ILUZJA
Ś𝘳𝘰𝘥𝘢 𝟢𝟦-𝟢𝟥-𝟤𝟢𝟤𝟨
*ℝ𝔼ℂ𝔼ℕℤ𝕁𝔸 *
________________
Dzień
dobry, witam Was ponownie bardzo serdecznie.
Sięgając
po książkę S. J. Lorenca 𝑆𝑧𝑚𝑒𝑙𝑐,
nie miałam żadnych oczekiwań, a może jednak jakieś miałam, tylko trudno było mi
je nazwać. To moje pierwsze spotkanie z tym autorem, więc ciekawość mieszała
się z lekką niepewnością. Zaintrygował mnie tytuł i opis wydawcy. Szmelc z
definicji to coś bezwartościowego, zniszczonego, pozornie do wyrzucenia, a
jednak w tej historii ma znaczenie. Tym szmelcem jest stary aparat, który nie
tylko robi zdjęcia, ale zdaje się zatrzymywać coś więcej niż obraz. Z każdym
kolejnym rozdziałem i zdjęciem coraz trudniej odróżnić, co jest
rzeczywistością, a co tylko wyobrażeniem. Widać, że autor bawi się formą,
miesza niepokój z nutą grozy i lekkim surrealizmem, przez co całość wciąga,
choć nie zawsze pozwala czuć się bezpiecznie.
ᴢ ᴄʏᴋʟᴜ ʜᴀʟɪɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀᴌᴀ ɪ ᴘᴏʟᴇᴄᴀ:
𝗦.𝗝.
𝗟𝗼𝗿𝗲𝗻𝗰 – 𝗦𝘇𝗺𝗲𝗹𝗰
– 𝗽𝗿𝗲𝗺𝗶𝗲𝗿𝗮 𝟭𝟰
𝘀𝘁𝘆𝗰𝘇𝗻𝗶𝗮 𝟮𝟬𝟮𝟲
𝗿. – 𝗪𝘆𝗱𝗮𝘄𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗼
𝗠𝗶ę𝘁𝗮
ᴛʏᴛᴜᴌ
ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗜𝗹𝘂𝘇𝗷𝗮
___________________________
Lucjan
„Lucy” Stanisławski, utalentowany fotograf modowy, ucieka od własnych problemów
do Berlina, szukając w obcym mieście oddechu i zapomnienia. Do domu wraca
dopiero wtedy, gdy otrzymuje tajemniczą kartkę od Pawła Zmory, przyjaciela i
mentora, któremu zawdzięcza wszystko, co potrafi. Na miejscu odkrywa, że Zmora
zniknął bez śladu kilka dni wcześniej. Lucy wprowadza się do mieszkania mentora
i zaczyna przejmować część jego obowiązków w wydawnictwie Fabryka. Przebywając
w jego czterech ścianach, nie może oprzeć się pokusie, by sprawdzić, czym Paweł
zajmował się w ostatnich dniach.
Szefowa wydawnictwa „Fabryka” z entuzjazmem zaproponowała Stanisławskiemu współpracę, jakby już zakładała, że Zmora nigdy nie wróci, choć podobno takie zniknięcia zdarzały mu się już wcześniej. Lucy dostrzega w tej propozycji ogromną szansę dla siebie, ale jednocześnie wchodzi w paradę innemu fotografowi, który liczył na to stanowisko i miał nadzieję przejąć projekt Zmory.
Lucy w mieszkaniu Pawła Zmory, pełnym zdjęć i fotograficznego sprzętu, z ciekawością przegląda to, co zostało, próbując zrozumieć, co się wydarzyło. Z czasem wszystko zaczyna się rozmywać. Kolejne dni tracą kontury, wspomnienia mieszają się z teraźniejszością, a sny stają się równie realne jak to, co dzieje się za dnia. Śledztwo powoli zmienia się w coś zupełnie innego, w świat, w którym nic nie jest pewne.
Lucjan wraca pamięcią do momentu, kiedy poznał Kasję i jak bardzo jej obecność wpłynęła na jego przyjaźń z Pawłem. Była utalentowaną modelką, która zawsze stawiała na pierwszym miejscu własne potrzeby i priorytety, czego zafascynowany nią Lucy początkowo nie dostrzegał, ale widział to Zmora, który zawsze patrzył na świat realistycznie. O Kasję przyjaciele pokłócili się po raz pierwszy, a Lucy dopiero po kilku tygodniach zrozumiał, że Zmora nie mylił się w swojej opinii o niej. Wtedy też uświadomił sobie, że Paweł był jedyną osobą w jego życiu, która przy wszystkim, co dla niego zrobił, działała bezinteresownie.
Podobał mi się pomysł podzielenia rozdziałów według fotografii. Każdy rozdział to jedno zdjęcie. Fabuła książki tworzy się z tych zdjęć, więc wciąż zastanawiałam się, co jest prawdą, a co tylko chwilą zatrzymaną w kadrze, co mogło być prawdą lub sprytnym trikiem fotograficznym utalentowanego autora. S.J. Lorenc nie spieszy się z odpowiedziami. Pozostawia pęknięcia, przez które przesącza się napięcie, i znaki zapytania, które nie dają spokoju. To nie jest książka, którą czyta się lekko i przyjemnie. To nie jest prosta rozrywka, moim zdaniem dość trudna w odbiorze, ale zarazem z bardzo ciekawą konstrukcją. Autor nie prowadzi za rękę i nie wyjaśnia wszystkiego. Pozostawia pytania, które zostają w głowie. Czy naprawdę można coś odrzucić na zawsze, czy po prostu odkładamy to na później, jak rzeczy, które uznało się za bezużyteczne?
Na początku trudno było mi wejść w rytm historii. Czułam duszny, niemal artystyczny klimat, chłonęłam go, ale treść przyswajałam powoli. Widoczne było oddanie hołdu fotografii, która niemal stała się główną bohaterką, i przyjmowałam to z ciekawością, choć czasami nadmiar wiedzy o tym świecie mnie przytłaczał. W końcu jednak coś się rozkręciło. Historia zaczęła żyć własnym życiem, absurd gonił absurd, napięcie wisiało w powietrzu, a każde kolejne odkrycie było fascynujące i zaskakujące. Im dalej brnęłam, tym mniej wiedziałam, o co tak naprawdę chodzi, a finał wywołał we mnie prawdziwy szok. To, co czekało mnie na końcu, było po prostu porażające.
Gdy sięgałam po 𝑆𝑧𝑚𝑒𝑙𝑐 S.J. Lorenca, spodziewałam się klasycznej zagadki kryminalnej z trupem i ostrymi tropami. Zamiast tego dostałam opowieść, która powoli przesuwa granice między rzeczywistością a tym, co niewytłumaczalne, prowadząc mnie przez niespokojne krajobrazy ludzkiej psychiki i ulotnych wspomnień.
Chyba mimo wszystko myślałam, że to będzie rasowy kryminał albo thriller, a dostałam coś zupełnie innego. Coś, co wymyka się wszelkim kanonom gatunku i ociera się o elementy sci-fi. Czy czułam się zawiedziona? Absolutnie nie. Lubię być zaskakiwana, a ta konwencja bardzo mi odpowiadała i dostarczyła mnóstwa emocji. Akcja powieści nie pędzi w zawrotnym tempie, przeciwnie, toczy się powoli, leniwie, pozwalając zatrzymać się przy każdym kolejnym zdjęciu i wnikliwie mu się przyglądać, tak jak robił to Lucy. A czy dzięki temu obraz stawał się bardziej wyraźny? Ani trochę. Z każdym zdjęciem stawał się coraz bardziej zagmatwany. Kierunek, w jakim podążała fabuła wraz z odkrywaniem kolejnych fotografii, był fascynujący i mimo że praktycznie nic spektakularnego się nie działo, przyprawiał o szybsze bicie serca. I te koty… czy one wiedziały coś więcej niż inni?
W 𝑆𝑧𝑚𝑒𝑙𝑐𝑢 akcja rozwija się powoli, dojrzewa razem z bohaterami i z budowaną wokół atmosferą. Pierwsza część skupia się przede wszystkim na tworzeniu relacji, wprowadzaniu napięcia i układaniu podłoża pod to, co ma nadejść. Dopiero w drugiej połowie tempo zaczyna przyspieszać. Pojawiają się pierwsze niepokojące zdarzenia, a sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Zaczynałam dostrzegać, że to nie jest już tylko zaginięcie. 𝑆𝑧𝑚𝑒𝑙𝑐 to opowieść o pamięci, obsesji i cienkiej granicy między pasją a ryzykiem.
Lucy nosi w sobie ciężar przeszłości, w której rzeczywistość przeplata się z niepokojącymi obrazami i ulotnymi wspomnieniami. Jego śledztwo prowadzi przez zaniedbane i mroczne zakątki miasta, a kolejne odkrycia coraz mniej pozwalają odróżnić, co jest prawdą, a co jedynie wytworem jego umysłu. Największą siłą tej książki jest jej atmosfera. Opowieść toczy się spokojnie, niemal cicho, a mimo to między słowami czuć napięcie. Coś wisi w powietrzu, coś niepokojącego, ukrytego pod zwykłymi rozmowami, półsłówkami i niedopowiedzeniami. Ze stron nie emanuje jasne światło, lecz gęsta, ciężka atmosfera, jakby przed nadciągającą nawałnicą.
Autor wplata w fabułę pasję do fotografii w sposób, który dodaje historii klimatu i autentyczności. Opisy technicznych aspektów, analogowe aparaty i archiwa zdjęć sprawiają, że świat przedstawiony staje się namacalny, nawet gdy fabuła wślizguje się w koszmarny, nieracjonalny wymiar. Ta niesamowitość nie polega jednak wyłącznie na strachu czy grozie. Autor umiejętnie buduje napięcie poprzez drobne detale, które krok po kroku odsłaniały przede mną kolejne warstwy tajemnicy.
Przy lekturze często czułam się zagubiona fabularnie, bo narracja miesza różne perspektywy i fragmenty pamięci głównego bohatera. Właśnie w tym, moim zdaniem, tkwi największa siła powieści, w zanurzeniu w stan niepewności i dezorientacji, w którym trudno odróżnić jawę od wytworu umysłu. Jednocześnie dla niektórych może to być utrudnieniem w całkowitym wciągnięciu się w opowieść.
W 𝑆𝑧𝑚𝑒𝑙𝑐𝑢 autor bawi się konwencjami, wyciąga z bezpiecznej strefy oczekiwań i prowadzi przez mroczne, nie zawsze jednoznaczne zaułki ludzkiego umysłu i pamięci. Zakończenie jest satysfakcjonujące dla tych, którzy lubią otwarte interpretacje, innych może zostawić z mieszanką myśli i wątpliwości. To nie jest książka, która zamyka wszystkie wątki w logiczną całość. To raczej doświadczenie, które zostaje długo po odłożeniu książki na półkę. Powieść dla wszystkich, którzy cenią lektury niepodające gotowych odpowiedzi i w których groza nie polega wyłącznie na chwytaniu za serce.
_________________________________
Dziś
już z Wami się żegnam, życząc dobrego popołudnia i spokojnego wieczoru.
ʜᴀʟɪɴᴀ
__________________________________
Współpraca barterowa – Wydawnictwo Mięta
S.J. Lorenc
__________________________________
Autor: S.J. Lorenc
Wydawnictwo: Mięta
Ilość stron: 368
Gatunek: thriller
Data premiery: 14 stycznia 2026
Moja ocena: 07
/10

Komentarze
Prześlij komentarz