjach w sposób szczery i niewymuszony. Nie sięga po łatwe wzruszenia, lecz daje bohaterom przestrzeń, by mówili własnym głosem, a ja mogłam samodzielnie przeżywać ich historie, jakbym była tuż obok. Dzięki temu każda strata, nadzieja i rozczarowanie stały się jeszcze bardziej odczuwalne i mocniej zapisały się w mojej pamięci.

 W tej historii szczególnie zachwyciła mnie starannie skonstruowana fabuła. Autorka nie odsłania wszystkich wątków od razu, co sprawiło mi ogromną satysfakcję jako czytelniczce. Zamiast tego stopniowo wprowadzała mnie w świat pełen niedopowiedzeń, w którym każde słowo i gest niosły ukryte znaczenie. Towarzysząc bohaterom, odczuwałam ich wewnętrzne pęknięcia, lęki, ale też powoli rodzącą się nadzieję na nowy początek i możliwość życia w spokoju. Jak zawsze zachwycił mnie styl pisania autorki, jego dojrzałość i sugestywność, a opisy miejsc oraz emocji działały na wyobraźnię tak silnie, że przez całą lekturę towarzyszyło mi narastające, intrygujące napięcie.

𝘗𝘰𝘮𝘳𝘶𝘬 𝘤𝘪𝘴𝘻𝘺 to dla mnie opowieść o tym, jak trudne bywa mierzenie się z własną przeszłością i jak głośne potrafią być sprawy, o których desperacko próbuje się milczeć. To książka, która zostaje w głowie na długo po przeczytaniu ostatniej strony, zmuszając do refleksji nad siłą ludzkich więzi i trudną sztuką wybaczania. To lektura dla wszystkich, którzy w literaturze szukają czegoś więcej niż tylko prostej rozrywki. To poruszająca opowieść osadzona w trudnej historycznej rzeczywistości powojennych Prus Wschodnich.

Dziś już z Wami się żegnam, życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.

ʜᴀʟɪɴᴀ

__________________________________

Współpraca barterowa Wydawnictwo Książnica

Magdalena Wala

__________________________________

Autor: Magdalena Wala
Wydawnictwo: Książnica  

Ilość stron: 304
Gatunek: obyczajowa / z historia w tle   

Data premiery: 25  lutego 2026
Moja ocena: 09 /10




 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

ZAPOWIEDŹ RECENZJI

ZAPOWIEDZI, NOWOŚCI, PREMIERY

TRZY TAJEMNICE