KIEDY WSZYSTKO ZDAJE SIĘ KOŃCZYĆ

 

𝘚𝘰𝘣𝘰𝘵𝘢  𝟢𝟩-𝟢𝟤-𝟤𝟢𝟤𝟨

 

*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸  *

________________

Dzień dobry, witam Was ponownie bardzo serdecznie.

 

𝑍𝑎𝑛𝑖𝑚 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑘𝑤𝑖𝑡𝑛ą 𝑤𝑖ś𝑛𝑖𝑒  to jedna z najpiękniejszych powieści, jakie przeczytałam w tym roku. To historia, która poruszyła mnie bardzo mocno, choć w sposób cichy i nienachalny. To książka, przy której trudno było mi powstrzymać łzy, a jednocześnie dała mi poczucie ukojenia i nadziei. Natalia Przeździk opowiada o chorobie, samotności i trudzie mierzenia się z własną słabością, ale też o dojrzewaniu do zmian i otwieraniu się na drugiego człowieka. W tej opowieści wszystko jest ulotne jak płatki wiśni na wietrze, a każda chwila potrafi zmienić więcej, niż mogłoby się wydawać. To smutna, a zarazem piękna książka o życiu, które nie zawsze jest sprawiedliwe, ale potrafi przynieść coś dobrego nawet wtedy, gdy wszystko zdaje się kończyć.

ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:

𝗡𝗮𝘁𝗮𝗹𝗶𝗮 𝗣𝗿𝘇𝗲ź𝗱𝘇𝗶𝗸 – 𝗭𝗮𝗻𝗶𝗺 𝗽𝗿𝘇𝗲𝗸𝘄𝗶𝘁𝗻ą 𝘄𝗶ś𝗻𝗶𝗲 – 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮 𝟭𝟰 𝘀𝘁𝘆𝗰𝘇𝗻𝗶𝗮 𝟮𝟬𝟮𝟲 𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼 𝗗𝗼𝗯𝗿𝗲 𝗦𝘁𝗿𝗼𝗻𝘆

ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗞𝗶𝗲𝗱𝘆 𝘄𝘀𝘇𝘆𝘀𝘁𝗸𝗼 𝘇𝗱𝗮𝗷𝗲 𝘀𝗶ę 𝗸𝗼ń𝗰𝘇𝘆ć

__________________________________________________________

Hanna i Majka żyją w dziwnej symbiozie w domu na Podgórzu. Matka i córka funkcjonują w świecie, który same stworzyły, otoczone książkami, dobrą muzyką i aromatyczną herbatą. Hanna jest wyniosła i patrzy na wszystkich z góry. Ma swoje zasady, które uważa za słuszne, i konsekwentnie ich przestrzega, wymagając tego samego od swojej córki. Traktuje życie z pogardą, a każde niepowodzenie kwituje skrzywieniem ust. Majka natomiast ma łagodny charakter i skłonność do szukania w każdej sytuacji powodu do radości.

Były jak ogień i woda. Łączyły je tylko dwie rzeczy: miłość do kraju kwitnącej wiśni oraz mieszkanie na krakowskim Podgórzu, które zajmowały od prawie trzydziestu lat. Gdy mąż Hanny, ojciec Majki, porzucił je dla innej kobiety, Hanna postanowiła za nim nie tęsknić i tego samego nauczyła swoją córkę.

Majka była posłuszną córką. Choć nie rozumiała matki, nie potrafiła jej się sprzeciwić. Nawet gdy zaliczała życiowe wpadki, nie przyznawała się do nich, bo nie miała ochoty słuchać matczynych tyrad. Hanna zaś nie chciała w ich życiu żadnego mężczyzny. Boga też nie chciała, bo w Niego nie wierzyła. Miłość i to, co głosili panowie w czarnych sukienkach, uważała za pierdoły. W takim duchu wychowywała swoją córkę, która od wiary i świątyni trzymała się z daleka.

Choć Kraj Kwitnącej Wiśni fascynował je obie, pozostawał jedynie w sferze marzeń. Były nim zauroczone, ale nie zamierzały tam jechać, bo Hanna twierdziła, że marzenia są dla idiotów. Brało się to zapewne stąd, że obawiała się rozczarowania. Wyjazd mógłby okazać się nieporozumieniem, a one szły przez życie ostrożnie, nie oczekując zbyt wiele i nie ulegając skrajnym emocjom. Żyły więc marzeniami o dalekim kraju, pracując w miejscach, które nie miały nic wspólnego z ich pasją. Każdy dzień był podobny do poprzedniego. Hanna nawet szaro-burym strojem podkreślała swoje podejście do życia. Majka mimo wszystko bardzo kochała swoją mamę taką, jaka była, i starała się ją wspierać, jak tylko mogła, choć słów podziękowania nie mogła się po niej spodziewać.

Majka, osaczona przez matkę, nie zna świata zewnętrznego. Przeważnie wędruje pomiędzy pracą a domem, w którym wciąż wysłuchuje zgryźliwych komentarzy matki. W niej jednak tliło się jakieś światełko. Dzięki niej na podwórku wyrosło wiśniowe drzewko z pestek kwaśnych owoców, które kiedyś nie smakowały małej dziewczynce, a teraz, ku zdziwieniu Mai, polubiła je także jej mama. W życiu dziewczyny wszystko ulega zmianie, gdy podczas spaceru przypadkowo trafia do oryginalnej księgarni, w której znajduje nie tylko dobre lektury i wyśmienitą kawę, ale także człowieka, który, podobnie jak ona, jest wielbicielem wschodnich powieści. Odtąd Majka spędza w tym miejscu sporo czasu, a czytane książki pozwalają jej zrozumieć relacje, które łączą ją z matką.

Historia wiśniowego drzewka na podwórzu pokazuje, że nawet z czegoś niezbyt atrakcyjnego może powstać coś pięknego i wartościowego. Drzewko to jest swego rodzaju symbolem ulotności chwili, która mija niczym ludzkie życie, zanim całkowicie opadną płatki przekwitającej wiśni. Wydaje się nam, tak jak Hannie, że po nas nic nie pozostanie puste, że jesteśmy silni i damy radę, że nic nas nie złamie. A potem życie wystawia nam rachunek i nagle zdajemy sobie sprawę ze swojej bezsilności, z tego, jacy jesteśmy mali i bezradni. Nie ma bowiem większej wartości ani ważniejszych priorytetów niż nasze życie, a to, jak je przeżyjemy, zależy tylko od nas. Wbrew pozorom to my decydujemy, co po nas zostanie i jak zapiszemy się w pamięci naszych bliskich.

Hanna, zanim dowiedziała się, że jest poważnie chora, pogardzała Janeczką i jej chorą córką Kasią oraz bezdomnym Mieciem. Dla niej ci ludzie prowadzili bezwartościowe życie. W obliczu tego, co nieuniknione, nagle stwierdziła, że to ona nie doświadczała prawdziwego życia, a ci ludzie, mimo pozornego bezsensu, przeżywali je bardziej autentycznie niż ona. Nieoczekiwanie to właśnie oni stali się dla Hanny kimś bliskim i wyjątkowym.

Hanna myśli, że umrze z klasą, a w umieraniu nie ma ani klasy, ani romantyzmu. Nie ma własnych zasad. Nie potrafiłam polubić tej bohaterki, zwłaszcza w pierwszych rozdziałach, kiedy wydawała się wyniosła i trudna. Irytowała mnie jej zarozumiałość, buta i zadzieranie nosa. Ale życie uczy pokory, i tej pokory nauczyło także Hannę. W obliczu tego, co miało nadejść, nagle zaczęła dostrzegać innych ludzi i ich potrzeby: bezdomnego Mietka oraz mamę i jej niepełnosprawną córkę Kasię. To właśnie ci ludzie byli tuż obok, kiedy najbardziej potrzebowała pomocy, a nie córka, którą całe życie strofowała, bo w takim momencie postanowiła na swój pokręcony sposób ją chronić. Kochała Majkę i to nie ulegało wątpliwości, ale to ona podjęła decyzję za córkę, z góry zakładając, że Majka nie przejmie się jej chorobą.

𝑍𝑎𝑛𝑖𝑚 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑘𝑤𝑖𝑡𝑛ą 𝑤𝑖ś𝑛𝑖𝑒 to nieśpieszna historia o tym, jak zmieniają się priorytety, gdy człowiek staje wobec tego, czego nie da się uniknąć. Choroba i nadchodzące zmiany uczą pokory. Nagle Hanna dostrzega wszystko w innym kontekście. Przestaje przeszkadzać jej to, co wcześniej wydawało się zbędne i nieważne, nawet ludzie, których życie wcześniej wydawało się Hannie bez sensu, jak bezdomny Miecio czy matka niepełnosprawnej Kasi. Oni żyli i mieli szansę korzystać z życia, a Hanna powoli odchodziła w bólu i samotności z wyboru, bo nie chciała przyznać się do swojej słabości przed córką. Gdy śmierć zajrzała jej w oczy, doceniła wszystko to, co odkładała na „później”. Życie mamy przecież jest tylko jedno i nigdy nie wiadomo, kiedy nadejdzie jego kres. Należy cieszyć się tym, co tu i teraz, nie odkładać na nie wiadomo kiedy, bo być może nigdy potem nie będzie już szansy, aby to zrobić.

𝑍𝑎𝑛𝑖𝑚 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑘𝑤𝑖𝑡𝑛ą 𝑤𝑖ś𝑛𝑖𝑒 to przepięknie opowiedziana historia. Wydaje się, że matka nieodwracalnie swoim brakiem akceptacji wyrządziła Majce krzywdę, jednak poprzez kultywowanie Kraju Kwitnącej Wiśni oraz japońskich potraw w ich domu nieświadomie zaszczepiła w dziewczynie niezwykłą wrażliwość. Dla Majki wszystko się zmieni, a jej codzienność już nigdy nie będzie taka jak wcześniej. Na jej drodze pojawia się wrażliwy człowiek, bo los nie znosi pustki. Teraz będzie mogła zrealizować swoje marzenia i dzielić się z kimś swoimi wrażeniami. Wszystko jest piękne, ale jeszcze piękniejsze, gdy ogląda się to we dwójkę. Nie tylko radość jest podwójna, również wspomnienia można dzielić razem.

Choć autorka w posłowiu zarzeka się, że nie jest ekspertem od kultury Dalekiego Wschodu, to, jak sama przyznaje, łączy ją z jej twórcami podobna wrażliwość. Patrzenie na świat z uwagą, zauważanie detali oraz zachwyt nad opadającymi kwiatami wiśni. Czy autorce udało się zarazić mnie tym choć trochę? O tak, i to bardzo. Ta powieść potwierdziła, za co tak kocham prozę Natalii Przeździk: za tę jej uważność, empatię i czułość, z jaką pisze o swoich bohaterach, nawet tych niezbyt pozytywnych. Udowadnia, że nikt nie jest ani całkowicie zły, ani całkowicie dobry. Czasem okoliczności sprawiają, że jesteśmy tacy, a nie inni. Ale dla Stwórcy jesteśmy kimś najważniejszym i najpiękniejszym, i to On prowadzi nas swoimi ścieżkami, stawiając na naszej drodze właściwych ludzi, abyśmy podążali w stronę światła, a nie mroku, bo na dobre zmiany nigdy nie jest za późno.

To książka, która poruszyła mnie jak żadna inna, wycisnęła łzy, by na końcu na mojej twarzy mógł pojawić się uśmiech. To niezwykle smutna historia, a jednocześnie pełna światła. Niosąca w sobie ból i nadzieję, jakby oba te uczucia splatały się w jedno. Czytając, czułam, że to opowieść o pokorze wobec życia i jego kruchości. Zestawienie ciężaru choroby z subtelnym pięknem kwitnących wiśni budziło we mnie pragnienie, by mieć odwagę cieszyć się każdą chwilą, jakby była ostatnia. Pani Natalio, kłaniam się nisko przed Pani talentem pisarskim i dziękuję za tę niesamowicie poruszającą historię.

_________________________________

Dziś już z Wami się żegnam, życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.

ʜᴀʟɪɴᴀ

__________________________________

Współpraca barterowa / Wydawnictwo Dobre Strony

Natalia Przeździk

__________________________________

Autor: Natalia Przeździk    
Wydawnictwo: Dobre Strony     

Ilość stron: 320
Gatunek: obyczajowa

Data premiery: 14  stycznia  2026
Moja ocena: 10 /10



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TRZY TAJEMNICE

Książkowe polecajki Haliny - wrzesień

ZAPOWIEDZI, NOWOŚCI, PREMIERY