OFIATA I KAT. KAT I OFIARA

 

Ś𝘳𝘰𝘥𝘢  𝟣𝟪-𝟢𝟤-𝟤𝟢𝟤𝟨

*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸  *

________________

Dobry wieczór, witam Was ponownie bardzo serdecznie.

Poznałam styl pisania Marty Reich przy okazji lektury powieści 𝐾𝑎ż𝑑𝑒 𝑡𝑤𝑜𝑗𝑒 𝑠ł𝑜𝑤𝑜 i od tamtej chwili wiedziałam, że to autorka, która potrafi poruszyć serce i dotknąć najwrażliwszych strun duszy. Tamta historia poruszyła mnie do granic, ale 𝑀𝑎𝑟𝑡𝑤𝑒 𝑘𝑤𝑖𝑎𝑡𝑦 wstrząsnęły mną całkowicie, pozostawiając emocje, które tkwią we mnie do tej pory. Marta Reich długo kazała czekać na swoją nową książkę, lecz ten czas oczekiwania został wynagrodzony opowieścią o takiej sile, że trudno ją z siebie strząsnąć. To jedna z tych historii, które trudno wziąć za prawdziwe, a jednak od pierwszych stron wiadomo, że wydarzyły się naprawdę. 𝑀𝑎𝑟𝑡𝑤𝑒 𝑘𝑤𝑖𝑎𝑡𝑦 należą właśnie do tej kategorii. To nie jest fikcja, którą można odłożyć na półkę i odetchnąć z ulgą. To opowieść, w której każde zdanie ma swój ciężar, a za słowami kryje się ból i prawda, których nie sposób zapomnieć. Mimo zmienionych nazwisk i dodanych wątków, doskonale wiedziałam, że wydarzenia opisane w książce miały miejsce naprawdę. I to sprawiło, że długo po lekturze książki nie mogłam dojść do siebie. Powodem tego nie była jedynie sama historia, ale sposób, w jaki została opowiedziana. To prawdziwe mistrzostwo świata. Napisać książkę opartą na prawdziwych wydarzeniach w sposób, który zapiera dech w piersiach, udaje się naprawdę nielicznym. A Marcie Reich się to udało.

 

ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:

 

𝗠𝗮𝗿𝘁𝗮 𝗥𝗲𝗶𝗰𝗵 – 𝗠𝗮𝗿𝘁𝘄𝗲 𝗸𝘄𝗶𝗮𝘁𝘆 – 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮 𝟮𝟬 𝘀𝘁𝘆𝗰𝘇𝗻𝗶𝗮 𝟮𝟬𝟮𝟲 𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼 𝗣𝗿ó𝘀𝘇𝘆ń𝘀𝗸𝗶 𝗶 𝗦-𝗸𝗮

 

ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗢𝗳𝗶𝗮𝗿𝗮 𝗶 𝗸𝗮𝘁. 𝗞𝗮𝘁 𝗶 𝗼𝗳𝗶𝗮𝗿𝗮

______________________________________________

 

Zofia Czajkowska, matka Ewy, była najlepszą montażystką w telewizji w latach 80-tych. Budziła zazdrość koleżanek, które obgadywały ją za plecami. Z jednej strony ją podziwiały, z drugiej zazdrościły. Snuły teorie na temat jej życia prywatnego, zwłaszcza że Zofia pilnie strzegła swojej prywatności. Była rozwódką i nikomu nie zdradzała, z kim się spotyka. Jej córka również budziła zazdrość wśród szkolnych koleżanek. Nie tylko nosiła ubrania z Pewexu, ale także spotykała się z przystojnym chłopakiem, o którym wiele dziewczyn marzyło.

 

Gdy pewnego dnia nie pojawiła się w pracy, wszyscy, którzy znali Zofię, byli pełni niepokoju, bo nigdy wcześniej jej się to nie zdarzało. Bliska koleżanka Zofii, Basia, jej były mąż i ciotka czuli, że stało się coś niedobrego. Sytuacja wydawała się im wręcz surrealistyczna, bo nic w życiu nie przygotowuje człowieka na coś takiego. Żadne książki ani setki obejrzanych filmów nie są w stanie tego oddać. Nie ma nic bardziej koszmarnego niż nagłe zniknięcie bliskiej osoby, gdy nie wiadomo, co się z nią dzieje, czy żyje, czy nie, i nie można w żaden sposób jej pomóc. Tylko milicja nie przejęła się tym zbytnio, uznając, że kobieta bez zobowiązań po prostu poszła się zabawić i wkrótce wróci.

 

Gdy jednak tak się nie stało, wszczęto poszukiwania. Postać ofiary szczególnie zaintrygowała policjantkę prowadzącą śledztwo. Zofia Czajkowska wydawała jej się do bólu poprawna, a przy tym dziwnie nijaka, bezbarwna. Jak to możliwe, że ktoś niepozorny, jak Zofia, został zamordowany w tak okrutny sposób? Dlaczego morderca odrąbał jej głowę, zapakował do garnka i wrzucił do Jeziorka Czerniakowskiego, gdzie przypadkowo odnaleźli ją dwaj pracownicy warszawskich zakładów komunalnych? Niedługo potem w skrytce na dworcu odkryto resztę zwłok w walizce, na której ktoś położył trzy zwiędłe kwiaty: tulipana, żonkila i frezję. Co to miało oznaczać? Czy Zofia była przypadkową ofiarą seryjnego mordercy, czy ktoś zabił ją celowo, ktoś, kto ją znał? Kto mógł pragnąć jej śmierci? Koleżanki z pracy były zdziwione tym, że ktoś postanowił zamordować tak zwyczajną kobietę.

 

 Porucznik Mirosław Wolski i starsza sierżant Jolanta Derka z Komendy Stołecznej Milicji Obywatelskiej, to wyjątkowa para śledczych, którzy byli jak psy myśliwskie, gdy raz złapali trop, nie odpuszczali, zapominając o całym świecie. Ich szeroko zakrojone działania stały w sprzeczności z tym, czego oczekiwała ówczesna władza. Wkrótce śledztwem zainteresowało się SB, bo w pięknym socjalistycznym państwie nie wolno było niepokoić obywateli ani podawać do publicznej wiadomości informacji niewygodnych dla rządzących. Prawda, do której ostatecznie dotarli, okazała się tak szokująca, że do dziś trudno ją pojąć.

 

Jak zwykle w takich przypadkach podejrzanym numer jeden dla milicji stał się były mąż, choć to on wszczął alarm, gdy Zofia zniknęła. Podejrzanym wydawał się też Szczepan, który wynajmował w mieszkaniu denatki pokój, a prowadził podwójne życie, o czym kobieta nie wiedziała. Śmierć kobiety mocno wstrząsnęła jej córką, która zupełnie straciła równowagę emocjonalną. Czuła się, jakby była martwa w środku. Nie odczuwała niczego i nie rozumiała. Wcześniej próbowała zdobyć niezależność, ale prawda była taka, że całe jej życie było podporządkowane matce. A teraz jej nie było. Jak temu wszystkiemu stawić czoła? Jej życie w ciągu ostatnich kilkunastu godzin przewróciło się do góry nogami.

 

W trakcie dochodzenia okazało się, że Zofia wcale nie była miłą osobą, jak mogłoby się wydawać. Lubiła się przechwalać i dokuczać innym, zwłaszcza tym, którzy stali w hierarchii telewizyjnej niżej od niej. Uwielbiała, gdy wszystko kręciło się wokół jej osoby. Jej chełpliwe opowieści doprowadzały wszystkich do szału. Usłużna i miła była jedynie wobec przełożonych. Nie była lubiana z powodu swojej wyniosłości i nieustannego popisywania się. Jedynie Barbara ją rozumiała i akceptowała jej zachowanie. Niezbyt pochlebnie wypowiadał się o niej także jej były mąż. W domu kobieta stosowała przemoc psychiczną, a wobec córki czasem również fizyczną, zwłaszcza po śmierci własnej matki.

 

Para milicjantów krok po kroku, po nitce do kłębka, podążała w kierunku odkrycia tożsamości mordercy. Tylko zaczynało już brakować nitek, po których mogliby dojść do zabójcy. Jedyne, co udało się im ustalić, to że była to nudna i niesympatyczna kobieta, nielubiana ani w pracy, ani w domu. Każdy kolejny podejrzany okazywał się tropem wiodącym w ślepy zaułek. Stosy kartek z wypowiedziami ludzi, którzy znali Czajkowską lepiej lub gorzej, czasem całkiem blisko, i wciąż nic. Nic, co rzucałoby jakiekolwiek nowe światło na sprawę. Wydaje się niemożliwe, że w biały dzień kobieta wyszła ze swojego mieszkania w centrum Warszawy, by udać się do pracy, ale nigdy do niej nie dotarła i nikt niczego nie zauważył.

 

Wyjaśnienie tej sprawy okazało się naprawdę szokujące. O ile wszystkie inne kryminalne opowieści, które dotąd czytałam, są przeważnie całkowitą fikcją literacką i już nie robią na mnie takiego wrażenia jak kiedyś, to 𝑀𝑎𝑟𝑡𝑤𝑒 𝑘𝑤𝑖𝑎𝑡𝑦 wstrząsnęły moim światem, bo wydarzenia, które opisuje Marta Reich, miały miejsce naprawdę. Pomimo że autorka ubrała je w piękne słownictwo i dołożyła trochę fikcji, by złagodzić ich wymowę, prawda, która wypłynęła, jest przerażająca. Wcale nie dziwię się temu, że w latach 80-tych tak bardzo wstrząsnęły opinią publiczną, bo mną po tylu latach także. Nadal wydaje mi się niepojęte i nieprawdopodobne, jak to w ogóle było możliwe. Dalej zastanawiam się, kto był bardziej winien, kat czy ofiara. Na koniec nasunęła mi się pewna refleksja. Człowiek jest jak kwiat, piękny i kolorowy, ale żeby zakwitnąć potrzebuje pokarmu. Dla człowieka jest to miłość, bo to nią się karmi. Jeśli jej zabraknie, stanie się martwy i uschnie, jak te kwiaty na walizce ze zwłokami.

 

𝑀𝑎𝑟𝑡𝑤𝑒 𝑘𝑤𝑖𝑎𝑡𝑦 to świetny kryminał, jeden z lepszych, jakie przeczytałam. Podobało mi się, jak autorka idealnie oddała zachowanie młodzieży w szkole, która tuż po tym, co się wydarzyło, omijała Ewę szerokim łukiem, jakby obawiała się, że dramat dziewczyny przeniesie się na nich. To typowe zachowanie tłumu w takiej sytuacji, zostało uchwycone przez autorkę po mistrzowsku. Na uwagę zasługuje również sposób, w jaki autorka oddaje klimat lat osiemdziesiątych, gdy pracownicy telewizji należeli do grona uprzywilejowanych. Mieli dostęp do rzeczy, o których inni mogli tylko pomarzyć. Z niezwykłą dokładnością opisała realia telewizji, w której praca była niezwykle prestiżowa, a jej pracownicy nie darzyli się sympatią. Marta Reich perfekcyjnie przedstawiła obraz PRL-owskiej Polski, w której dla jedynie słusznej władzy nie do pomyślenia była taka zbrodnia, a także mówienie o niej.

 

Marta Reich kolejny raz udowodniła, jak wspaniale potrafi pisać. Najbardziej uderzył mnie realizm tej książki. 𝑀𝑎𝑟𝑡𝑤𝑒 𝑘𝑤𝑖𝑎𝑡𝑦 to opowieść surowa, momentami chłodna, a ja nie mogłam schować się za fikcją i czułam się niemal jak świadek wydarzeń. Klimat powieści był ciężki i duszny, napięcie narastało stopniowo, a emocje miały czas, by dojrzewać. Podobała mi się też psychologiczna warstwa powieści. Autorka pokazuje, jak złożona jest ludzka natura, nie stawia prostych ocen, tylko zostawia przestrzeń do refleksji nad winą, odpowiedzialnością i tym, co jawne, a tym, co ukryte. W niezwykle plastyczny sposób opisuje nie tylko relacje między bohaterami, ale także doskonale przedstawiła obraz PRL-owskiej rzeczywistości w Polsce. Bezsprzecznie to najlepsza powieść autorki i już czekam na kolejne części 𝑇𝑎𝑗𝑒𝑚𝑛𝑖𝑐 𝑧𝑏𝑟𝑜𝑑𝑛𝑖.

 

Taka moja jedna uwaga: nie szukajcie w internecie wiadomości na temat tej zbrodni ani nie czytajcie posłowia autorki przed ukończeniem lektury książki. Choć przyznaję szczerze, że gdzieś w głębi serca podejrzewałam to, czego milicja początkowo nie zauważyła. Czy poczułam satysfakcję z moich przeczuć? Wcale. Wolałabym się mylić.

 

_________________________________

Dziś już z Wami się żegnam, życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.

ʜᴀʟɪɴᴀ

__________________________________

Współpraca barterowa – Wydawnictwo Prószyński i Ska

Marta Reich

__________________________________

Autor: Marta Reich    
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Ilość stron: 440
Gatunek: kryminał / thriller

Data premiery: 20  stycznia  2026
Moja ocena: 10 /10




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TRZY TAJEMNICE

ZAPOWIEDZI, NOWOŚCI, PREMIERY

Książkowe polecajki Haliny - wrzesień