MYDLANA BAŃKA

 

𝘊𝘻𝘸𝘢𝘳𝘵𝘦𝘬  𝟣𝟤-𝟢𝟤-𝟤𝟢𝟤𝟨

*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸  *

________________

Dzień dobry, witam Was ponownie bardzo serdecznie.

Zanim sięgnęłam po 𝑈ł𝑢𝑑ę ś𝑤𝑖𝑡𝑎𝑛𝑖𝑎 słyszałam wiele dobrego o stylu Izabelli Agaczewskiej. Mówiono, że proza autorki jest nasycona emocjami, a jednocześnie subtelna i wyważona, że każde zdanie ma w sobie smak i znaczenie, wciąga tak mocno, że przestaje się być obserwatorem i zaczyna przeżywać wszystko razem z bohaterami. Szybko przekonałam się, że te opinie wcale nie są przesadzone. 𝑈ł𝑢𝑑𝑎 ś𝑤𝑖𝑡𝑎𝑛𝑖𝑎 od pierwszych stron przyciągnęła mnie swoją nierzeczywistością. To historia, w której trudno odróżnić prawdę od złudzenia, a pragnienia bohaterów nieustannie zderzają się z rzeczywistością. Autorka prowadziła mnie coraz głębiej w świat pełen uczuć i wątpliwości, przez krainę wspomnień, w której nic nie było oczywiste, a każda chwila potrafiła zmienić bieg wydarzeń w zupełnie nieoczekiwany sposób. To nie jest książka, którą można po prostu przeczytać. Nie z powodu objętości, choć nie należy do najcieńszych, lecz dlatego, że przeżywa się ją powoli, fragment po fragmencie, emocja po emocji. Momentami zapierała mi dech w piersiach i zmuszała do przerwy, by uporządkować to, co właśnie we mnie poruszyła. Tego doświadczenia nie da się opisać słowami. 𝑈ł𝑢𝑑ę ś𝑤𝑖𝑡𝑎𝑛𝑖𝑎  trzeba przeczytać i przeżyć po swojemu.

ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:

𝗜𝘇𝗮𝗯𝗲𝗹𝗹𝗮 𝗔𝗴𝗮𝗰𝘇𝗲𝘄𝘀𝗸𝗮 – 𝗨ł𝘂𝗱𝗮 ś𝘄𝗶𝘁𝗮𝗻𝗶𝗮 – 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮 𝟮𝟱 𝗽𝗮ź𝗱𝘇𝗶𝗲𝗿𝗻𝗶𝗸𝗮 𝟮𝟬𝟮𝟱 𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼 𝗦𝗲𝗻𝘁𝗲𝗻𝗰𝗷𝗼𝗻𝗮𝗹𝗻𝗶𝗲

ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗠𝘆𝗱𝗹𝗮𝗻𝗮 𝗯𝗮ń𝗸𝗮

_______________________________________

Dwie kobiety, Olga i Alina. Olga za wszelką cenę chce zrobić karierę, zwłaszcza po tym, jak awans, na który liczyła, otrzymała znienawidzona przez nią koleżanka. Postanawia przygotować reportaż, który rzuci wszystkich na kolana, i bierze na cel Alinę, która spędziła ponad dwadzieścia lat w więzieniu za zabójstwo swojego męża. Historia tej kobiety ma stać się dla Olgi szansą na sukces.

Alina po wyjściu na wolność próbuje poskładać swoje życie, choć wciąż nosi w sobie więzienne nawyki. Jest bardzo utalentowana plastycznie, a malowanie obrazów staje się jej pasją. To właśnie to zainteresowanie staje się punktem zaczepienia dla Olgi, która podstępem próbuje wciągnąć Alinę w swój program. Takiego zachowania nie pochwala Marcin, operator zdjęciowy, choć w pewnym sensie jest od Olgi zależny. Towarzyszy jej podczas kręcenia reportaży i utrzymuje z nią intymną relację, choć w prawdziwym życiu nie są ze sobą związani w pełnym tego słowa znaczeniu, przy obopólnej akceptacji tego stanu rzeczy.

Alina w swoich wspomnieniach cofa się do czasów sprzed więzienia, kiedy była wychowanką domu dziecka. To miejsce surowe i wymagające, pełne cierpień i upokorzeń, choć zdarzały się też krótkie chwile szczęścia, ulotne i jasne jak błysk słońca w ciemnym pokoju. Przez kilka lat dom dziecka pełnił dla niej rolę prawdziwego domu, choć w dużej mierze pozostawał jego cieniem. W wieku jedenastu lat została zupełnie sama i poznała świat, w którym brakowało miłości, troski, zaufania i ciepła. Musiała nauczyć się w nim żyć, odnajdywać drogę w miejscu, które uczyło przetrwania bardziej niż życia.

Alina, choć nieufna, szybko uznała Olgę i Marcina za dobrych znajomych i coraz bardziej się przed nimi otwierała. Olga widziała w historii Aliny materiał na dobry program, a praca nad nim wciągnęła ją bez reszty. Marcin był natomiast zdegustowany sposobem, w jaki partnerka traktowała Alinę. Widział, jak pogrywała z nią, wyciągała jej zwierzenia. Reporterka nie miała żadnych skrupułów. Chciała wydobyć od niej wszystkie sekrety, bo zależało jej na mocnym materiale, a w jej pojęciu drętwa i spięta Alina tylko przeszkadzała w osiągnięciu celu. Marcin czuł, że partnerka stąpa po grząskim gruncie. Ona zawsze spadała na cztery łapy, ale co stanie się z Aliną? Olgę nie interesowały jego uwagi. Najważniejsze było stworzenie dobrego materiału.

Olgę w ogóle nie interesowały uczucia Aliny. Tak bardzo skupiła się na swoim projekcie, że świat przestał dla niej istnieć. Cel przysłonił środki, a Marcin coraz bardziej denerwował się jej bezwzględnym igraniem z emocjami Aliny. Wyrachowanie i zimna kalkulacja Olgi zaczęły go drażnić. Może wcześniej mu to nie przeszkadzało, aż do teraz. Okazało się, że nie znał samego siebie. Nie potrafił zobaczyć w Alinie osoby bezwzględnej i zdolnej do zbrodni. Taka wizja kompletnie do niej nie pasowała. Nie znał dokładnie jej historii, a może wcale nie pragnął jej poznać. Od początku odnosił wrażenie, że Alina wzbudza w nim litość i wcale nie chciał, by to się zmieniło. Była zwyczajną dziewczyną, a on starał się jej nie stygmatyzować, choć miał świadomość, że więzienie odcisnęło piętno na jej życiu. Nie mógł po prostu o tym zapomnieć. Marcin zdawał sobie sprawę, że nie tylko Alina, ale także on sam jest jedynie trybikiem w grze Olgi. Alina jeszcze o tym nie wiedziała.

Ta historia stworzona przez Izabellę Agaczewską jest tak samo nieoczywista  jak obrazy Aliny. Z ta różnicą, że malowana słowem przez autorkę. Ciekawość podsycają krótkie zdania, pełne metafor, porównań, refleksji. Czy Alina zdoła odnaleźć to, co przez lata więzienia utraciła i co było dla niej najcenniejsze? Tamten dzień, tamta noc wciąż wracała do niej w nocnych koszmarach. Każda minuta wracała po raz kolejny. Nie mogła z pamięci wymazać nocy, która zmieniła wszystko.  Ta powieść jest jak zdjęcia Marcina. Flesze, klisze, powidoki wszystko skonstruowane ze wspomnień Aliny. Mama, babcia, prababcia, błysk. Dom dziecka, prześladowanie, wyśmiewanie, błysk. Sierota, za którą nie miał się kto wstawić i nie miała woli walki, błysk. Pojawienie się Gajusza i miłość do niego, błysk. Osaczanie przez niego i upokarzanie, błysk. Dom teściów pełen pogardy i wyższości, w którym odmówiono jej pomocy, błysk. Cela więzienna, błysk. Ciągłe czekanie na coś w więzieniu, błysk. Odseparowanie jej od całego świata przez teścia, błysk.

Na uwagę zasługują doskonale oddane realia więzienne, a także rozpacz i ból Aliny, która chciała się unicestwić. Kilka lat minęło, zanim się uspokoiła. Wśród współwięźniarek uchodziła za szaloną, więc zostawiano ją w spokoju, a ona robiła wszystko, by trzymać innych na dystans. Jedyną jej przyjaciółką była Kaśka, która siedziała za to samo, ale miała wsparcie rodziny, podczas gdy Alina, nie mając własnej rodziny, dzięki wpływowemu teściowi została całkowicie pozbawiona pomocy. To dzięki Kaśce znów zaczęła malować. Przyjaciółka pomogła jej marzyć i wytyczać cele. Potem Kaśka zniknęła po tym, jak sąd ją uniewinnił, a za Aliną nie miał się kto wstawić, bo na wolności nie miała nikogo. Odsiedziała długie dwadzieścia cztery lata, a nadchodzące święta były dla niej ogromną torturą. Była sama, a sumienie coraz mocniej dawało o sobie znać. Paradoksalnie w więzieniu nie była samotna, czuła wtedy wspólnotę.

Autorka z niezwykłą empatią opisuje dramat Aliny, matki, która bezskutecznie poszukuje swojego dziecka. Minęło już tyle lat, córka z pewnością jest dorosła, a Alina nie wie, jak wygląda ani jak się nazywa. Nawet gdyby udało się ją odnaleźć, kobieta nie ma pewności, czy córka zechciałaby nawiązać z nią jakikolwiek kontakt. Poszukiwania dziecka, które Alina straciła przed laty z powodu tragicznych wydarzeń, należą do najbardziej wstrząsających fragmentów powieści. To właśnie one najmocniej mnie poruszyły i sprawiły, że nie mogłam oderwać się od tej historii.

Ta powieść jest jak zbiór pięknych fotografii, do których trzeba wracać wielokrotnie, by dostrzec wszystkie szczegóły. Przeczytać kilka zdań, zatrzymać się przy nich, przemyśleć. I nie dlatego, że jest źle napisana, lecz dlatego, że każde słowo w tej historii ma znaczenie i niesie ze sobą niezwykły przekaz oraz wyjątkowy wydźwięk. Jak w poezji. Można, a nawet trzeba się nimi delektować. To nie jest opowieść, którą połyka się jednym tchem, by zaraz sięgnąć po następną. Nie chodzi nawet o jej objętość, choć jest dość spora, ale o to, co autorka w niej zawarła. W historii Aliny jest tyle bólu, że czułam go niemal fizycznie, przeżywając wszystko razem z nią.

Zakochując się w Gajuszu, a potem wychodząc za niego za mąż, nie wiedziała, że kiedyś doprowadzi ją do ostateczności. Gdyby to przeczuwała, uciekłaby razem z dzieckiem. Przerażające były demony, które głęboko w niej tkwiły. Który z nich był najsilniejszy, najbardziej mroczny? Ten z okresu małżeństwa, pełnego lat upokorzeń ze strony socjopatycznego męża, gdy wreszcie puściły tamy i zabiła swojego dręczyciela? A może ten z lat koszmaru w więzieniu? A może ten upleciony z nieustającej tęsknoty za córką, o której losie nic nie wiedziała? Wszystkie stanowiły tragiczny obraz życia kobiety, która najmniej zawiniła, a zapłaciła za wszystko najwyższą cenę.

Jestem pod ogromnym wrażeniem, w jaki realistyczny sposób Izabella Agaczewska ukazała mechanizm wchodzenia w uzależnienie od socjopaty. Pokazała, jak powoli dla Aliny budowane było więzienie z cegiełek zaufania, oddania i miłości. Utrzymywał ją w tym kieracie, od czasu do czasu karmiąc swoim wdziękiem, by za chwilę karać za nieposłuszeństwo. Alina żyła w ciągłej niepewności, uzależniona od jego humorów i kaprysów. Czułam emocje tej kobiety niemal fizycznie. Ból rozstania, ból po stracie, ból złych decyzji, rozpacz i wyrzuty sumienia. Odarcie ze złudzeń, brak nadziei, a jednak Alina wciąż liczyła na przebaczenie, zrozumienie i miłość. Dlaczego nie uciekła od swojego kata? Z miłości i ze strachu… brzmi absurdalnie. Nie miała nic poza małym dzieckiem i wiarą, że jeszcze wszystko może się zmienić, że mężczyzna, którego kochała, znów stanie się tym, kim był kiedyś.

Oldze bardzo zależało na pokazaniu prawdy o Alinie, choć ona sama wcale tego nie chciała. Kobieta pragnęła odciąć się od przeszłości, w pewnym sensie narodzić się na nowo i dać sobie szansę. I nawet zaczynało się jej to udawać. Olga jednak bezpardonowo wymagała od niej powrotu, bolesnej podróży w czasie i rozdrapywania dawnych ran. Z jednej strony pomagała jej w rozwijaniu malarskiej kariery, a z drugiej zmuszała do konfrontacji z miejscami, do których Alina wracać nie chciała. Kobieta czuła się jak relikt z XXI wieku, w którym mentalnie utkwiła. Zagubiona w czasoprzestrzeni. Wspomnienia powracały niespodziewanie, wychylały się z cienia jak duchy przeszłości. Na jednej szali Alina kładła swoją nową tożsamość, życie w ukryciu i możliwą karierę artystyczną, a na drugiej nikłe szanse na odzyskanie córki. Co przeważy?

𝑈ł𝑢𝑑𝑎 ś𝑤𝑖𝑡𝑎𝑛𝑖𝑎 to dojrzała, emocjonalna powieść, która wstrząsnęła moim światem, choć od dawna jestem przekonana, że mało co już potrafi mnie zaskoczyć. To jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w ostatnim czasie. Choć przez cały czas wydawało mi się, że wiem wszystko o bohaterach, finał powieści zupełnie mnie zaskoczył. Wszystko niemal przewidziałam, ale takiego zakończenia nie. W kulminacyjnym momencie moje spojrzenie na każdą z postaci całkowicie się odmieniło. Jestem pod ogromnym wrażeniem kunsztu pisarskiego autorki. Alina wierzyła w początek czegoś nowego, a okazało się, że wszystko było iluzją, zwodniczym wyobrażeniem, a nie prawdziwym końcem mroku czy problemów. Przemyślenia bohaterki były ulotne, jak ułuda świtania, która jest tylko pozornym światłem w ciemności.

To powieść o bardzo wymownym tytule, który sugeruje dramatyczne i trudne życie głównej bohaterki, w którym chwile spokoju są jedynie ulotne i zwodnicze. Ułuda to złudzenie, coś nietrwałego i nieprawdziwego, wytwór wyobraźni, który zwodzi zmysły i serce. Świtanie natomiast to początek dnia, chwila, gdy ciemność ustępuje światłu, symbol odrodzenia, nadziei i nowego początku. I dokładnie tym jest ta powieść: złudzeniem, a zarazem czymś, co daje nadzieję.

Mimo że książka liczy ponad sześćset stron, czytało mi się ją z niezwykłą lekkością, a przyjazna dla oczu czcionka dodatkowo ułatwiała lekturę. Autorka dopracowała każdy szczegół, tworząc porządek i harmonię, dzięki czemu historia nie tylko wciągała, ale pozwalała poczuć się jej częścią. Powieść była tak znakomita, że trudno mi było ją odłożyć, bo całkowicie mnie pochłonęła. To prawdziwa perełka literacka z najwyższej półki, która, mam nadzieję, znajdzie wielu odbiorców.

_________________________________

Dziś już z Wami się żegnam, życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.

ʜᴀʟɪɴᴀ

__________________________________

Współpraca barterowa / Wydawnictwo Sentencjonalnie

Izabella Agaczewska

__________________________________

Autor: Izabella Agaczewska    
Wydawnictwo: Sentencjonalnie

Ilość stron: 607
Gatunek: obyczajowa

Data premiery: 25  października  2025
Moja ocena: 10 /10



 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TRZY TAJEMNICE

Książkowe polecajki Haliny - wrzesień

ZAPOWIEDZI, NOWOŚCI, PREMIERY